Rockets powalczą o Carmelo Anthony'ego
Houston Rockets mogą postarać się o pozyskanie Carmelo Anthony'ego na rynku wolnych agentów w 2014 roku.
Czy to naprawdę możliwe? Okazuje się, że tak i według źródła powiązanego z ligą, jest to nawet prawdopodobne. Rockets będą oczywiście musieli sporo poświęcić, aby próbować zatrudnić Melo. Miejsca w salary cap nie będą mieli dużo, ponieważ musieliby wcześniej sprzedać kontrakty i Jeremy'ego Lina i Omera Asika, które warte są po 15 milionów dolarów każdy. W takim wypadku jedyną właściwą opcją wydaje się sign-and-trade.
Jeżeli Phil Jackson nie będzie chciał budować nowych Knicks wokół Carmelo, mógłby oddać go do Houston w zamian za Lina albo Asika i kilka wyborów w draftach. Wtedy Nowy Jork liczyłby się w walce o wolnych agentów w lecie 2015, a Rockets mieliby własne „Big Three”. Na korzyść takiego scenariusza wskazuje także fakt, że Anthony wspomniał o tym, że mógłby wziąć mniej niż maksymalny kontrakt, aby stworzyć drużynie więcej możliwości do zbudowania właściwej drużyny. Z drugiej strony, opcji dla Melo jest jeszcze kilka: Los Angeles Lakers, Los Angeles Clippers, Chicago Bulls. 'Prorytetem' jednak dla niego jest jak sam powiedział pozostanie w Nowym Jorku, zaznaczając jednak, że będzie testował rynek.
Pojawia się pytanie, czy superdrużyna taka jaką stałoby się Houston miałaby szansę powodzenia na skalę mistrzowską. Skrajne rezultaty tworzenia takich ekip widzimy w Miami oraz w Los Angeles. U Heat udało się to świetnie, ponieważ teraz na koncie mają 3 Finały z rzędu oraz 2 kolejne mistrzostwa NBA, a w Lakers przez różne przyczyny skończyło się to – delikatnie mówiąc – klapą.
Przyjrzyjmy się temu: James Harden – Carmelo Anthony – Dwight Howard. Nasuwa się myśl: kto będzie pierwszą opcją? Wiadomo, że podobną rolę miałby tylko Howard, który dostawałby mniej piłek pod kosz w sytuacjach w low-post i stawiałby więcej zasłon dla strzelców. Czy Jamesa Hardena stać byłoby na to co pokazał m.in. Dwyane Wade, robiąc krok w tył, pojawiając się tylko (i aż) w najważniejszych momentach? A może to właśnie Anthony jako bardziej doświadczony pokazałby drogę swojemu młodszemu koledze. Jedno jest pewne: do czasu wolnej agencji nic nie będzie wiadomo, a potencjalnych nabywców pojawi się jeszcze pewnie kilku.