Wyjatkowi mistrzowie - Chris Andersen

Dodano: 25 czerwca 2013 10:48
Wyjatkowi mistrzowie - Chris Andersen
Łukasz Muniowski, Informacja własna
WikiMedia

Spojrzenie na zawodników, którzy nigdy nie byli najlepsi w swoich drużynach, ale mieli to „coś” i zapamiętamy ich nie tylko jako mistrzów NBA, ale także wyjątkowych ludzi.

Co tydzień będziemy przybliżać sylwetkę jednego gracza z mistrzowskiej drużyny, od tego sezonu w dół.

Chris Andersen grał w New Mexico Slam w lidze IBL. Właśnie wrócił z Chin i postanowił zrobić sobie pierwszy tatuaż. O pieniądze na niego musiał prosić matkę. Wytatuował sobie chińskie symbole na przedramionach, na jednym „dobro”, na drugim „zło”. 21-latek nie wiedział jeszcze, że zostanie rzucony między dwie siły, które będą go sobie wyrywać przez tyle lat. Andersen był chudym chłopakiem z Kalifornii, który chciał grać w kosza, żeby zdobyć stypendium. Oceny miał jednak za słabe, więc trafił na Blinn College, a po roku wyjechał do Chin, gdzie Yao Ming zapamiętał go jako bardzo energicznego. Wkrótce z tego samego powodu miał go poznać cały koszykarski świat.

DobroChris wrócił do USA, trafił do IBL, potem IBA, w 2001 został wybrany z pierwszym numerem w pierwszym w drafcie do D-League. Po dwóch meczach, w których zaliczał średnio prawie 5 punktów i 4 zbiórki na mecz, trafił do Nuggets. Szybko stał się jedną z barwniejszych postaci w lidze. Dał się poznać jako specjalistka od zbiórek, bloków i wsadów. W związku z tym ostatnim zyskał pseudonim „Birdman”. Wystartował dwukrotnie w konkursie Slam Dunk. Za drugim razem był ostatni, próbując tego samego wsadu aż osiem razy. Z Denver trafił do New Orleans Hornets. Fani uwielbiali Andersena, ponieważ nie oszczędzał się na parkiecie i ciągle sprawiał wrażenie jakby nie mógł uwierzyć, że jest w najlepszej lidze świata. Pierwszy sezon z Hornets był udany, drugi już nie tak bardzo.

ZłoW 2005 roku Andersen rozstał się z dziewczyną, przestał też rozmawiać z matką. Huragan zniszczył jego dom w Nowym Orleanie. Przytył. Smutki zaczął topić w alkoholu. Z czasem sięgnął po coś mocniejszego, przez co „moje problemy z wagą stały się przeszłością”. W jednej chwili Andersen stał się uboższy o 12 milionów dolarów, które miał zarobić w Nowym Orleanie. Nie przeszedł kontroli antydopingowej. Przyznał się do winy i jak to się ładnie mówi, „poniósł go melanż”. Siedział w domu słuchając Lynyrd Skynyrd, aż pewnego dnia piosenka „Free Bird” uświadomiła mu, że nie chce dłużej tak żyć.

DobroW 2008 roku Andersen wrócił. Powrót do ligi poprzedził 30-dniowym odwykiem, pracami społecznymi i działalnością charytatywną. Oraz treningami. Ponieważ zawieszenia w NBA obowiązują również w ligach, którymi kieruje FIBA, Andersen ćwiczył sam, czasem sześć godzin dziennie. Zagrał pięć meczów w barwach Hornets. W następnym sezonie dołączył do Nuggets. W pierwszym sezonie notował 6 punktów, 6 zbiórek i 2.5 bloku grając 20 minut na mecz. W trzecim sezonie Andersena zaczęły trapić kontuzje. Jego statystyki były coraz gorsze, ale nadal pozostawał ulubieńcem widowni.

ZłoW zeszłe wakacje Nuggets skorzystali z amnesty clause i zrezygnowali z usług często kontuzjowanego środkowego. Poza kłopotami ze zdrowiem, pojawiło się również podejrzenie o udziału Andersena w szajce pornografii nieletnich. Chociaż nie przedstawiono mu żadnych oskarżeń, jego dom został przeszukany, co wystarczyło by przypięto mu odpowiednią łatkę. Jeśli Nuggets - swego czasu znani przecież jako „Thuggets” i trzymających w jednej ekipie kilku z największych szaleńców na parkietach NBA – obawiali się złej prasy, znaczy to, że sytuacja Andersena była fatalna.

DobroPozostawał bez pracy do połowy stycznia. Wtedy Miami Heat, sfrustrowani brakiem prawdziwego środkowego wyciągnęli rękę do Birdmana, oferując mu 10-dniowy kontrakt. Andersen wypadł na tyle korzystnie, że przedłużono go do końca sezonu. Brawurowo wykonał „Ice Ice Baby” razem z Mikiem Millerem, a fani w American Airlines Arena pokochali go za to samo co w Nowym Orleanie i Denver – niespożytą energię, zapał i serce, które zostawiał na parkiecie. W nocy z czwartku na piątek Andersen zdobył swój pierwszy tytuł. Trudno powiedzieć co czeka go w najbliższych latach. Na pewno jeszcze niejednym życie go zaskoczy, ale Birdman znów powstanie jak Feniks z popiołów.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp