Fatalny początek Eurobasketu - relacja z meczu Polska - Gruzja

Dodano: 4 września 2013 16:54
Fatalny początek Eurobasketu - relacja z meczu Polska - Gruzja
Adam Popek, Informacja własna
MediaWiki
Polacy już na początku spotkania mieli spore kłopoty. Próbowali oprzeć ciężar o swojego lidera, Marcina Gortata, lecz ten nie emanował skutecznością. Zresztą przeciwnicy doskonale zdawali sobie sprawę z jego klasy i raczej za każdym razem zapewniali bliską opiekę defensorów. Główny problem polegał jednak na braku alternatyw.

 Szwankowała przede wszystkim skuteczność. Bardzo rzadko udawało się umieścić piłkę w koszu po rzucie zza łuku bądź generalnie dalszej odległości. Nie zastosowano także elementu, który przynosił profity podczas belgijskiego turnieju towarzyskiego, czyli kontr. Wobec tego oponent mógł skoncentrować swoje siły przy strefie podkoszowej, gdzie działo się najwięcej.

Ożywienie wniósł Michał Ignerski. Doświadczony zawodnik dał dobrą zmianę, lecz indywidualnie ciężko było mu odmienić losy rywalizacji. Poza tym on też wykazywał wstrzemięźliwość jeśli chodzi o trafienia za trzy. Trzeba zaznaczyć, że rywale tutaj również nie zachwycali, niemniej ogólny obraz ich poczynań pokazywał jaśniejsze barwy. Szybciej konstruowali oni swoje akcje, dlatego dochodzili do czystych pozycji. Potem znacznie łatwiej przychodziło im dokończenie dzieła. Wyróżniał się Manuchar Markoishvili, któremu wtórował Viktor Sanikidze. Obaj wykonywali kawał pożytecznej roboty, efektem czego reprezentacja w białych koszulkach prowadziła po dwóch kwartach 39:22.

Trener Dirk Bauermann ostro motywował swoich graczy, by coś zmienili, jednak wołania te nie znalazły odzewu. Prócz paru obiecujących fragmentów w trzeciej „ćwiartce” i wdrożeniu bardziej urozmaiconych zagrań kibice w hali Celje Arena nie zostali świadkami wielkiej metamorfozy biało-czerwonych. Gruzini z biegiem czasu osiągnęli wręcz dominację. Wspominany Sanikidze zgotował teatr jednego aktora w największym stopniu zaważając na sukcesie teamu. 

Nastroje kibicom znad Wisły poprawiły tylko dwie „trójki” Przemysława Zamojskiego, tyle że 26-latek był właściwie pozbawiony presji, bo kiedy pojawił się w grze korzystny wynik stanowił punkt nieosiągalny.

Polska - Gruzja 67:84 (14:20, 8:19, 15:16, 29:30)

Polska: Gortat 12, Zamojski 10, Lampe 10, Karnowski 9, Ignerski 8, Ponitka 7, Koszarek 4, Waczyński 3, Kelati 2, Szubarga 2

Gruzja: Sanikidze 23, Markoishvili 18, Shermadini 13, Cincadze 11, Hickan 9, Lezhava 3, Cikiszwili 3, Metreveli 2

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp