Durant vs. James - rywalizacja naszych czasów?
Dodano: 29 stycznia 2014 18:12
Autor: Paweł Mocek, Informacja własna
Zdjęcie: WikiMedia
Już dziś dwaj najlepsi zawodnicy w lidze LeBron James i Kevin Durant zagrają przeciwko sobie na terenie sprzyjającym poczwórnemu MVP ligi. Główny kandydat do nagrody najlepszego zawodnika sezonu regularnego będzie miał jednak bardzo dobre pole do pokazania, że to wyróżnienie w tym roku, należy się tylko jemu. Przynajmniej po 3 miesiącach trwania sezonu.Bill Russell i Wilt Chamberlain. Jerry West i Oscar Robertson. Larry Bird i Julius Erving. Magic Johnson i Isiah Thomas. Charles Barkley i Karl Malone. Hakeem Olajuwon i Patrick Ewing. To tylko kilka z przypadków, kiedy dwaj świetni zawodnicy grający na tej samej pozycji grają w tym samym czasie. Czy za kilkadziesiąt lat będziemy mówić o Jamesie i Durancie w podobnym kontekście? Mamy podstawę tak twierdzić. W liczbie punktów na mecz, LeBron James obecnie zajmuje 3. miejsce na liście wszechczasów, Kevin Durant jest na 6. pozycji. W klasyfikacji PER, James jest 2., Durant zajmuje 13. miejsce. Nic nie wskazuje na to, że ci zawodnicy nie będą wymieniani jednym tchem z innymi graczami z koszykarskiej Galerii Sław. Przede wszystkim, będziemy jednak porównywać osiągnięcia tych dwóch niskich skrzydłowych, ponieważ grali w mniej więcej tym samym czasie (James jest niecałe 4 lata starszy). Jeśli chodzi o dzisiejszy mecz, właściwie nie wiemy czego możemy się spodziewać. Kevin Durant jest w gazie - 11 kolejnych meczów z 30+ punktami i wyprowadzenie Oklahoma City Thunder na prowadzenie w konferencji zachodniej bez Russella Westbrooka stawiają go na razie przed wszystkimi innymi zawodnikami w wyścigu po MVP, włączając w to LeBrona Jamesa. Jego PER wynosi niesamowite 31.1 i bez wątpliwości rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze. Bezpośrednie starcia to coś innego. LeBron ma 4 nagrody MVP i 2 nagrody MVP finałów, coś czego KD jeszcze ani razu nie zdobył. Ile razy Durant w wywiadach mówił, że jest zmęczony w kończeniu na drugim miejscu. Nie tylko w głosowaniu na najwartościowszego gracza sezonu, ale również w finałach NBA, a także w ubiegłym roku w kategorii króla strzelców. W większości przypadków, na drodze stawał mu zawsze ten sam człowiek. Ten, z którym przyjdzie mu dziś rywalizować. Do tej pory, w bezpośrednich starciach LeBron James wygrywa z Kevinem Durantem 13-3 (z Cavs 5-0, z Heat 8-3). Ostatnie zwycięstwo KD przyszło w meczu numer 1 finałów NBA 2012. Od tamtej pory, Miami wygrało sześć kolejnych starć z OKC. W sezonach regularnych, LeBron zaliczał średnio 28 punktów, 7 asyst, 7 zbiórek i 2 przechwyty w meczach z Durantem, jego rywal miał średnio 29 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty. Obaj próbowali rzucać w takich meczach po 20 razy. To pokazuje, jak ważne są dla obu panów te spotkania. W sezonie spotykają się tylko dwa razy, a to właśnie na te mecze czeka cała koszykarska rzesza fanów. Myślę, że wielu z nas chciałoby zobaczyć jeszcze raz Finały Heat-Thunder. Od 2012 roku, Kevin Durant zaczął coraz bardziej zajmować się rolą playmakera i stał się lepszym obrońcą. LeBron James z sezonu na sezon poprawia swoją skuteczność z gry (56.5% w 2012/13, 57.9% do tej pory w 2013/14). Obaj stali się zawodnikami kompletniejszymi, a ich składy również uległy zmianie. Możliwe, że w kolejnych latach nieraz będziemy mogli być świadkami tej rywalizacji, na najwyższym szczeblu z możliwych. W tym konkrentym spotkaniu, Durant ma szansę na "statement game". Grając na wyjeździe, bez Russella Westbrooka, przeciwko najlepszemu graczowi na świecie i swojemu głównemu rywalowi, broniąc go i atakując w ofensywie będzie starał się udowodnić, że nie można na niego patrzeć jak na "tego drugiego". Przy wygranej Duranta ten mecz błyskawicznie zniknie z naszej pamięci, jeżeli po niesamowitym sezonie, KD znów nie uda się awansować do finałów NBA. Ten sam Kevin Durant, który teraz prowadzi Thunder do najlepszego bilansu na Zachodzie bez swojego najlepszego kolegi z zespołu, zniknął w czterech kolejnych czwartych kwartach w półfinałowym pojedynku z Memphis Grizzlies, w momentach clutch (ostatnie 5 minut) rzucając 3/17 z gry oraz 1/4 z linii rzutów wolnych. Wszystko to również bez Russella Westbrooka. Wniosek jest jeden: playoffy weryfikują wszystko i z ostatecznymi osądami należy poczekać do maja i czerwca.