Heat demolują Spurs w drugiej połowie
Po wyrównanej pierwszej części spotkania, Miami Heat odskoczyło San Antonio Spurs w drugiej i dość łatwo wygrali spotkanie numer 2 103-84.
Nieoczekiwanie, oprócz LeBrona Jamesa z drugiej połowy, bohaterem Heat okazał się Mario Chalmers, który był najlepiej punktującym zawodnikiem spotkania.
LeBron James zaczął mecz ze skutecznością 2/12 z gry, a Miami miało 5 punktów przewagi po dwóch kwartach. Gdy 4-krotny MVP schodził z boiska w czwartej kwarcie, przy 25-punktowej przewadze zespołu z Florydy miał już skutecznośc 7/17, co łącznie dało 17 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst, 3 bloki i 3 przejęcia. Ten "słaby" występ Jamesa jest paradoksalnie pierwszym od 25 lat tego typu indywidualnym performensem w finałach.
Duże zasługi za wygraną Heat można przypisać też Erikowi Spoelstrze, który zaskoczył Spurs liczbą zagrań pick'n'roll Chalmersa i Jamesa. Przez to Mario miał okazję zabłysnąć i zabił Tony'ego Parkera jego własną bronią - floaterami ponad wyższymi graczami przeciwnika. Zakończył mecz z 19 punktami na koncie. Gdy był na boisku, Heat byli +30, gdy był tam James +29.
Rozgrywający Miami wraz z LeBronem odwalili też kawał dobrej roboty w kryciu Parkera. Francuz był 5/14 z gry, popełnił 5 strat, a Spurs z nim na parkiecie byli -27. Tim Duncan rozegrał swoje najgorsze spotkanie w finałach w historii, trafiając 3 z 13 rzutów. Spurs wygrali walkę na tablicach 44-36, ale popełnili 16 strat (4 w Game 1).
Oba zespoły świetnie trafiały za trzy punkty. Miami Heat 10/19, San Antonio Spurs 10/20. Najlepszy zawodnik Spurs, Danny Green trafił wszystkie 5 prób zza łuku, łącznie miał 17 punktów. Z drugiej strony po trzy takie rzuty trafili Ray Allen i Mike Miller. Chris Bosh zaliczył swoje pierwsze double-double od miesiąca - 12 punktów i 10 zbiórek.
Oprócz finałów z roku 2007, Spurs nigdy nie wygrali wszystkich meczów u siebie. Następne trzy mecze w Teksasie.
Trzeci mecz finałów w AT&T Center w San Antonio o 3:00 w nocy z wtorku na środę.