Playoffs rozkręcony, niewiarygodne spotkania na wschodzie i zachodzie NBA
To co zobaczyli kibice w hali United Center w Chicago i w hali Toyota Center w Houston to były mecze, które przejdą do historii i o których kibice będą dyskutować latami.
W cieniu tych meczów odbyły się jeszcze dwa, które również pokazały, że serie pomiędzy tymi zespołami będą emocjonujące i nie rozstrzygną się w czterech czy pięciu meczach. Playoffs NBA rozkręcony na dobre!
Kibice NBA na otwarcie wczorajszego wieczoru zobaczyli mecz, który tuż po końcowym gwizdku przesuniętym o 15 minut nazwano kolejnym klasykiem NBA.
Chicago Bulls i Brooklyn Nets mierzyli się w United Center. Dla gospodarzy był to mecz, który w przypadku wygranej stawiał ich w bardzo komfortowej sytuacji dając im prowadzenie w serii 3-1. Dla Nets to był mecz o wszystko gdyż tylko kilku zespołom w historii udawało się odwracać losy serii przegrywając 1-3.
Znaczenie meczu podniósł także czas jaki był potrzebny do jego rozstrzygnięcia. Od pierwszego do ostatniego gwizdka minęło niemalże 4 godziny a dokładnie 3 i 57 minut a spotkanie wygrali gospodarze po trzech dogrywkach. Ojcem zwycięstwa został nieprawdopodobnie grający w czwartej kwarcie Nate Robinson, który w decydującej części gry przy 14 punktowej przewadze Nets eksplodował i zdobył 12 punktów z rzędu pozwalając Bulls na odzyskanie nadziei na trzecie zwycięstwo w serii.W całej czwartej kwarcie Robinson zdobył 23 punkty a w całym meczu, zanim musiał opuścić boisko za faule na minute przed końcem drugiej dogrywki, rzucił 34 oczka. Nate był tylko jeden punkt od rekordu ustanowionego przez samego Michaela Jordana zdobyczy punktowej w jednej kwarcie playoffs.
Najlepszy po stronie Nets był Derron Williams, który rzucił 32 punkty i miał 10 asyst jednak przez 15 minut dodatkowego czasu gry był w stanie rzucić zaledwie 2 punkty.
Najlepsi po obu stronach:
Chicago:
Punkty: Robinson 34
Zbiórki: Noah 13
Asysty: Hinrich 14
Brooklyn:
Punkty: Williams 32
Zbiórki: Evans 13
Asysty: Williams 10
W drugim meczu, który odbywał się nad ranem czasu polskiego Houston Rockets podejmowali we własnej hali osłabionych brakiem Russela Westbrooka Oklahoma City Thunder. Pod nieobecność jednego z dwóch liderów Thunder mogli liczyć na tego drugiego. Kevin Durant nie zawiódł.
Nie tylko wyrównał rekord własnej zdobyczy punktowej w playoffs ale nieprawdopodobną "trójką", która wpadła na 37 sekund przed końcem meczu a oddana była na 41 sekund przed ostatnią syreną dał zwycięstwo Thunder. To jak piłka zachowała się po odbiciu od obręczy było wręcz niewiarygodne. Durant zapytany na konferencji co może powiedzieć o tym rzucie odparł krótko: "The lord was with us." Rzeczywiście Bóg musiał być z Kevinem i jego drużyną pozwalając po tym tańcu wpaść piłce do kosza.
Mecz zakończył się wynikiem 104:101 i numer jeden Konferencji Zachodniej Oklahoma City Thunder są już tylko o jedno zwycięstwo od drugiej rundy playoffs 2013.
Najlepsi po obu stronach:
Houston:
Punkty: Harden 30
Zbiórki: Harden 8
Asysyt: Parsons 7
OKC:
Punkty: Durant 41
Zbiórki: Durant 14
Asysyt: Durant 4
W trzecim meczu tej nocy Los Angeles Clippers podejmowali Memphis Grizzlies, którzy po dwóch porażkach na w L.A. wygrali kolejny mecz u siebie i dziś stanęli przed szansą doprowadzenia do remisu w serii.
W pierwszej kwarcie niesieni dopingiem kibiców gospodarze uzyskali przewagę i wyglądało na to, że bez problemów doprowadzą do upragnionego remisu. Clipps wrócili jednak w drugich 12 minutach odrabiając większość strat z pierwszej części meczu. Trzecia kwarta to kosz za kosz co zapowiadało emocjonującą czwartą odsłonę.
W ostatniej części goście złapali jednak zadyszkę co bez skrupułów wykorzystali gospodarze wygrywając czwartą kwartę 33:16 a cały mecz 104:83.
Memphis:
Punkty: Randolph 24
Zbiórki: Gasol 13
Asysty: Conley 13
Clippers:
Punkty: Griffin 19
Zbiórki: Griffin 10
Asysty: Paul 6
W czwartym meczu tej nocy Atlanta Hawks podejmowali Indiana Pacers. Hawks, którzy po dwóch porażkach w Indianie przed meczami na własnym terenie byli postawieni pod ścianą tak jak Grizzlies potrafili wygrać pierwszy mecz u siebie i dziś wykorzystali szansę na doprowadzenie do remisu w serii.
Mecz od pierwszego gwizdka przebiegał pod dyktando Jastrzębi, którzy szybko uzyskali kilkunastopunktówą przewagę i nie oddali jej do ostatniego gwizdka. Drużynę do zwycięstwa poprowadził Al Horford, który rzucił 26 punktów i miał 16 zbiórek. Pacers w tym meczu rzucili zaledwie 69 punktów tracąc 90.
Najlepsi po obu stronach:
Atlanta:
Punkty: Horford 26
Zbiórki: Horford 16
Asysty: Smith 6
Indiana:
Punkty: West 18
Zbiórki: George 9
Asysty: Hill 3