Kolejna demolka, rekord NBA pobity
Tegoroczna seria finałowa to nagłe zwroty akcji, niespodziewane zakończenia i jak na razie trzy zupełnie inne mecze. We wczorajszym, Spurs nie mieli żadnych problemów, aby w drugiej połowie wyraźnie odskoczyć rywalom i wygrali spotkanie 113-77.
Z tak dysponowanymi zawodnikami z San Antonio mało który zespół byłby stanie wygrać. Dominowali po obu stronach parkietu, a przy skromnych wyczynach filarów zespołu stery przejęli Danny Green i Gary Neal, którzy zagrali spotkania życia.
Spurs pobili rekord NBA w liczbie trafionych rzutów za trzy punkty. Cały zespół rzucił ich 16, a Green i Neal razem 13. Obaj zaliczyli najlepsze mecze w karierze. Danny Green zakończył mecz z 27 punktami w 30 minut, a Gary Neal z 24 punktami w 25 minut gry. Dla San Antonio nie liczyło się już to, czy byli kryci, czy nie. Po prostu nie mogli spudłować.
Presję w obronie Spurs przenieśli prawie całkowicie na LeBrona Jamesa, który był podwajany przy każdej próbie zasłony. Świetnie znów w tym elemencie spisał się Kawhi Leonard. O ile w pierwszej połowie, Dwyane Wade i Chris Bosh utrzymywali Heat w grze, to w trzeciej kwarcie Spurs odjechali na 21 punktów. Pod koniec kwarty, gdy James na chwilę nie był podwajany, zdobył 9 punktów (4/4 z gry, 1/1 za trzy) w półtorej minuty, ale po szybkim time-oucie Gregga Popovicha, szaleć zaczęli rezerwowi obwodowi Spurs, którzy trafiali trójkę za trójką.
Najgorszą informacją dla Spurs jest kontuzja Tony'ego Parkera. Dziś francuski rozgrywający będzie miał rezonans magnetyczny, który ostatecznie wyjaśni co się dzieje z niego udem.
Jedynym strzelcem Heat z dystansu, który mógł się równać z tymi z Teksasu był Mike Miller. Trafił on wszystkie 5 prób zza łuku. 7 trójek Danny'ego Greena to drugi najlepszy wynik w historii NBA. Tylko Ray Allen w jednym meczu trafił 8 takich rzutów, tyle samo co Green rzucili Kenny Smith (Rockets), Scottie Pippen (Bulls) i w roku ubiegłym Mike Miller (Heat).
Kolejne dwa mecze w AT&T Center. Game 4 w nocy z czwartku na piątek o godzinie 3:00.