No Nene, no problem

Dodano: 28 kwietnia 2014 13:50
No Nene, no problem
Paweł Mocek, Informacja prasowa AP
WikiMedia

Trevor Ariza miał najlepsze w karierze playoff-high 30 punktów, Wizards zdobyli 14 pierwszych punktów w meczu i nie oglądali się za siebie. Bez Nene udało im się wygrać z Chicago Bulls 98-89 i objąć prowadzenie 3-1 w serii.

Ariza trafił 6 z 10 rzutów za trzy punkty, John Wall dodał 15 punktów i 10 asyst dla Wizards, którzy wymusili 16 strat, a sami popełnili tylko 6. Inną wielką różnicą były rzuty zza łuku. Washington byli stamtąd 8/19, Chicago tylko 4/19.

Wizards, którzy poszukują trzeciego zwycięstwa w serii playoffowej od 1980 roku mogą dokończyć dzieła w Game 5, we wtorek, w Chicago.

Taj Gibson zdobył career-high 32 punkty, na skuteczności 13/16 dla Chicago, ale jego koledzy byli łącznie 22/62 z gry. Trafił więcej rzutów w pierwszej połowie (8) niż inni zawodnicy Bulls razem wzięci (7). Gibson został pierwszym Bykiem w historii, który miał 30 punktów i 5 zbiórek z ławki rezerwowych.

Mike Dunleavy, który zdobył 35 punktów w Game 3 był 0/3 z gry w pierwszej połowie, a mecz zakończył z 6 oczkami na koncie. Kirk Hinrich popełnił 4 straty, a Defensive Player of the Year Joakim Noah miał 10 punktów i 15 zbiórek przeciwko Wizards bez Nene.

Pierwsza piątka Wizards pokonała starterów Bulls 88-47. Nene został zawieszony na jeden mecz, po złapaniu Jimmy’ego Butlera za głowę w trakcie konfrontacji w czwartej kwarcie przegranego meczu numer 3. John Wall nazwał go „X-Factorem” drużyny i ma rację: od marca 2012, od kiedy Nene jest w stolicy USA, Washington są 65-63 kiedy gra i 21-41, kiedy go brakuje. Klub jednak poradził sobie w końcówce sezonu wygrywając 12 z 21 spotkań, w których Nene zmagał się z kontuzją kolana.

Washington po rozpoczęciu spotkania zaraz prowadzili 14-0, a Tom Thibodeau szybko stracił dwa timeouty. Pierwsze siedem posiadań Chicago to 6 pudeł i 2 straty. wreszcie na 4:12 przed końcem pierwszej kwarty, pierwsze punkty dla gości zdobył Jimmy Butler.

Zaraz później, Kirk Hinrich trafił swoją trójką z rogu o kant tablicy, a Trevor Ariza nie pomylił się z podobnego miejsca, dając wczesne prowadzenie 17-2. Wszystko szło zgodnie z planem dla Wizards.

Jednak frontcourt Wizards szybko zaczął mieć problem z faulami. Trevor Booker, Marcin Gortat, Drew Gooden i Al Harrington wszyscy mieli po dwa faule wcześnie w drugiej kwarcie. Bulls zmniejszyli różnicę do 4 punktów, ale Wizards zakończyli połowę runem 21-10. Równo z syreną trafił Trevor Ariza, a Wizards prowadzili 55-40 w przerwie.

Wizards prowadzili 23 punktami wcześnie w czwartej kwarcie, ale Bulls próbowali wrócić do meczu. Rzut Gibsona na 1:41 przed końcem meczu zmniejszył przewagę do 8 oczek, ale to był pierwszy i jedyny raz, kiedy Chicago przegrywało różnicą 10 lub mniej punktów w drugiej kwarcie. Lay-up Gortata i wsad Arizy szybko przerwały marzenia Bulls na korzystny rezultat.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp