Lakers uhonorowali Dr. Bussa
Nie trudno było domyślić się, która z drużyn wyjdzie na spotkanie w Staples Center bardziej zmotywowana i żądna zwycięstwa. Los Angeles Lakers przed spotkaniem uczcili śmierć Jerry'ego Bussa minutą ciszy, a następnie wyszli na parkiet i zrewanżowali się Celtics za porażkę sprzed dwóch tygodni.I jak nigdy - grali fantastyczną, zespołową koszykówkę, która nie tylko kibicom, ale też i samym zawodnikom sprawiała radość. Celtics momentami wyglądali nieźle, nie mieli jednak odpowiedzi przede wszystkim na Dwighta Howarda.
Film wyświetlony na telebime, upamiętniający życie właściciela Lakers, przemowa Kobego Bryanta, wszystko to było wystarczającą motywacją, by pokonać wczoraj odwiecznych rywali. I rzeczywiście, podopieczni Mike'a D'Antoniego wypracowali sobie w pierwszej kwarcie przewagę, której nie oddali do końca spotkania i wygrali 113:99.Choć początek wcale na to nie wskazywał - po kolejnej fatalnej dyspozycji rzutowej w meczu przeciwko Denver, Paul Pierce (26pkt) wyszedł wczoraj pewny siebie i zaczął rozstrzeliwanie obrony gospodarzy. Do przerwy miał 23 punkty i trafił 4 trójki, a w drugiej połowie - zniknął. Przed spotkaniem Celtics podpisali 10-dniowy kontrakt z Terrencem Williamsem i to jak narazie jedyny ruch na rynku transferowym jakiego ekipa Danny'ego Ainge dokonała. C's zostali zmiażdżeni na deskach (49:34) i to był główny powód przewagi Los Angeles. Bohaterem spotkania okazał się Dwight Howard (24pkt/12zb), który od pierwszych minut świetnie radził sobie w pomalowanym i grał z energią rodem z Orlando. Stawiał znakomite zasłony i przede wszystkim trafiał rzuty, nie bojąc się pojedynków z wysokimi Celtics. Kobe Bryant rzucił spokojne 16 punktów, popisał się jednak kilkoma rzutami z kosmosu, by przypomnieć nam, że wciąż jest Kobe Bryantem. Aż 7 graczy Lakers zanotowało dwucyfrowe zdobycze punktowe, a największą niespodziankę sprawił kibicom Earl Clark (14pkt/16zb). Clark jest jednym z najjaśniejszych punktów w drużynie LA w tym sezonie, wczoraj pobił swój rekord zbiórek, trafiał z półdystansu i był szalenie aktywny, aż w końcu doczekał się owacji ze strony kibiców. Fantastyczne spotkanie w jego wykonaniu. Po raz kolejny dobry występ z ławki dał Antawn Jamison, który w 3 ostatnich meczach rzuca średnio 17 punktów.Po stronie Celtics robili co mogli Courtney Lee (20pkt), Jeff Green (15pkt) i Jason Terry (10pkt). Ten ostatni miał problemy ze skutecznością, miał jednak 4 zbiórki i był bardzo aktywny na atakowanej stronie boiska. Avery Bradley przeciwnie - dwoił się i troił w obronie, jednak Lakers i tak znajdowali sposób na zdobywanie punktów trafiając ponad 50% swoich rzutów. Spotkanie do udanych może zaliczyć Lee, który zagrał na dobrej skuteczności i nie bał się odważnych wejść pod kosz. W gruncie rzeczy trudno wyobrazić sobie inny przebieg tego spotkania - Paul Pierce powiedział po meczu, że widział w oczach zawodników Lakers jak bardzo chcą to spotkanie wygrać, jeszcze zanim się rozpoczęło. Obie drużyny zaskoczyły nas skutecznością w pierwszej kwarcie, która zakończyła się rezultatem 36:27 dla LA. W Staples Center wypełnionym do ostatniego miejsca i przy fotelu Jerry'ego Bussa, który został specjalnie oświetlony Lakers nie mogli tego pojedynku przegrać. Celtics są 0-6 w tym sezonie na wyjeździe z drużynami z zachodu, w piątek jadą do Phoenix, a w niedzielę grają przeciwko Portland Trail Blazers. Steve Nash mial 14 punktów trafiając 6 z 7 rzutów z gry, w tym dwie trójki. Kevin Garnett zagrał 24 minuty, rzucił 12 punktów.