Zapowiedź serii San Antonio Spurs – Los Angeles Lakers.
Po wygraniu ośmiu z ostatnich dziewięciu spotkań, Los Angeles Lakers udało się odwrócić tragiczną opowieść o ich rozczarowującym sezonie. Można rzec, że odnieśli jedno skromne zwycięstwo.
Kobe Bryant jak wszyscy wiedzą ma sezon z głowy. Ostatnio również Steve Nash spędzał dużo czasu na ławce rezerwowych, ale nie w stroju meczowym, a w garniturze. Może, ale nie musi to oznaczać problemy w I rundzie w której Lakers zmierzą się z San Antonio Spurs.
Oba zespoły znają się bardzo dobrze. Nie tylko dlatego, że były i są mocarzami konferencji zachodniej od około dwóch dekad. Ekipy z Los Angeles i San Antonio ostatni raz spotkały się 14 kwietnia. Ten mecz mógł być zapowiedzią jak będzie mniej więcej rozwijała się sytuacja w serii posezonowej.
BILANS SEZONU REGULARNEGO: San Antonio Spurs (58-24), Los Angeles Lakers (45-37)
BILANS SPOTKAŃ: San Antonio Spurs 2-1 Los Angeles Lakers
TERMINARZ:
Game 1 - Niedziela 21 kwiecień, 3:30Game 2 - Środa 24 kwiecień, 3:30Game 3 - Piątek 26 kwiecień, 4:30 Game 4 - Niedziela 28 kwiecień, 1:00Game 5 * Wtorek 30 kwiecieńGame 6 * Czwartek 2 MajGame 7 * Sobota 4 Maj
O TYM MÓWIĄ WSZYSCY: Wysocy Lakers
Pau Gasol i Dwight Howard pozostali „sami” na placu boju.
Przez cały sezon wyraźny był brak pomysłu jak jednocześnie wykorzystać w ataku duet Gasol-Howard. Mike D’Antoni po kontuzji Kobe Bryanta nie miał wyboru, musiał umieścić obok siebie w pierwszej piątce.
Na szczęście dla Jeziorowców, Gasol w kwietniu wrócił do formy, którą prezentował w trakcie najlepszych spotkań. Dominował i pokazał swoje duże umiejętności. Jego średnie w ostatnim miesiącu rozgrywek to 17,5 punktu, 12,1 zbiórki i 6,6 asysty. Na potwierdzenie tych statystyk zaliczył monstrualne triple-double (17 punktów, 20 zbiórek, 11 asyst + 2 bloki ) w ostatnim meczu sezonu zasadniczego.
W tym samym czasie, Howard grał na swoim monstrualnym poziomie. Po zdobyciu 26 punktów i zebraniu 17 piłek w meczu ze Spurs, w spotkaniu z Houston Rockets zebrał 18 piłek, dorzucił do tego 16 punktów i zablokował cztery rzuty.
Co ważniejsze, wydaje się, że zawodnicy znaleźli między sobą przysłowiową chemię. Gasol jest szczęśliwy w roli w której mu powierzono, a D12 również na tym korzysta. Wszystko jest z korzyścią dla drużyny.
O TYM MÓWIĄ WSZYSCY CZ.II: Kontuzje
Zdrowie jest na szczycie kluczowych rzeczy zarówno dla Spurs jak i dla Lakers. Ale jest zasadnicza różnica: drużyna z LA właśnie przeżywa najgorszy możliwy scenariusz. Bryant już nie zagra, a Nash jest nie zdolny do gry.
Z drugiej strony, San Antonio, przegrali siedem z ostatnich 10 spotkań i ich duet Parker/Ginobili też nie jest w pełni sił.
Spurs są jednak świetnie prowadzonym zespołem, którego system pozwala łagodzić urazy swoich najlepszych graczy. Jednak system może być wadliwy, jeśli jego kluczowe elementy przez dłuższy czas są uszkodzone. Francuski rozgrywający wyraźnie się stara wrócić do formy, ale jego średnie w kwietniu (13,6 punktu, 39,7 % z gry) mogą świadczyć, że wcale nie jest to takie proste.
Dodajmy do tego Ginobiliego, którego ścięgna zachowują się jakby były przyklejone do parkietu.
Lakers już sięgnęli „dna” pod względem kontuzji w zespole i się od tego dna odbili. Spurs mogą dopiero dobić do tego „dna”, a na odbicie w tym sezonie może już być za późno.
O TYM NIKT NIE MÓWI: „Efekt Kobego”
Trzeba zrozumieć, że Lakers byliby lepszym zespołem w defensywie bez Kobe Bryanta na parkiecie. Statystyki są niepodważalne i pokazują „działania obronne” Kobego.
Według 82games.com, Lakers tracą 104,9 punktów na 100 posiadań, gdy Black Mamba siedział na ławce. Kiedy przebywał na parkiecie, liczba ta wzrastała do 108,1. To znaczna różnica i pokazuje jak mało do obrony przykładał się Bryant.
Dopiero 24 pozycja ekipy Lakers w rankingu obrony nie może zatem być dla nikogo szokiem. Natomiast zaskoczeniem może być to, jak o wiele lepiej funkcjonowała drużyna D’Antoniego w ataku. Nawet podczas nieobecności tak dominującej postaci jaką jest Kobe.
Lakers obecnie częściej grają do wewnątrz. Gasol ułatwia zdobywanie punktów Howardowi i reszcie drużyny.
Do diabła, nawet Steve Blake cieszył się zdobytą „wolnością” i zdobył 47 punktów w trakcie ostatnich dwóch spotkań Jeziorowców.
Bryant grał na niesamowitej intensywności przez cały sezon, nie zważając na swój wiek i miewał statystyki, które były jednymi z najbardziej imponujących w trakcie całej jego kariery. Ale nie ma wątpliwości, że Lakers lepiej funkcjonują po obu stronach parkietu bez niego.
NIE ZAPOMINAJĄC….
Spurs są właścicielem lepszego bilansu (2-1) w meczach z Lakers w tym sezonie. Mecze między tymi ekipami były zazwyczaj zacięte.
13 listopada San Antonio pokonali Lakers (84:82) w Staples Center. Poturbowanych Jeziorowców dobił rzutem trzypunktowym Danny Green.
Drugie starcie miało miejsce 9 stycznia. Ponownie górą (108:105) byli gracze Gregga Popovicha. W tym meczu zabrakło zarówno Pau Gasola jak i Dwighta Howarda.
Większość kibiców wie, co się działo w ostatnim pojedynku z 14 kwietnia. Krótko: Lakers pokonali Spurs 91:86.
Ekipa z Teksasu nosi miano „zwycięzcy serii sezonu”, ale w fazie play-off może się to odmienić i ciężko jest jednoznacznie wytypować zwycięzcę.
Kluczowy Match-up: Mike D’Antoni vs. Gregg Popovich
Zapewne powinny być tu podane nazwiska Tima Duncana i Dwighta Howarda. Może to być jeden z kluczowych pojedynków na parkiecie. Albo powinno się tu uwzględnić Parkera, który jest jednym z najszybszych rozgrywających penetrujących strefę podkoszową.
Ale nie, największy matchup to pojedynek trenerski. I tutaj zdecydowaną przewagę mają Spurs, na których ławce Gregg Popovich.
Nikt nie przygotowuje swojego zespołu lepiej niż on, nikt nie jest sprawniejszy w reakcjach na to co się dzieje na parkiecie i nikt nie wykorzystuje lepiej słabości przeciwników niż Gregg Popovich. Być może San Antonio nie mają obecnie dobrych czasów pod względem urazów, a Lakers mogą być rozpędzeni po ostatnich meczach, ale Popovich i jego system gry jest jednym z tych, który może pokonać Jeziorowców.
Z drugiej strony – D’Antoni – wydawać się może, że jego drużyna gra już w optymalnym stylu. W trakcie sezonu nie wykazał on żadnej umiejętności, która mogła by go stawiać w roli jednego z kluczy do sukcesu. Jego gra obronna nie istnieje, jego zagrywki nie bardzo pasują do dostępnych zawodników i jego zdolności przywódcze również są mocno podejrzane.
Seria ta może być o wiele dłuższa niż mogłoby się niektórym wydawać, a Spurs mogą mieć duże problemy z ekipą z Los Angeles, która znalazła w końcu swoją tożsamość w ciągu ostatnich tygodni rozgrywek.
Ale pewna ręka trenera Popa może być jednym, ale bardzo dużym powodem dla którego to Spurs awansują dalej. Dla Lakers był to rok spędzony w bałaganie, niezorganizowaniu i może to mieć skutki z fazie play-off.