Nagrody indywidualne NBA 2013/14
Sezon regularny za nami, czas na podsumowanie w postaci rozdania nagród indywidualnych. W rolę rozdających wcielili się redaktorzy koszykowka.net Filip Jedliński oraz Paweł Mocek a także goście specjalni: Krzysiek Czyż i Rafał Kamieński z portalu wiedzasportowa.pl i Rafał Szałas.
Eksperci:
Krzysiek Czyż (@KrzysiekCzyz) – wiedzasportowa.pl
Filip Jedliński (@FilipJedlinski) – koszykowka.net (nagrody Filipa pojawią się jutro)
Rafał Kamieński (@rkamienski) – wiedzasportowa.pl
Paweł Mocek (@pawexm) – koszykowka.net
Rafał Szałas (@RafSkejcik)
Most Valuable Player (MVP):
K. Czyż: Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) - Wybór nie może być inny, chociaż ciągle uważam, że to LeBron jest najlepszym koszykarzem świata. KD rozgrywa jednak zbyt dobry sezon żeby pozbawić go tej statuetki. Kontuzje Westbrooka nie są tutaj bez znaczenia, bo Durant musiał wziąć na siebie jeszcze większą odpowiedzialność za wyniki zespołu, ale wyszedł z tej próby obronną ręką. Świetnie ogląda się go z piłką, ma zdecydowanie najpłynniejsze ruchy w całej lidze, a dzięki swoim warunkom fizycznym jest dla 90 procent zawodników w tej lidze nie do zablokowania. Jego walka z LeBronem o miano najlepszego koszykarza na ziemi będzie trwała jeszcze kilka lat, ale sezon 2013/2014 należy do niego i dobrze wie o tym nawet James.
R. Kamieński: Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) - Myślę, że nie ma tutaj wiele do tłumaczenia. Był w tym sezonie najlepszym zawodnikiem NBA ciągnąć za sobą Oklahomę City Thunder bez Russella Westbrooka. Udowodnił wszystkim kolejny sezon z rzędu, że może być kimś więcej niż tylko super-strzelcem. Mimo, że LeBron James to wciąż najlepszy zawodnik na świecie Kevin Durant zasłużył bezapelacyjnie na tę nagrodę.
P. Mocek: Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) – W tym sezonie i LeBron James i Kevin Durant musieli przez dużą część sezonu ciągnąć swoje drużyny bez swoich najlepszych kompanów. I Russell Westbrook i Dwyane Wade mieli w tym roku dużo dni wolnych od pracy z powodu swoich kolan, ale to jednak Thunder ma lepszy bilans, a Kevin Durant pokazał po raz kolejny, że człowiek uczy się całe życie. Coraz bardziej jego styl przypomina point-forward, więcej rozgrywa piłkę, jednocześnie będąc po raz czwarty najlepszym strzelcem ligi. Sorry LeBron, musisz poczekać jeszcze na swoją piątą statuetkę, w tym roku KD był absolutnie bezkonkurencyjny.
R. Szałas: Kevin Durant (Oklahoma City Thunder) - Durant zagrał najlepszy sezon w swojej karierze, a na pewno lepszy od swojego rywala z tej samej pozycji LeBrona Jamesa. Był liderem pełną gębą, ciągnął drużynę pod nieobecność Westbrooka, który jest drugą opcją czy ważnych role-playerów jak Thabo i Perkins. Na uwagę zasługuje pobicie rekordu Michael'a Jordana, oraz, że zespół Thunder jest na 2. miejscu mocnej konferencji zachodniej.
Rookie of the Year (ROTY):
K. Czyż: Victor Oladipo (Orlando Magic) - Niestety kogoś trzeba było wybrać, ale tak naprawdę, żaden żółtodziób w tym roku nie zagrał na równym, wysokim poziomie. Co gorsza wszyscy grają w drużynach, które bardziej niż walką o pierścień byli zainteresowani tą o Aarona Gordona, Andrew Wigginsa i innych. Mnie najbardziej urzekł możliwy następca D-Wade'a w tej lidze - Victor Oladpio. Gracz Magic wygląda na najbardziej perspektywicznego z całej stawki i już za rok powinien po przepracowanym lecie byś dużo, dużo lepszy. U Oladipo widzę największy zapas miejsca na rozwój i to on zostaje moim Rookie of the Year. Urzekło mnie jego triple-double w meczu z 76ers (no bo z kim by innym), a do tego świetnie śpiewa.
R. Kamieński: Michael Carter-Williams (Philadelphia 76ers) - Rozgrywający Philadelphia 76ers wygrał tę nagrodę można by rzecz, że wraz ze swoim pierwszym meczem w karierze. Klasa 2013 była wyjątkowo słaba i bój o Rookie of the Year odbywał się pomiędzy Victorem Oladipo a MCW przez cały rok. Zwycięsko wyszedł moim zdnaiemten drugi, choć zawodnik Orlando Magic mógłby mieć co do tego zastrzeżenia. Oladipo w całym sezonie miewał jednak spotkania bardzo dobre, które przeplatał z tymi bardzo słabymi. Pod tym względem i z cyframi 17/6/6 Carter-Williams moim zdaniem powinien otrzymać nagrodę debiutanta. Nie obraziłbym się jednak gdyby NBA zrobiło powtórkę z 94-95 (Grant Hill & Jason Kidd) i wręczy wyróżnienie dwóm graczom.
P. Mocek: Michael Carter-Williams (Philadelphia 76ers) – Kolejna nagroda, kolejny two-man race. MCW przekonał mnie przede wszystkim swoimi statystykami oraz tym, że był jedną z najważniejszych części projektu 76ers. Na jego nieszczęście ten projekt miał nazwę „tankowanie” i na pewno nie pokazał jeszcze wszystkich swoich możliwości. On i Oladipo to chyba jedyne jasne punkty słabiutkiego draftu. Nie wiemy jeszcze co pokaże Nerlens Noel, ale więcej niż 3 All-Starów z ubiegłorocznego wyboru raczej nie będzie.
R. Szałas: Michael Carter-Williams (Philadelphia 76ers) - Nagroda raczej przyznawana za statystyki niż przydatność dla zespołu. Jeśli chodzi o cyferki to MCW zdeklasował rywali już na samym początku w meczu z Miami gdzie zdobył Triple-Double. Młody playmaker Sixers jeszcze nie raz wykręcał fajne cyferki podczas sezonu więc on pewnie dostanie nagrodę dla najlepszego żółtodzioba.
Defensive Player of the Year (DPOY):
K. Czyż: Joakim Noah (Chicago Bulls) - Dla Francuza powinna być przyznana osobna nagroda, bo praktycznie w pojedynkę pociągnął Bulls i sprawił, że kolejny raz 'Byki' są zespołem, na który nikt nie chce trafić w Playoffs. Noah jest świetny w defensywie, ma niesamowity instynkt do zbiórek i żywo rusza się w trumnie co generuje sporą ilość bloków. Do tego potrafił zrobić z Taja Gibsona jeszcze lepszego obrońce i ich duet sieje popłoch w pomalowanym. Noah pokazał, że ma ogromną wole walki i w defensywie jest generałem Bulls bez którego awans do Playoffs byłby niemożliwy.
R. Kamieński: Joakim Noah (Chicago Bulls) - W wybieraniu zawodnika, który ma wygrać daną nagrodę powinno brać się pod uwagę jego formę przez cały sezon oraz wpływ jaki gracz ma na swoją ekipę. Roy Hibbert, czyli murowany faworyt do tej nagrody jeszcze na początku lutego, wraz ze swoją fatalną postawą po przerwie na All-Star Weekend samowolnie wypadł z wyścigu o tę wyjątkową nagrodę. Środkowy Chicago Bulls nie tyle co jest liderem trzeciej siły Wschodu (bez Denga czy Rose'a), ale jego energia i wielkie serce do gry jedynie potwierdzają to, że takie wyróżnienie powędruje we właściwe ręce. Zasłużył na to bez wątpienia - w przeciwieństwie do 5.6 pkt, 2.4 zb, 1.2 blk i 25% z gry w kwietniu Roy'a Hibberta.
P. Mocek: Joakim Noah (Chicago Bulls) – Ta nagroda należy mu się być może już drugi rok z rzędu. Noah, po raz kolejny bez Rose’a, a tym razem również bez Luola Denga wprowadził Bulls do playoffów na miejscu, które gwarantuje im przewagę parkietu w pierwszej rundzie. Jego instynkt, waleczność, agresja są tym, co tygryski (i Tom Thibodeau) lubią najbardziej. Jego główny rywal na tej pozycji, a także do tej nagrody Roy Hibbert kompletnie zniknął w drugiej połowie sezonu, a liczba jego zbiórek przy monstrualnym wzroście powinna wynosić nawet 2 razy więcej niż 6.6 RPG.
R. Szałas: Andre Iguodala (Golden State Warriors) - AI sporo wniósł do obrony Wojowników razem z Andrew Bogutem. Iggy gdzie by nie grał obrona zespołu się poprawia, oczywiście nieco opadł pod koniec sezonu przez kontuzję, ale Andre przez większość sezonu był podporą defensywy GSW i najbardziej zasłużył na DPOY mimo wybuchów w tym aspekcie takich panów jak Kawhi Leonard czy Joakim Noah.
Sixth Man of the Year (6MOY):
K. Czyż: Jamal Crawford (Los Angeles Clippers) - Rzucający obrońca Clippers już drugi rok z rzędu jest najpoważniejszym kandydatem do tej nagrody i mam nadzieję, że tym razem to on zwycięży w tej kategorii. Rok temu statuetkę zabrał mu JR Smith, a teraz mocno walczyć będzie o nią świetny Taj Gibson, ale to właśnie Crawfordowi najbardziej należy się ta nagroda. Obrońca Clippers jest talizmanem ekipy i często odciąża Chrisa Paula w najważniejszych momentach. Daje duży zastrzyk energii i jakości z ławki - rok temu się nie udało, ale tym razem powinno.
R. Kamieński: Manu Ginobili (San Antonio Spurs) - Jamal Crawford to lepszy indywidualny typ. Ja jednak chciałbym pójść nieco pod wiatr i słowa większości ekspertów i wybrać na to miejsce Argentyńczyka, aby uhonorować San Antonio Spurs i ich postawę w sezonie 2013-14, która w olbrzymiej mierze zależała od gry ławki rezerwowych. A ta Gregga Popovicha prowadzona była przez fantastycznego 36-latka. Taka nagroda byłaby idealnym podsumowaniem kariery Manu, która powoli zbliża ku końcowi.
P. Mocek: Jamal Crawford (Los Angeles Clippers) – Ze swoimi umiejętnościami, J-Crossover miałby zagwarantowane miejsce w pierwszej piątce 90% zespołów w NBA. Jednak on zawsze lepiej sprawdzał się jako „szósty zawodnik”, ktoś kto da impuls powrotu do meczu lub utrzymania przewagi. W tym sezonie, w obliczu kontuzji J.J.’a Redicka i słabej dyspozycji Jareda Dudleya to na nim spoczywała duża część zadań ofensywnych Clippers. Umie sam wykreować pozycję do rzutu, jak i również trafia w sytuacjach catch-and-shoot po podaniach Chrisa Paula lub Blake’a Griffina. Dodajmy do tego zimną krew w ostatnich minutach meczu i wychodzi nam ktoś, kogo każdy trener chciałby posiadać na swojej ławce.
R. Szałas: Taj Gibson (Chicago Bulls) - Silny skrzydłowy z Bulls w tym sezonie dawał bardzo dużo wchodząc z ławki. Gibson to sporw wsparcie zwłaszcza w defensywie czego brakuje Boozerowi, ten przez to często miał ograniczną ilość minut mimo, że jest starterem w Bulls. Taj Gibson w tym roku zasłużył sobie na nagordę najlepszego rezerwowego mimo sporej konkurencji.
Most Improved Player (MIP):
K. Czyż: Goran Dragic (Phoenix Suns) - Rozgrywający Suns ma za sobą rewelacyjny sezon i pokazał wszystkim, że ma cojones. Szkoda, że nie udało mu się wprowadzić swojego zespołu do Playoffs, bo przyjemnie ogląda się Słoweńca w tym roku i po prostu należy mu się w nich udział. Mi osobiście najbardziej zaimponował swoją mądrością - jeszcze za czasów gry z Gortatem irytował mnie prawie przy każdym kontakcie z piłką - teraz to się zmieniło. Mądrzejsze decyzje, niesamowity ciąg na kosz, zero respektu, lepsza skuteczność z dystansu. Dragic to już ułożony zawodnik, który nie wymiękł i wziął na siebie rolę lidera, który ciągnie ten wesoły wózek z napisem Suns
R. Kamieński: Anthony Davis (New Orleans Pelicans) - Ciężko jest mi wybrać w tym przypadku po prostu kogoś innego. Jako fan New Orleans Pelicans i człowiek, który obejrzał wszystkie mecze Davisa na parkietach NBA mogę z przekonaniem powiedzieć, że nie widziałem zawodnika, który zrobił w porównaniu z poprzednim sezonem większy postęp w tym roku. Jasne, można mówić, że to dopiero drugoroczniak i nie powinno brać się tych zawodników pod uwagę, ale takie kryteria nie istnieją i to moje osobiste zdanie. Wyróżnić można również oczywiście Lance Stephensona i Gorana Dragicia, który rozegrali fantastyczną kampanię i nie będę zły jeśli to ktoś z tej dwójki będzie mógł się cieszyć mianem Most Improved Player.
P. Mocek: Anthony Davis (New Orleans Pelicans) – Prawdę mówiąc byłbym wdzięczny NBA, gdyby ta nagroda trafiła w tym roku do dwóch zawodników, ponieważ i Goran Dragic i Davis zasługują na nią po równo. Zdecydowałem się jednak na Davisa, ponieważ to w nim upatruję defensora, który jest coraz lepszym ofensywnie zawodnikiem ze średnimi 21/10. Liderował całej lidze w blokach, a jego PER wyniósł niebagatelne 26.5, co jest czwartym wynikiem w lidze.
R. Szałas: Goran Dragic (Phoenix Suns) - Dragic w tym sezonie stał się liderem Suns, a także miał bardzo dobry sezon idywidulanie. Słoweniec nie jest typem PG jak Steve Nash, ale mimo wszystko Suns mają godnego następce Kanadyjczyka.
Coach of the Year (COTY):
K. Czyż: Gregg Popovich (San Antonio Spurs) - Żaden trener nie pasuje do swojej drużyny tak jak Popovich do Spurs. Szkoleniowiec Ostróg kolejny raz pokazał, że jest geniuszem i potrafi nawet z Thiago Splittera zrobić niezłego koszykarza. Spurs są nieśmiertelni i nie wiem ile jeszcze razy wyślemy ich na emeryturę, ale za każdym razem kończy się to tak samo i ucierają nosa niedowiarkom. Popovich ustalił zasady, których trzymają się zarówno weterani jak i Leonard i spółka. Każdy zna swoją rolę i w Spurs nie ma nawet jednej przypadkowej akcji podczas meczu. Mistrz w swoim fachu.
R. Kamieński: Gregg Popovich (San Antonio Spurs) - Geniusz koszykówki, człowiek, który powinien tę nagrodę wygrywać co sezon, ale byłoby to zbyt nudne. Kolejny rok z rzędu zostawił całą stawkę trenerów daleko za plecami i wciąż nie potrafię zrozumieć jak zespół nie grający najlepszymi zawodnikami nawet 30 minut może mieć w lidze NBA najlepszy bilans. To po prostu inny poziom, który powinien być doceniony.
P. Mocek: Jeff Hornacek (Phoenix Suns) – Szkoleniowiec Suns zrobił coś co wydawałoby się niemożliwe, a więc z ekipy, która prawdopodobnie miała w zamiarze tankowanie po wysoki pick w drafcie, zrobił drużynę, której brak awansu do fazy playoff jest jedną z najgorszych i niesprawiedliwych rzeczy, jaka przydarzyła się w tym sezonie. Na to jednak nie możemy nic poradzić, ale gdyby Hornacek dostał na osłodę tę nagrodę byłby to miły prezent dla organizacji Suns.
R. Szałas: Tom Thibodeau (Chicago Bulls) - Trener Bulls zrobił kawał dobrej roboty mimo straty najlepszego zawodnika w postaci Derrick'a Rose'a, a potem transfer Luola Denga do Cavaliers. Thibs miał ograniczoną rotację musiał się ratować postaciami jak DJ Augustin, Mike Dunleavy czy 100 letni Nazr Mohammed, a potrafił walczyć o 3 miejsce na wschodzie deklasując Nets, Knicks, Pistons, którzy mieli o wiele lepsze składy.