Heat odrabiają straty
Miami Heat po przegraniu drugiego meczu serii we własnej hali musieli wygrać jedno z dwóch kolejnych spotkań w Indianapolis, aby odzyskać przewagę własnego parkietu.
Aktualni mistrzowie nie czekali jednak do drugiego meczu na parkiecie przeciwnika, tylko już w pierwszym pokonali Pacers 114:96 i wyszli na prowadzenie w serii 2-1.
Zwycięstwo Miami przyszło dość łatwo głównie dzięki znakomitej postawie graczy rezerwowych i graczy zadaniowych. Wystarczy powiedzieć, że do znakomicie grającego już wcześniej Chrisa Andersena dołączyli Udonis Haslem i Mario Chalmers. Haslem zdobył 17, Chalmers 14 a Andersen 9 punktów. Razem na konto MIami zapisali 40 punków trafiając 16 z 19 oddanych rzutów z gry.
Lebron James 18 ze swoich 22 punktów zdobył w pierwszej połowie, w której Heat rozbili wręcz Pacers rzucając przez 24 minuty gry 70 punktów. Bardzo aktywny był także Dwyane Wade, któzy rzucił 18 punktów i zaliczył 8 asyst. Podwóją zdobyczą punktową popisał się także Chris Bosh notując 15 punktów.
Heat zagrali bardzo zbilansowany atak a na to znakomita do tej pory defensywa Pacers wyraźnie nie była przygotowana.
Po stronie Pacers prym wiedli podkoszowi Roy Hibert (20 punktów, 17 zbiórek) i David West (21 punktów, 10 zbiórek). Dobre spotkanie zagrał także George Hill, który zanotował 19 punktów.
Po meczu trener Indiany Frank Fogel tak komentował wydarzenia na boisku: "Oczywistym wydaje się, że Heat to jedna z najlepszych drużyn w historii NBA. To mistrzowie broniący tytułu i być może zespół w trakcie serii mistrzowskiej, o której będzie się mówić latami. Żeby dotrzymać im kroku w defensywie trzeba grać doskonale. Jeżeli tego nie robisz zrobią z tobą to, co dziś zrobili z nami."
Po fatalnej pierwszej połowie spotkania w której Heat rzucili 70 punków i zbudowali 14 punktową przewagę, Pacers wrócili na parkiet niezwykle zmotywowani i szybko odrobili większość strat notując serię punktową 15-6. Wtedy to znakomicie w obronie zagrał Dwyane Wade blokując rzut Lance'a Stephensona a p[o drugiej stronie parkietu Mario Chalmers zaliczył akcję 2+1. Od tego momentu Heat zaczęli kontrolować przebieg spotkania nie pozwalając gospodarzom na ponowne odrabiania strat.
Kolejny mecz zostanie rozegrany w nocy z wtorku na środę i to będzie mecz, w którym Pacers będą musieli pokazać, że nadal potrafią świetnie bronić i który koniecznie powinni wygrać jeżeli nadal chcą realnie myśleć o awansie do wielkiego finału NBA.