W NBA wygrywali faworyci
W trzech meczach tej nocy wygrały drużyny wyżej rozstawione a najbliżej niespodzianki byli Houston Rockets prowadzeni przez nieprawdopodobnego Jamesa Hardena.
Noc zaczęła się od meczu Houston Rockets, którzy ze swoim liderem, byłym graczem Thunder po raz drugi próbowali wyrwać zwycięstwo vicemistrzom NBA.
Tym razem prowadzeni przez genialnie spisującego się Hardena Rakiety były naprawdę blisko sprawienia niespodzianki. O zwycięstwie gospodarzy zadecydował moment w trzeciej kwarcie kiedy to Houston wyraźnie osłabli i pozwolili OKC na zdobycie 13 punktów z rzędu. Na początku czwartej kwarty Thunder prowadzili nawet 15 punktami i kiedy wydawało się, że mecz skończy się jak poprzedni łatwym zwycięstwem faworytów, goście poderwali się do walki i odrobili straty wychodząc nawet na 4 punktowe prowadzenie. Zmęczeni pogonią nie potrafili jednak w końcówce utrzymać intensywności gry i ulegli 102:105.
Najlepsi po obu stronach:
Houston:
Punkty: Harden 36
Zbiórki: Asik 14
Asysyt: Harden 6
OKC:
Punkty: Durant 29
Zbiórki: Ibaka 11
Asysyt: Durant 9
W drugim meczu tej nocy Indiana Pacers potwierdził dominację nad Atlantą Hawks ogrywając Josha Smitha i spółkę 113:98. Hawks zagrali właściwie tylko przez sześć minut pierwszej kwarty, przez pozostałe 42 minuty na parkiecie dominowali już tylko gospodarze pokazując jeszcze raz, że bardzo chcą zakończyć serię w czterech meczach.
Ponownie znakomicie zaprezentował się Paul George zdobywając 27 punktów, zbierając 8 piłek i przechwytując piłkę cztery razy.
Najlepsi po obu stronach:
Atlanta:
Punkty: Harris 17
Zbiórki: Horford 10
Asysyt: Horford 5
Indiana:
Punkty: George 27
Zbiórki: Hibert 9
Asysyt: George 3
W ostatnim meczu w AT&T San Antonio Spurs podejmowali Los Angeles Lakers, którzy próbowali pokonać Tima Duncana i spółkę aby kolejne dwa mecze we własnej hali grać z możliwością przejęcia kontroli w serii. Nic z tych planów się nie sprawdziło Spurs kontrolowali spotkanie od pierwszego do ostatniego gwizdka pokazując, że znowu są kandydatami przynajmniej do finału Konferencji a być może nawet wielkiego finału NBA.
Na parkiecie szalał MVP finałów 2007 roku Tony Parker, który zdobył 28 punktów, dokładając do tego 7 asyst. Lakers wyglądają w tej serii bardzo słabo tak jak wyglądali przez cały sezon regularny nie licząc ostatniego miesiąca tych rozgrywek.
Najlepsi po obu stronach:
Lakers:
Punkty: Howard 16
Zbiórki: Gasol 9
Asysyt: Nash 6
San Antonio:
Punkty: Parker 28
Zbiórki: Leonard 7
Asysyt: Parker 7