Knicks przetrwali 54 punkty Curry'ego w MSG
Pod koniec stycznia trenerzy wybrali rezerwowych do Meczu Gwiazd pomijając w zestawieniu Stephena Curry'ego. Jestem pewien, że teraz nie popełniliby tego błędu. Warriors przegrali w Nowym Jorku psując w końcówce to, na co wychowanek uczelni Davidson pracował przez całe spotkanie. Curry trafił 11 trójek - tyle samo, ile cała drużyna Knicks w tym meczu, rzucając 50 punktów w ostatnich 36 minutach tego spotkania.Niestety dla niego, stał się on również częścią najważniejszego zagrania w tym spotkaniu, kiedy Raymond Felton zablokował jego rzut na 1:28 przed końcem, a chwilę później J.R. Smith dał Knicks prowadzenie, którego nie oddali już do końca.
Kibice w Madison Square Garden po raz kolejny byli świadkami wielkiego występu. To, czego w ostatnich latach dokonali Lebron James, czy Kobe Bryant, wczoraj udało się Stephenowi Curry'emu, który przekonał się, że nigdzie nie daje to takiej satysfakcji jak w Nowym Jorku. 54 punkty, 7 asyst, 6 zbiórek. 11/13 za trzy, rekord organizacji. 23 punkty w drugiej kwarcie, rekord kariery. Curry był nie do powstrzymania i chyba nikt nie spodziewał się takiego występu, po tym jak w pierwszej kwarcie Steph trafił dwa rzuty. Warriors nie wyglądali z resztą w pierwszej odsłonie meczu zbyt dobrze, przegrywając ją 18:27. Tyson Chandler (16pkt/28zb) zebrał w pierwszej kwarcie 13 piłek i był drugim bohaterem tego wieczoru. Co ciekawe, w swojej karierze zebrał nawet 14 piłek w jednej kwarcie, a było to jeszcze w barwach Mavs w 2010 roku. Knicks prowadzili już nawet 12 punktami na początku drugiej odsłony, jednak Curry dopiero zaczął się rozgrzewać, rzucając 10 punktów z rzędu w 3 minuty i zmniejszając stratę do jednego punktu. Chwilę później Richard Jefferson trafił jedyną trójkę w tym spotkaniu, a Curry dołożył jeszcze jedną - i Warriors wyszli na 3-punktowe prowadzenie. Do końca kwarty Steph rzucił jeszcze 8 punktów, jednak Knicks nie pozostawali dłużni i zakonczyli ją prowadząc 58:55.Po przerwie żadna z drużyn nie zwalniała tempa. Curry rzucił 8 punktów w ciągu trzech pierwszych minut, a dłużny nie pozostawał Carmelo Anthony (35pkt/8as). Melo wraz z J.R. Smithem (26pkt/5zb) zagrali wyśmienicie i trener Mike Woodson mógł liczyć na nich przez cały wieczór. Nawet mimo strzeleckich popisów Curry'ego, Warriors nie potrafili zbudować przewagi. Knicks punktowali regularnie i pięciu graczy zakończyło spotkanie z dwucyfrowym dorobkiem punktowym. Trener Mark Jackson w 3. kwarcie mógł liczyć również na swoich rezerwowych, Jarret Jack (14pkt) po serii spotkań z +20pkt na koncie gra z ogromną pewnością siebie i nawet w obliczu takiego występu Stephena Curry'ego, Jack nie bał się brać gry na siebie. Niestety Warriors brakowało przede wszystkim punktów od reszty starterów. Thompson, Green i Barnes rzucili w sumie 13 oczek. Choć na dobrą sprawę spędzili na parkiecie mniej czasu niż Jack, czy Carl Landry, który 9 ze swoich 15 punktów zdobył z linii osobistych. Czwarta kwarta to ciąg dalszy popisów Curry'ego, który w pojedynkę rozstrzeliwał Knicks. Trzeba przyznać, że był naprawdę bardzo blisko wygrania tego meczu, gracze Knicks po kolejnych trafionych rzutach tylko załamywali ręce. W ciągu ostatnich 10 minut spotkania Warriors zdobyli 20 punktów. 4 z nich należały do Draymonda Greena, reszta to popis najlepszego zawodnika Warriors w tym sezonie. Wśrod graczy z Draftu 2009, być może w pierwszym sezonie najlepiej wyglądał Tyreke Evans. Z każdym kolejnym sezonem Curry deklasuje jednak konkurencję i obecnie Evans, czy Jennings giną w porównaniach z 7 numerem tamtego draftu,16 punktów i 3 asysty w ostatnich 12 minutach spotkania. Na 4:43 przed końcem Curry trafił 10. trójkę, ustanawiając nowy rekord ogranizacji i dając Warriors prowadzenie 100:99. Po przerwie na żądanie Anthony spudłował swój rzut, jednak po raz kolejny swój geniusz pokazał Tyson Chandler zbierając piłkę w ataku, a chwilę później za trzy trafił J.R. Smith. Mark Jackson przeznaczył dwa timeouty na kolejną akcję, w której Steph trafił jedenastą trójkę. Chwilę później Warriors mieli okazję podwyższyć prowadzenie, tym razem jednak Iman Shumpert przechwycił podanie Curry'ego, a Smith i Melo zamienili się rolami. Tym razem to J.R. spudłował swój rzut, a po kolejnej wielkiej zbiórce Chandlera, Carmelo trafił za 3. 105:103, faulowany Steph Curry trafia oba osobiste, Raymond Felton pudłuje swój rzut, jednak za chwilę naprawia swój błąd i jak się potem okaże popisuje się najwazniejszym zagraniem tego dnia, blokując próbę rzutu Curry'ego, a J.R. Smith trafia bardzo trudny jumper nad defensywą Golden State, w której brakowało Davida Lee, zawieszonego za niesportowe zachowanie dzień wcześniej w Indianapolis. W ostatnich 3. minutach pojedynku Curry nie oddał żadnego rzutu z gry, defensywa Knicks wykonała znakomitą robotę, a na minutę przed końcem podwajany Jarret Jack stracił piłkę, która powędrowała do Carmelo Anthonego. Ten się w takich sytuacjach nie myli - 109:105 i Warriors mógł uratować już tylko rzut rozpaczy. Mieli nawet dwa takie rzuty, oba spudłował jednak Klay Thompson, który tego wieczoru był 0/6 zza łuku. Mimo dwóch porażek w meczach b2b, Curry po raz kolejny zaistniał na mapie NBA. 92 punkty rzucone w ciągu dwóch dni - to nie zdarzyło się w tym sezonie nikomu. Warriors przegrali 7 z 10 ostatnich meczów, jednak przy takiej postawie ich najlepszego zawodnika trudno będzie wyeliminować ich z walki o Play Offs. Nic dziwnego. Po raz pierwszy od przyjścia do NBA, Curry naprawdę ma o co walczyć.
twitter.com/nbawithGK