Power Ranking: Tydzień 1 i 2
Zaczynamy serię cotygodniowych podsumowań dokonań zespołów na przestrzeni ostatnich meczów. Pierwszy ranking będzie obejmował dwa pierwsze tygodnie sezonu 2013/14.
Nietrudno zgadnąć kto znajduje się na pierwszym i na ostatnim miejscu.
1. Indiana Pacers (7-0) - Zespół Pacers za sprawą swojej nowej supergwiazdy zaliczył najlepszy start w swojej historii i jeszcze nikt nie był w stanie ich pokonać. Pokazują, że to oni celują w pierwsze miejsce na wschodzie, Paul George w tytuł MVP, a Roy Hibbert w tytuł DPOY.
2. San Antonio Spurs (5-1) - Teksańczycy jak zwykle po cichu grają równą koszykówkę sterowaną przez Gregga Popovicha i jak na razie prezentują dobrą formę. Jednak to początek sezonu, a wiadomo, że ten zespół jest bardzo wrażliwy na trudy sezonu ze względu na wiek jego liderów.
3. Minnesota Timberwolves (4-2) - Shaquille O'Neal napisał w swojej biografii, że co z tego, że Kevin Love wykręca statystyki na poziomie Mosesa Malone'a, jak jego drużyna jest ostatnia w lidze. Nie tym razem Shaq. Love potwierdza, kto jest najlepszym silnym skrzydłowym w lidze razem z drugim Kevinem prowadzi jak na razie Wilki do playoffów.
4. Portland Trail Blazers (4-2) - Blazers są sprawcami jedynej jak na razie porażki Spurs w tym sezonie. LaMarcus Aldridge na dobre zbratał się z Damianem Lillardem jako liderzy zespołu, a do tego mają do dyspozycji w tym roku wsparcie z ławki. Czego chcieć więcej?
5. Oklahoma City Thunder (4-1) - Kto by się spodziewał, że Thunder będą tu wymieniani jako trzecia drużyna z dywizji Northwest. To tylko dlatego, że na razie nie mieli godnego siebie rywala w swoich wygranych meczach (Utah, Phoenix, Dallas, Detroit) oraz przegrali z Minnesotą. Jednak przedwczesny powrót Russella Westbrooka powinien pozwolić im się piąć w górę.
6. Philadelphia 76ers (4-3) - Philly to jeden z tych zespołów, który miał tankować... ale mu nie wyszło. Młodzi gniewni prowadzeni przez zawodnika ostatniego tygodnia Michaela Cartera-Williamsa oraz Evana Turnera już zdążyli zaskoczyć czterech faworytów do playoffów na wschodzie (Miami, Chicago, Cleveland, Washington).
7. Phoenix Suns (4-2) - O ile Philadelphia już potwierdziła, że raczej tankować nie będzie tak jak się tego spodziewano, to w przypadku Słońc tego jeszcze nie wiadomo. Na razie nie mieli do czynienia z takimi rywalami jak ich odpowiednicy po drugiej stronie USA.
8. Los Angeles Clippers (4-3) - Clips sensacyjnie nie dali rady Lakers w meczu otwarcia, ale potem nadrobili to w dwóch wygranych z - jak się wydaje - ich największymi rywalami w tym sezonie Houston Rockets. Chris Paul gra znakomicie, widać, że ich współpraca z Blake'iem Griffinem jest coraz lepsza, ale jeszcze raz: ich wysocy muszą zacząć trafiać rzuty wolne i grać w post-up.
9. Dallas Mavericks (4-3) - Zespół Ricka Carlisle'a sprawił niespodziankę w kilku spotkaniach i na razie na pewno nie zawodzi oczekiwań kibiców z Dallas. Mając dość trudnych rywali zachowują pozytywny bilans i czekają na kolejne mecze.
10. Miami Heat (4-3) - Mistrzowie NBA nie zanotowali atomowego startu. Bilans zwycięstw wyglądałby zupełnie inaczej gdyby nie lekceważenie przeciwników w końcówkach meczów. Muszą wziąć to pod uwagę w kolejnych pojedynkach.
11. Golden State Warriors (4-3) - Panowie z Bay Area grają bez fajerwerków, ale wystarczająco dobrze, by na początku sezonu oczekiwać ich awansu do playoffów. Martwią tylko trzy przegrane w hitowych meczach zachodu (Clippers, Spurs, Grizzlies).
12. Houston Rockets (4-3) - Wszystkie trzy porażki Rakiety odniosły z zespołami z Los Angeles. Ta z Lakers była niespodzianką, ale kibice bardziej zwracali uwagę na 2 mecze z Clippers. Wszystko dlatego, że wielu ekspertów właśnie tak wyobraża sobie finał konferencji zachodniej w tym sezonie. Przegrali oba spotkania, co nie jest dobrym prognostykiem.
13. Charlotte Bobcats (3-3) - Nie, to nie jest błąd redaktorski. To rzeczywistość. Rysie w swoim ostatnim sezonie jako właśnie Bobcats chcą zatrzeć złe wrażenie z ostatnich lat. Zespół złożony z młodych zawodników powinien się rozwijać i właśnie to robi. Zwycięstwa nad Knicks czy Cavs tylko to potwierdzają.
14. New Orleans Pelicans (3-3) - Nowy twór z Luizjany na razie sprawdza się w kratkę. Ale jeden człowiek utwierdza mnie w przekonaniu, że nie można ich skreślać. To Anthony Davis, który zrobił niewiarygodny postęp w lato i niedługo przyzwyczai nas do występów na poziomie 20+ punktów, 12+ zbiórek i 4+ bloków.
15. Memphis Grizzlies (3-3) - Niedźwiedzie na pewno liczyły na lepsze osiągnięcia na początku sezonu, ale trzeba pamiętać, że to nie jest już zespół, który cieszy się z awansu do playoffs. Ta drużyna ma za sobą finały konferencji zachodniej i na pewno chcą conajmniej powtórzyć ten wyczyn.
16. Orlando Magic (3-4) - Dotychczasowe dokonania Orlando można podzielić na dwie części: świetne występy u siebie m.in. Nikoli Vucevicia i Arrona Afflalo i słabe mecze na wyjeździe. Tak czy inaczej spisują się znacznie powyżej oczekiwań, a nie należy zapominać, że wygrali już z Clippers, Pelicans i Nets.
17. Los Angeles Lakers (3-4) - Jeziorowcy nie powinni się wstydzić pierwszych meczów. Jak na to, jakim składem personalnym dysponuje Mike D'Antoni, to wygrane z Rockets i Clippers powinniśmy rozpatrywać w kategoriach sensacji.
18. Cleveland Cavaliers (3-4) - Mając dość łatwy (z małymi wyjątkami) kalendarz meczów nie wykorzystali wszystkich szans, które dostali od rywali. Kyrie Irving jak na razie nie imponuje, ale może 39-punktowy mecz przeciwko 76ers odmieni jego sezon.
19. Atlanta Hawks (3-3) - Hawks mieli opinię nudnego zespołu, kompletnie niewartego zarwanych nocy. W tym roku nie powinno się to zmienić. Grają bardzo przeciętnie, raz są na górze, raz nie dole. Jeśli nie ustabilizują formy, trener Budenholzer może mieć ciężkie życie.
20. Boston Celtics (3-4) - Celtowie wygrali trzy kolejne mecze po czterech kolejnych porażkach. Ostatnia wygrana (z Heat) przyszła dość niespodziewanie i - nie ukrywajmy - w szczęśliwych dla Bostonu okolicznościach. Zobaczymy co zrobią dalej, ale w starciu z lepszymi drużynami następnym razem nie oczekujmy cudów.
21. Toronto Raptors (3-4) - Oglądając mecze z Bostonem bądź Milwaukee, możnaby odnieść wrażenie, że Raptors grają całkiem nieźle. Jednak rzeczywistość weryfikują spotkania z zespołami z czołówki, a tam na razie Toronto nie istnieje.
22. Detroit Pistons (2-3) - Kompletnie przebudowana drużyna z Michigan miała dość trudnych rywali w przegranych meczach (Indiana, Memphis, Oklahoma City) i ten bilans nie jest zaskakujący. Jeśli chcą wejść do playoffów, muszą jednak znaleźć lekarstwo na takie mecze.
23. Washington Wizards (2-3) - Czarodzieje odnieśli jedno bardzo imponujące zwycięstwo z Brooklynem, a na razie reszta meczów nie była zbyt udana. Widać jednak, że Marcin Gortat i koledzy powoli znajdują wspólny język i powinno to iść w dobrym kierunku.
24. Chicago Bulls (2-3) - Ich jedyne wygrane to zasługa game-winnera Derricka Rose'a z Knicks oraz tankujących Jazz w starciu z Utah. Ogólnie rzecz biorąc, Rose nie wygląda dobrze na parkiecie, zaliczając dużo niepotrzebnych rzutów, strat oraz mało asyst. Albo znajdą jakiegoś innego shootera niż Mike Dunleavy, albo były MVP przyspieszy tempo swojego właściwego powrotu do gry.
25. Milwaukee Bucks (2-3) - Kozły są w takim miejscu, w którym mogliśmy się spodziewać, że będą. Grają bardzo, bardzo przeciętnie i wzmocnienia przed sezonem właściwie mało dają. W tym przypadku nie należy spodziewać się jakichś wielkich zmian.
26. New York Knicks (2-3) - Zaskoczeniem jest miejsce Knicks jak na razie, ale sensacją jest, że to dopiero pierwszy klub z Nowego Jorku. Kompletnie nie radzili sobie w pierwszych meczach. Po porażce z Bulls jakby opadli z wiary i nadziei na dobre wyniki, co zaowocowało kolejnymi przegranymi.
27. Brooklyn Nets (2-4) - Najdroższy zespół w NBA wygrał z Miami Heat, ale cóż to znaczy przy bilansie 2-4? Nie znaczy to właściwie nic, a tabela konferencji wschodniej mówi sama za siebie. Nets są na szarym końcu i albo szybko sprawy się obrócą, albo Jason Kidd niedługo straci posadę trenera.
28. Denver Nuggets (1-4) - Wciąż nie mogą się podnieść po stracie Andre Iguodali oraz kontuzji Danilo Gallinariego. Strata George'a Karla nie wydawała się taka straszna przed sezonem, ale teraz widać, że to właśnie Karl wydobywał potencjał z bardzo równego składu, który wówczas posiadał.
29. Sacramento Kings (1-5) - Co z tego, że DeMarcus Cousins dwoi się i troi w ofensywie i w obronie, jak jego koledzy nie potrafią korzystać z możliwości, które on im daje. Widać, że młody center za sprawą nowego kontraktu pozbierał swoją psychikę, ale samemu nie uda mu się osiągnąć sukcesu.
30. Utah Jazz (0-7) - Tyrone Corbin mógłby teraz powiedzieć GM'owi "Panie prezesie, melduję wykonanie zadania". Jedyny zespół w NBA, który właściwie robi wszystko tak, jak zakładano przed sezonem jest również najpoważniejszym kandydatem do pozyskania Andrew Wigginsa. Jeżeli po sezonie byłby słaby draft mógłbym powiedzieć, że nic nie idzie po ich myśli. Jest wręcz przeciwnie.