Wyjątkowi mistrzowie - JJ Barea

Dodano: 9 lipca 2013 18:36
Wyjątkowi mistrzowie - JJ Barea
Łukasz Muniowski, Informacja własna
Obraz własny

Spojrzenie na zawodników, którzy nigdy nie byli najlepsi w swoich drużynach, ale mieli to „coś” i zapamiętamy ich nie tylko jako mistrzów NBA, ale także wyjątkowych ludzi.

Co tydzień będziemy przybliżać sylwetkę jednego gracza z mistrzowskiej drużyny, od tego sezonu w dół. W tym tygodniu mistrz NBA z roku 2011 – JJ Barea.

Pod sufitem hali Forth Worth Flyers samotnie wisi numer 11. Uhonorowany nim został zawodnik, który w dwóch meczach pod rząd zdobył ponad 40 punktów. Mierzący skromne 183 centymetry rozgrywający z Portoryko mógł uznawać to za największe osiągnięcie w swojej karierze klubowej. Przynajmniej do roku 2011, kiedy został mistrzem NBA z Dallas Mavericks. To Mavericks oddelegowali go do D-League i po tej passie to oni wyciągnęli do niego rękę. Podobnie było w 2006, kiedy wypatrzyli go w lidze w Portoryko i podpisali z nim kontrakt. Rozgrywający z każdym sezonem był coraz lepszy, a szczyt osiągnął w playoffs 2011, gdzie był jednym z ważniejszych zawodników w barwach Mavericks.

W Portoryko Barrea jest gwiazdą. Zdobył z drużyną narodową wiele medali, w tym złoty na Igrzyskach Panamerykańskich w 2011 roku. Jego żona jest byłą Miss Universe, sam Barrea zaś jest rozpoznawalną marką, twarzą takich firm jak Oreao, Gillette, Converse czy T-Mobile. Nieźle jak na malucha, który całe życie musiał komuś coś udowadniać.

Podczas meczu reprezentacji U-20 Chris Paul określił go jako najtrudniejszego koszykarza jakiego musiał kryć. Jego gra była dziwna, nieprzewidywalna, ale najważniejsze, że przynosiła efekty. Niezwykle szybki koszykarz wolał wpadać w pomalowane, zamiast rzucać z dystansu. To przyszło z czasem. W poprzednim sezonie Barea ustanowił swój rekord w próbach (280) i trafieniach (97) za trzy. Poprzedni rekord był skromniejszy o prawie 100 rzutów. To jedna z rzeczy, których nauczył się od Jasona Kidda. Obecny trener Brooklyn Nets z wiekiem „odsuwał się” od kosza, a pod koniec kariery był świetnym strzelcem za trzy.

Skauci z NBA nie chcieli mu zaufać. Był biały, niski i pochodził z Portoryko. Gracze stamtąd zwykle nie odnajdywali się w NBA. Barrea nie został wybrany w drafcie, wrócił do Portoryko i robił to co interesowało go od dziecka – grał. Golden State Warriors zaprosili go na testy, potem to samo zrobili Mavericks. Avery Johnson zdecydował się postawić na Portorykańczyka. Sam w końcu był niskim graczem w lidze olbrzymów. Po epizodzie w D-League Jason Terry wziął go na stronę i powiedział: „nie możesz tam wrócić, twój numer będzie zastrzeżony”. Jak powiedział tak zrobił i koszulka JJ'a do dziś wisi w hali Forth Worth Flyers. Bohater tego artykułu od dwóch lat jest kluczowym rezerwowym Minnesota Timberwolves, występując za Rickym Rubio i Lukiem Ridnourem. Biorąc pod uwagę sytuację na pozycjach jeden i dwa, bardzo możliwe, że Barea w przyszłym sezonie dołączy do innej drużyny.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp