Spurs przejmują kontrolę nad serią
Początek meczu pomiędzy San Antonio Spurs a Memphis Grizzlies nie zapowiadał tak dobrego końca dla czterokrotnych mistrzów NBA, jaki zobaczyliśmy po 53 minutach, jakie były potrzebne aby rozstrzygnąć ten mecz.
Grizzlies rozpoczęli mecz znakomicie i szybko uzyskali kikunastopunktową przewagę, która w pewnym momencie wynosiła nawet 18 punktów.
Wtedy to trener Spurs Greg Popovich zdecydował się na hokejową zmianę składu wymieniając wszystkich graczy startowych na rezerwowych. Jak się okazało byo to strzałem w dziesiątkę i spowodowało, że Spurs zaczęli odrabiać straty.
Po meczu tak komentował swój ruch: "Mieliśmy chyba z osiem strat w pierwszej kwarcie. Wyglądało na to, że tych pięciu facetów śpi. Być może było to spowodowane przerwą jaką mieliśmy od poprzedniego meczu. Wtedy zdecydowałem się wprowadzić nową piątkę i wreszcie zobaczyłem mój zespół."
Druga kwarta meczu to już zupełnie inni Teksańczycy. Szybko odrobili straty i mimo przegranej pierwszej kwarty 13:29 na przerwę schodzili z zaledwie czterema oczkami deficytu. Wynik po 24 minutach wynosił 44:40 dla gospodarzy.
W trzeciej kwarcie gra wyrónała się i oba zespoły grały punkt za punkt. Grizzlies utrzymywali kilka punktów przewagi nie pozwalając Spurs na ostateczne zniwelowanie przewagi wypracowanej w pierwszych 12 minutach meczu.
Dopiero w czwartej kwarcie Spurs zdołali wyjść na 4 punktowe prowadzenie, które jednak szybko zniwelowali gospodarze i od tej pory mecz zrobił się niezwykle interesujący. Na 19 sekund przed końcem regulaminowego czasy przy stanie 89:89 Manu Ginobili próbował zakończyć przepychankę punktową trwającą przez niemalże całą czwartą kwartę jednak jego trzypunktowy rzut nie znalazł drogi do kosza. Grizzlies mieli więc 19 sekund aby wygrać to spotkanie. Mike Conley nie udźwignął jednak tego ciężaru i nie trafił decydującego o ewentualnym zwycięstwie rzutu równo z syreną kończącą regulaminowe 48 minut.
Dogrywka to już teatr jednego aktora. Tim Duncan ponownie, tak jak w poprzednim spotkaniu, w dodatkowych 5 minutach gry był nie do zatrzymania. Zdobył 7 punktów w dogrywce, którą jego zepspół wygrał aż 11 punktami 18:7. Dzięki temu Spurs w serii prowadzą już 3-0.
Warto przypomnieć, że w całej historii playoff nie zdarzyło się jeszcze, aby ekipa przegrywająca po pierwszych trzech meczach 0-3 była w stanie awansować dalej.