Kilka słów o pierwszych dwóch meczach finału.

Dodano: 1 czerwca 2014 17:48
Kilka słów o pierwszych dwóch meczach finału.
Autor: Filip Jedliński , Informacja własna
WikiMedia

  Co za emocje towarzyszyły nam w pierwszych dwóch spotkaniach Finału Tauron Basket Ligi. Również ciekawie zapowiadają się oba spotkania w Zielonej Górze. Czy Stelmet pójdzie śladami PGE Turowa i w pełni wykorzysta atut własnego parkietu? Pewne jest to, że gracze z "Winnego Grodu" tanio skóry nie sprzedadzą i przed Turowem ciężkie zadanie.  

PGE Turów gra w tych finałach swoje. Szybka gra, dużo trójek. Trochę statystyk: w pierwszym spotkaniu gracze ze Zgorzelca trafili 11/25 takich rzutów, co dało im 44% skuteczność. Natomiast w drugim spotkaniu 9/22 - skuteczność 41%. Ogólna skuteczność podopiecznych trenera Miodraga Rajkovicia też jest bardzo dobra. W pierwszym spotkaniu 61% z gry, przy 44% Stelmetu, a w drugim 47% przy 43%. Co ciekawe, zbiórki wygrał Stelmet. Żeby było jeszcze ciekawiej, to w obu spotkaniach liczba zbiórek była identyczna. W meczu numer jeden Stelmet zebrał 34 piłki, a Turów 31. W meczu numer dwa liczby te nie uległy zmianie. Jeśli chodzi o asysty, to w meczu numer jeden Turów 20, a Stelmet 15. W drugim natomiast liczba asyst spadła - 11, przy 15 Zielonej Góry. W punktach rezerwowych, także lepszy jest Turów. Rezerwowi przygranicznego zespołu w pierwszym spotkaniu zdobyli 36 punktów, przy 33 Stelmetu, a w drugim spotkaniu 38, przy 29. Podstawowymi zawodnikami wicemistrza Polski są przede wszystkim: Damian Kulig oraz J.P. Prince. Polski środkowy Turowa w pierwszym meczu rzucił 20 punktów (6/7 za 2, 1/3 za 3 i 5/7 za 1), zebrał 10 piłek, rozdał 2 asysty i raz zablokował rywali. Jeśli chodzi o "Księcia", to w czwartkowym spotkaniu zanotował aż   30 punktów ( 2/5 za 2, 4/9 za 3, 14/17 za 1), zebrał 8 piłek i rozdał 5 asyst. We wczorajszym meczu Kulig nadal grał "swoje", ale ku zaskoczeniu wszystkich, Prince zaprezentował się nieco słabiej. MVP sezonu zasadniczego dopiero w końcówce zagrał na przyzwoitym poziomie, a wcześniej był bardzo niewidoczny. Zdobył tylko 9 punktów (2/9 z gry), ale zebrał też 9 piłek. Pokłon należy zdecydowanie oddać Filipowi Dylewiczowi. "Dylu" pokazuje w tym finale swoje ogromne doświadczenie i chce się odbudować po zeszłorocznych, mało udanych Play Offach, które jako zawodnik Trefla Sopot sensacyjnie przegrał z AZS-em Koszalin 1:3. W tym roku Dylewicz pokazuje, że zasłużenie jest kapitanem Turowa, a hasło ,,Play Off to czas weteranów" jest jak najbardziej aktualne. Były reprezentant naszego kraju w meczu numer jeden rzucił 17 punktów, zebrał 5 piłek, rozdał aż 6 asyst i trafił 3/7 za 3. W game2 34-latek rzucił 19 punktów, zebrał 6 piłek i trafił 4/6 w rzutach za 3 punkty. Do tego trzeba oczywiście wspomnieć o magicznej, bardzo ważnej trójce na 50 sekund przed końcem spotkania, którą Dylewicz trafił przez ręce i od tablicy. Miodrak Rajković, trener ekipy ze Zgorzelca powiedział, że tu nie było mowy o szczęściu: ,,Filip nikogo nie zaskoczył tym trafieniem. To było zupełnie normalne w jego wykonaniu. W całym meczu oddał sześć trójek, trafił cztery. Tutaj nie ma mowy o szczęściu". ,,Byliśmy w grze do ostatniej minuty. Rzut Filipa za trzy z niesamowitej pozycji podciął nam skrzydła i załamaliśmy się" - powiedział po meczu Przemysław Zamojski ze Stelmetu Zielona Góra.  Dodatkowym atutem Turowa była własna hala oraz miejscowi kibice, którzy napędzali Zgorzelczan. Oczywiście znaleźli się i tacy, których chwalić nie ma za co. Tak zwana grupa "balkoniarzy" nie popisała się kulturą i niejednokrotnie pluła na rezerwowych Stelmetu. Takie zachowania nie powinny mieć miejsca w polskiej lidze. Jeśli chodzi o Stelmet, to w drugim spotkaniu ta gra wyglądała już znacznie lepiej. Jak twierdzą sami zawodnicy ten mecz był do wygrania.  Nie wszyscy rozumieją dlaczego Mihailo Uvalin nie stawia na głodnego gry i punktów Marcus Ginyarda, który po dobrym indywidualnie pierwszym spotkaniu w drugim zagrał jedynie 13 minut. Mało gra również Kamil Chanas, który daje naprawdę dobrą zmianę z ławki, po czym siada na ławce. A przecież zarówno w pierwszym jak i w drugim spotkaniu podczas jego obecności zespół prezentował się dobrze. Zielonogórskich kibiców martwi forma, a w zasadzie jej brak u Aarona Cela. Francuz z polskim paszportem nie może się odnaleźć zarówno w obronie jak i w ataku. Jest bezlitośnie ogrywany przez kolegów z którymi razem grał w zeszłym roku. Ale Aaron nie jest jedyną "czwórką", która zawodzi. Craig Brackins w finałach gra po prostu tragicznie. Jedynym małym przełomem, kiedy podczas sobotniego spotkania popisał się dwiema, celnymi trójkami z rzędu. Tylko to. Nic więcej. Damian Kulig i Filip Dylewicz robili z nim, co chcieli. A przecież Craig to chłop, który grał w NBA. Nie takiej postawy od swoich podkoszowych oczekiwali kibice.  Zawodnicy z Zielonej Góry przestali dyskutować z sędziami, nie mieli już tak wielu pretensji, jak to miało miejsce w meczu numer jeden.  Komplet dwóch zwycięstw nie daje jeszcze Turowowi mistrzostwa. Nie wiadomo, czy Zgorzelczanie utrzymają podobny rytm w Zielonej Górze. Damian Kulig z PGE Turowa mówi: ,,Na gratulacje zasługuje cała drużyna. Pokazaliśmy wolę walki do samego końca. Chcieliśmy ten mecz wygrać, żeby obronić własny parkiet. W drużynie Stelmetu wszyscy są groźni. Musimy być zawsze skoncentrowani na 100 proc. Jeszcze daleka droga przed nami. Teraz trzeba skupić się na następnym spotkaniu".  Finały mogą się, jak najbardziej, podobać kibicom. Jest walka, determinacja, są emocje, są sprzeczki i ostre słowa między zawodnikami. Teraz rywalizacja przenosi się do Zielonej Góry. Jeśli Turów podtrzyma swoją dobrą formę, mogą to zakończyć w czterech meczach. Wiadomo, że mistrz Polski będzie chciał wyrównać. ,,Głów nie spuszczamy. W Zielonej Górze postaramy się odmienić los" - powiedział Przemysław Zamojski. Jedno jest pewne. Mistrzowie Polski muszą błyskawicznie podnieść się na duchu i głodni zwycięstwa przystąpić do trzeciego spotkania jeśli nie chcą, aby Turów odprawił ich z kwitkiem.  Stan rywalizacji: 2-0 dla PGE Turowa Zgorzelec. Następny mecz finałowy już we wtorek o godzinie 20.00. Transmisja standardowo w Polsacie Sport News.   fot: zachod.plFilip JedlińskiZapraszam na mojego Twittera: twitter.com/FilipJedlinski
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp