Miami Heat w Finałach NBA

Dodano: 4 czerwca 2013 15:50
Miami Heat w Finałach NBA
Paweł Mocek, Informacja własna
Obraz własny

W ostatnim siódmym meczu obudził się Dwyane Wade, a LeBron James pokazał drużynie Pacers dlaczego jeszcze muszą się trochę poprawić, przed awansem do Finałów ligi.

Heat bardzo pewnie pokonali Indianę na własnym parkiecie 99-76 i zdobyli trzecie z rzędu mistrzostwo konferencji wschodniej.

Dla Miami była to kolejna batalia w meczu numer siedem o wejście do Finałów. W ubiegłym roku pokonali oni Boston Celtics, mimo przegrywania w serii 3-2 i meczu numer 6 na wyjeździe. Jednak wczorajszy mecz był dużo łatwiejszy dla podopiecznych Erika Spoelstry. Na trybunach znalazło się wielu celebrytów m.in. kończący profesjonalną karierę David Beckham, a także Justin Bieber.

Po wyrównanej pierwszej kwarcie spotkania, w drugiej zawodnicy z południowej Florydy zdominowali widowisko, odskakując Indianie na 15 punktów przed zejściem na przerwę. Liderem Heat byli James, a także wcześniej niewidoczny Dwyane Wade i Ray Allen. Obaj zdobyli po 10 punktów w pierwszej połowie, Allen trafił 3 z 4 rzutów za trzy punkty. Do składu Miami wrócił Chris Andersen, który przestrzelił swoje pierwsze i jedyne w całej serii dwa rzuty z gry. Wcześniej był perfekcyjnie skuteczny.

W drugiej odsłonie meczu, zawodnicy Heat spokojnie kontrolowali przebieg spotkania, łapiąc na kolejne przewinienia graczy Pacers. Pod koniec trzeciej kwarty Roy Hibbert i Paul George mieli po 5 przewinień. Ten drugi był wczoraj cieniem samego siebie. Zszedł z boiska w czwartej kwarcie za faule mając na swoim koncie 7 punktów na skuteczności 2/9 z gry. Powód takiego występu George'a był jeden - nazywa się LeBron James.

4-krotny MVP, wchodzi do Finałów po raz czwarty. Zaliczył świetny występ nie tylko w defensywie, będąc katem Paula George'a, ale i zdobył 32 punkty i 8 zbiórek. Rzucił aż 15 z 16 rzutów wolnych. W ostatnim meczu serii, Heat po raz pierwszy wygrali walkę na tablicach: 43-36. Wymowna jest statystyka zbiórek w ataku: Dwyane Wade (193 cm) miał ich 6. Roy Hibbert (218 cm) tylko 2, a cały zespół Pacers 8. Indiana po raz kolejny traciła piłkę zdecydowanie zbyt często - aż 21 razy (David West 6). Liderem Pacers był Roy Hibbert (18 punktów, 8 zbiórek).

Pacers, aby awansować do Finałów NBA nie potrzebowali dużo. Ulegli drużynie lepszej, starszej i bardziej doświadczonej. Potrzebują zawdoników wschodzących z ławki rezerwowych, bo pierwsza piątka jest dla mnie najstabilniejsza w lidze, pod względem dopasowania do siebie i talentu. Mają jednak przed sobą bardzo jasną przyszłość. Potwierdzić mogą to tegoroczne wyczyny bez Danny'ego Grangera i odprawienie będącego na fali zespołu z Nowego Jorku, a także sprawienie sporych problemów broniącym tytułu mistrzom NBA.

Heat w tym spotkaniu przypominali zespół, który wygrał 27 meczów z rzędu. Co ciekawe, Shane Battier nie zagrał ani jednej minuty. Obowiązki spot-up shootera przejęli Ray Allen, Norris Cole, Mario Chalmers i Mike Miller, który nie trafił jednak żadnego rzutu z gry.

Heat rozegrają pierwszy mecz Finałów we własnej hali American Airlines Arena w czwartek.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp