Cenne zwycięstwo ekipy z Indianapolis

Dodano: 2 czerwca 2013 08:08
Cenne zwycięstwo ekipy z Indianapolis
Marcin Baran, Informacja własna
Obraz własny

W szóstym meczu finałów konferencji wschodniej wygrała Indiana Pacers, kolektyw graczy szkolony przez Franka Vogela, 91:77.

Z przebiegu gry można było odnieść wrażenie, że obydwa teamy męczył szósty - przed nimi decydujący pojedynek przesądzający losy rywalizacji siódmy sequel finałów wschodniej konferencji.

Pierwsza połowa gry emocjonowała a zarazem przerażała słabym wskaźnikiem oddawania rzutów. Zawodnicy Spoelstry trafili siedem trójek na siedemdziesięcioośmio procentowej skuteczności z gry, lecz niziutka skuteczność 1/10 z gry Chrisa Bosha (5 punktów, rzuty z gry oddawał na trzynasto procentowej skuteczności, 4 zbiórki i 2 faule) oraz Dwyane Wade’a (10 punktów, 2 zebrane piłki, 2 przechwyty i 1 asysta) nie pomagała, wręcz osłabiała zespół Heat.

W szeregach Indiany początkowo David West nie grzeszył skutecznością. Podczas pierwszej połowy zdołał oddać jedne celny rzut na trzynasto punktowej skuteczności z gry. Lecz jak powiada stare przysłowie co się odwlecze to nie uciecze, w trzeciej kwarcie na parkiecie pojawił się skuteczniejszy brat bliźniak silnego skrzydłowego. Rzuty z wysuniętym kolanem trafiały do celu i szybkie ręce w zamieszaniach podkoszowych ratowały sytuację celnymi kanonadami punktowymi.

Ponadto mizerną zdobycz punktową zapisał na swoim koncie Lance Stephenson. Przebywając czterdzieści minut na parkiecie wykręcił cztery punkty, tyle samo asyst oraz przewinień. Jednakże skutecznie zbierał piłki po niecelnych rzutach rywali, zaliczył jedenaście w obronie i jedną w ataku.

Pod nieobecność zawieszonego Chrisa Andersena (zawodnicy Pacers zebrali aż 53 piłki przy 33 w saldzie Heat) Roy Hibbert pokazywał wachlarz umiejętności gry tyłem, bokiem oraz przodem do kosza. W bojach z rywalami otaczającymi go niczym rój pszczół pilnujący plastra miodu wychodził obronną ręką. Konfrontacje na linii Hibbert - Joel Anthony (2 punkty, 8 zbiórek, 5 przewinień) wygrywał środkowy Indiany. Przepychając zawodnika bliżej obręczy robił miejsce do oddania celnego rzutu z haku lub błyskawicznym obrotom atakując w kierunku kosza.

W czwartej kwarcie na parkiecie po stronie drużyny przyjezdnej pojawił się Mike Miller. Z rauszu ustrzelił dwie trójki, jedyne zdobyte na stuprocentowej skuteczności punkty w dzisiejszym meczu. Zawodnik od zadań specjalnych, tak można nazwać Millera, który pojawił się na końcowe dwanaście minut gry. Do końcowych minut spotkania Miami próbowało odrobić trzynasto punktową stratę.

Podwojenia w obronie, szybkie ataki skrzydłami oraz indywidualne umiejętności LeBrona Jamesa (29 oczek, 7 wygranych piłek na deskach, 6 celnych podań, 2 przewinienia oraz 2 przechwycone piłki) nie pomogły ekipie wyrwać zwycięstwa z rąk miejscowego temu.

Najwięcej punktów dal drużyny z Indianapolis zanotował Paul George. Trzykrotnie sypnął trójkę, łącznie zdobył 28 punktów. Pięciokrotnie obsłużył podaniem swoich kumpli z drużyny. Dodatkowo po koszem osiem razy piłka padała jego łupem.

Drużyna z South Beach jednocześnie przegrywając spotkanie wyśrubowała nowe dwa rekordy. Pierwszym a zarazem gwoździem do trumny - niska skuteczność rzutów z gry. Równo z końcową syreną słupek pokazywał 36.1 procenta. Dla fanów smutną nowiną, a dla haterów świetną informacją był brak kropki puentującą akcję ofensywną. Na skutek błędów rzutowych w całej trzeciej kwarcie zawodnicy Miami zdołali trafić tylko 15 punktów.

Na ostatnie siódme spotkanie zawodnicy przyjadą do American Airlines Arena. Wynik wtorkowego mecz zdecyduje kto zmierzy się z długo odpoczywającym zespołem San Antonio Spurs.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp