Kobe pauzuje dalej

Dodano: 28 stycznia 2014 21:14
Kobe pauzuje dalej
Paweł Mocek, Informacja własna
WikiMedia
Los Angeles Lakers mają bilans 16-29 i ex aequo z Utah Jazz znajdują się na przedostatniej pozycji w konferencji zachodniej. Podczas, gdy Kobe Bryant straci jeszcze parę tygodni gry, nie należy oczekiwać zmiany tego wyniku ani na lepsze ani na gorsze.Kobe doznał dość nieprzyjemnej kontuzji "lateral tibial plateau". Jest to część kości piszczelowej, zlokalizowana tuż pod stawem kolanowym. Diagnoza wynosiła od 4 do 6 tygodni przerwy w grze dla 5-krotnego mistrza NBA. W czwartek minie właśnie 6 tygodni od ogłoszenia jego nieobecności. Dziś wiemy, że to nie koniec. Bryant wciąż czuje duży dyskomfort w okolicach kolana i jego dzisiejsza wizyta u lekarza drużyny, Steve'a Lombardo nie uwzględni nawet badania rezonansem magnetycznym. Wiadomo również, że jego absencja wyniesie dodatkowe dwa tygodnie, a jest to absolutne minimum. Mówi się nawet o miesiącu dodatkowej, wymuszonej przerwy. To ostatecznie wyklucza więc dwukrotnego MVP finałów z All-Star Game 2014, mimo że sam Bryant nie zamierzał w niej występować, mówiąc, że inni zasługują na to miejsce bardziej od niego. Tym samym, nowy komisarz NBA, Adam Silver będzie musiał wybrać kogoś na jego miejsce. Od czasu jego drugiej kontuzji, Lakers są 4-16. Z powodu kontuzji stracili właściwie wszystkich rozgrywających: Jordana Farmara, Steve'a Blake'a i zarabiającego w tym sezonie (i przez jeden następny) 9 milionów dolarów Steve'a Nasha. Byli zmuszeni zatrudnić Kendalla Marshalla, który dobrze wpasował się w zespół odrzuconych przez inne zespoły zawodników, którzy talentem nie mogą równać się z topowymi zespołami na Zachodzie. Jednak w obliczu straty Bryanta prawdopodobnie do początku marca, pojawia się pytanie: czy warto eksplaatować go jeszcze w tym sezonie. Jeśli nawet wróci pod koniec lutego, conajmniej tydzień, dwa zajmie mu dojście do siebie. Mimo kilku meczów, wciąż nie wiemy jak wygląda jego prawdziwa gra ze zreperowanym ścięgnem Achillesa, ponieważ wrócił po tej kontuzji dość wcześnie i nie pokazał nam pełni swoich możliwości w 6 meczach. Wielu zawodników wogóle nie wróciło po takiej kontuzji do gry, a tylko Dominique Wilkins i Tiny Archibald skutecznie powrócili na swój poziom gry, poziom All-Star. Nic na razie nie wskazuje na to, żeby Los Angeles mieli poprawić swoją grę i bilans. Ósme miejsce w tej chwili w konferencji mają Dallas Mavericks z bilansem 26-20. Poza nimi powyżej granicy 50% zwycięstw są również Memphis i Denver, a tuż za nimi plasuje się Minnesota. W takiej sytuacji, Lakers nie mogą liczyć na to, że ich gra ulegnie diametralnej zmianie. Nie chcę tu mówić o tankowaniu, ale jedno wydaje się oczywiste: dajcie spokój Kobemu Bryantowi. Lakers powinni wytłumaczyć Kobemu, że lepiej będzie, jak do końca sezonu podda się konstruktywnej rehabilitacji i rzetelnemu treningowi. Z Bryantem, bez Bryanta, ta drużyna nie ma przyszłości w tym sezonie NBA. Patrząc na pierwszą 6 w konferencji zachodniej, nie widzimy tu żadnego zespołu, któremu mogliby nawet zagrozić. A do playoffów przecież trzeba się jeszcze dostać. Po co więc zdobywać kolejne zwycięstwa, które paradoksalnie oddalają Lakers od długoterminowego sukcesu? Oprócz prawdopodobnego picku w drafcie w granicach top7, top8, Jeziorowcy mają pieniądze, aby zachęcić któregoś z wolnych agentów. LeBron? Mało prawdopodobne. Większość źródeł mówi o pozostaniu w Miami, powrocie do Cleveland, a ci, którzy wspominali o Nowym Jorku, powoli się z tego wycofują. Carmelo? Być może, ale niedawno jego żona, La La Anthony mówiła, że definitywnie pozostanie na Manhattanie, a jeszcze inni "dobrze poinformowani" dziennikarze wspominali o prawdopodobieństwu przejścia do Chicago, po zaamnestiowaniu kontraktu Carlosa Boozera. Najgorszy scenariusz zakłada, że nie uda się ściągnąć ani jednego ani drugiego. Wtedy absolutnym minimum będzie jakiś dobry prospect, a słyszymy, że ten draft może być najsilniejszy od pamiętnego roku 2003. Ale nie spodziewajmy się, że wyjdzie z niego drugi LeBron, bądź drugi Kevin Durant. Gracze takiego kalibru pojawiają się w lidze co 7, 8, czasami 10 lat. Jednak wszystko jest możliwe i może będziemy mówić za 15 lat o Jabarim Parkerze bądź Andrew Wigginsie, jako o następcy Michaela Jordana, Billa Russella, czy Oscara Robertsona. Kobe Bryant ma charakter zwycięzcy. Nic tego nie zmieni, jego żądzy rywalizacji, chęci wygrania ze wszystkimi przeciwnościami. Dlatego możemy spodziewać się, że taka długa przerwa w grze, jak w przypadku Derricka Rose'a nie będzie miała miejsca. Jednak wydaje się, że w tym sezonie, jego gra nie pomoże już temu składowi. Bo prawdę mówiąc, mało co pomogłoby w tej sytuacji.
Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp