Co słychać na Wschodzie?

Dodano: 19 marca 2014 22:08
Co słychać na Wschodzie?
Paweł Mocek, Informacja własna
WikiMedia

Wyścig po playoffy w obu konferencjach wkracza w decydującą fazę, ale my przyjrzymy się dzisiaj rywalizacji we wschodniej części NBA.

Jeśli popatrzymy na klasyfikację, to wyróżniła się dość klarowna „ósemka”, z trzema potencjalnymi kandydatami do awansu do niej. Zacznijmy od góry.

Od grudnia właściwie na 90% znamy skład finałów konferencji. Jedyną niewiadomą jest to, który z zespołów będzie miał przewagę własnego parkietu w ewentualnym meczu numer 7. Indiana Pacers jest obecnie 3 mecze przed Miami Heat, ale czekają ich także zdecydowanie trudniejsze wyzwania. Obie drużyny zagrają także dwa bezpośrednie spotkania – w domu i na wyjeździe. W 15 ostatnich spotkaniach liderów Wschodu, 8 jest na wyjeździe, ponadto tylko 5 razy grają z zespołami, które mają mniej niż 50% wygranych meczów. W przypadku Heat, w 17 meczach, 8 razy grają na obcym terenie, ale aż 12 razy grają z zespołami z własnej konferencji, w tym z Pistons, Bucks (2-krotnie), Celtics, Knicks, Hawks i 76ers. Na pewno nie należy więc skreślać jeszcze Miami, ale pod znakiem zapytania będzie dyspozycyjność Dwyane'a Wade'a pod koniec sezonu, bo być może Erik Spoelstra będzie chciał go oszczędzać na serie playoffowe. Indiana jest jeszcze w grze nawet o najlepszy bilans w całej NBA, ale musieliby zaliczyć naprawdę bliskie perfekcji ostatnie 4 tygodnie sezonu regularnego.

Za nimi stworzył się peleton zespołów, które są powyżej granicy 50%. O liderowanie w dywizji atlantyckiej i pewne miejsce w pierwszej czwórce rozstawionych zespołów będą walczyć Toronto Raptors i Brooklyn Nets. Pewną przewagę przez cały sezon wypracowali sobie Kanadyjczycy. Na ich korzyść przemawia także fakt, że mają więcej meczów z zespołami z dołka NBA. Z Dinozaurami o trzecią pozycję będą z kolei walczyć Chicago Bulls, którzy natchnieni postawą Joakima Noaha suną jak burza w ostatnim czasie. Mają bardzo podobny kalendarz, więc decydujące będą w tym przypadku spotkania z lepszymi rywalami, prawdopodobnie z drugiej konferencji. Przeciw Zachodowi w tym sezonie, Toronto są 14-13, Chicago 12-16. Raptors mają do rozegrania 16 meczów, w tym 8 w domu, Bulls 15 meczów, 7 w domu. Pierwszą szóstkę zamykają Washington Wizards, którzy mają już tylko szanse na wyprzedzenie Nets, ale to „Siatki” teraz w gazie, a Czarodzieje podróżują po zachodnim wybrzeżu NBA.

Najlepszym zespołem, który ma więcej porażek niż zwycięstw są Charlotte Bobcats, ale tylko jeden mecz za nimi znajdują się już Atlanta Hawks. Terminarz zdecydowanie faworyzuje jednak Rysie, które mają szczęście grania z zespołami, których nie wymieniamy już w artykułach poświęconych playoffach, a raczej przy okazji rankingów tankowania.

Trzy zespoły, które przed sezonem typowałem do playoffów, będą jeszcze o nie walczyć, ale – co tu ukrywać – są w bardzo trudnej sytuacji. New York Knicks są obecnie 4.5 meczów za Atlantą, Cleveland ma już 6 spotkań straty, tyle samo co Detroit. Biorąc pod uwagę uraz Kyriego Irvinga oraz postawę Pistons przez cały rok powinniśmy nieco więcej powiedzieć tu zdecudowanie o szansach Nowojorczyków. Szczególnie, że wygrali sześć kolejnych meczów. Tu jednak optymizm się kończy. Timberwolves, Jazz, Cavs, 76ers, Celtics, Bucks. Cztery z sześciu zespołów, które pokonali tankują, a w perspektywie spotkania z Indianą (dzisiaj), z Miami, Brooklynem (2 razy), Raptors (2 razy), Bulls oraz długa, 5-meczowa seria wyjazdowa na zachodnim wybrzeżu (Lakers, Kings, Suns, Warriors, Jazz).

Playoffy na Wschodzie wcale nie muszą być nudne. Indiana, Miami i Chicago byli w podobnych składach w ubiegłym roku i pokazali, że umieją walczyć na dobrym poziomie. W składzie Nets zaszły pewne zmiany, ale widać, że powoli Jason Kidd znalazł sposób na tą grupę ludzi, z którą miał pewne problemy na początku sezonu. Toronto, Waszyngton i Charlotte to „świeżaki”, które czekały cierpliwie na swoją szansę i po których nie wiemy do końca czego możemy się spodziewać. Atlanta w zmienionym składzie, ale prawdopodobnie znowu awansuje do playoffów, jednak bez Ala Horforda nie powinni odegrać większej roli w tegorocznej fazie posezonowej.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp