Brooklyn wygrywa u siebie

Dodano: 26 kwietnia 2014 09:17
Brooklyn wygrywa u siebie
Paweł Mocek, Informacja własna/ESPN
Obraz własny

Joe Johnson zdobył 29 punktów, Pierce i Garnett zagrali nieźle w swoim pierwszym wspólnym meczu playoffów na Brooklynie, a Nets wygrali z Toronto Raptors 102-98 i objęli prowadzenie 2-1 w pierwszej rundzie.

Johnson trafił zapewniające zwycięstwo rzuty wolne na 3.1 sekund przed końcem po tym, jak Nets stracili 15-punktowe prowadzenie w czwartej kwarcie. Williams dodał 22 punkty i 8 asyst dla rozstawionych z „szóstką” Nets, którzy będą gospodarzami Game 4 w niedzielę.

Pierce miał 18 punktów i razem z Garnettem w drugiej kwarcie pokazali, dlaczego przyszli do Nowego Jorku. Ale to nie miało większego znaczenia, gdy Nets robili błąd za błędem w kluczowych momentach.

DeMar DeRozan zdobył 30 punktów dla Raptors, którzy przegrali 13 kolejnych meczów na wyjeździe w playoffach. Patrick Patterson dodał 17 punktów, ale spudłował 2 rzuty wolne, które mogły wyrównać mecz dla Toronto. Kyle Lowry zszedł za faule z 15 punktami, ale Raptors nie poddawali się i próbowali zrobić comeback bez swojego rozgrywającego. Prawie im się udało.

Patterson stanął na linii na 19 sekund przed końcem, spudłował obie próby, co zmusiło Toronto do faulowania. Paul Pierce i Joe Johnson nie pomylili się jednak z linii.

Raptors pokonali Nets w ich pierwszym meczu w Barclays Center w sezonie regularnym, co było jedną z zaledwie czterech porażek Brooklynu w domu w ciągu kalendarzowego roku 2014. Toronto wygrało najlepsze w historii 22 mecze u siebie, ale nie potrafili wczoraj wygrać pierwszego testu na wyjeździe.

Ostatnim meczem Nets we własnej hali w playoffach było przegrane Game 7 przeciwko Chicago Bulls rok temu. Około 2 miesiące później do Brooklynu trafili Garnett i Pierce.

Toronto prowadziło 23-19 po pierwszej kwarcie i utrzymywali małe prowadzenie prawie do końca drugiej odsłony meczu. Brooklyn zdobył jednak sześć kolejnych punktów i wygrywał 45-41. W końcówce trzeciej ćwiartki,

Paul Pierce zaliczył akcję 2+1, a zaraz potem trafił trójkę, która ustaliła wynik po 36 minutach na 77-66. W poprzednich meczach, nikt nie prowadził w tym momencie większą liczbą punktów niż 5. Potem, wszystko szło coraz gorzej dla Nets, którzy na własne życzenie zapewnili sobie więcej emocji niż by się spodziewali po czwartej kwarcie, w której mieli już 15 punktów przewagi.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp