Relacje prokomu z mediami
Zamieszaniem jakie miało miejsce w ostatnich dniach z związku z Asseco Prokom Gdynia można by obdzielić kilka lat, jedyne czego ewidentnie zabrakło w tej sytuacji, to rzetelnej polityki informacyjnej ze strony władz klubu.
Przez blisko tydzień dziennikarze prześcigali się w tworzeniu sensacyjnych informacji związanych z rezygnacją Ryszarda Krauzego z finansowania Asseco Prokom Gdynia.
Jako pierwszy tą informacje przekazał rzekomo świetnie zorientowany w kuluarach trójmiejskiej koszykówki Grzegorz Kubicki z Gazety Wyborczej. Jego tekst, co prawda zawierał wiele nowych informacji, ale nakreślił też wizję rychłego upadku dziewięciokrotnego mistrza Polski, nic więc dziwnego, że zaniepokojeni fani byli rządni dalszych informacji w tej sprawie.
Każdego dnia mogliśmy przeczytać nowe hipotezy odnośnie przyczyn zaistniałej sytuacji. Grzegorz Kubicki wcielił się w rolę tego, który jako pierwszy ujawnił kulisy wadliwego zarządzania w Asseco Prokom Gdynia, szkoda tylko, że zrobił to dopiero w momencie, gdy dalsza działalność klubu była poważnie zagrożona! Zaniepokojenie kibiców rosło z każdym dniem, a władze klubu udawały, że problem nie istnieje uchylając się od udzielania odpowiedzi na pytania nurtujące fanów koszykówki.
Olbrzymie zainteresowanie mediów i kibiców nie powinno dziwić, wszak nie co dzień aktualnemu mistrzowi kraju grozi likwidacja w trakcie sezonu.Gdy emocje sięgnęły zenitu, a zawodnicy na łamach mediów dzielili się swoimi wątpliwościami odnośnie dalszej przyszłości klub wydał enigmatyczne oświadczenie według którego funkcjonowanie klubu jest utrzymywane na stabilnym poziomie, a wszelkie informacje o braku źródeł finansowania należy uznać za nieprawdziwe.
Skoro rzekomo nic złego w funkcjonowaniu klubu się nie działo, to z czego wynikła ta medialna burza, Jaka w ubiegłym tygodniu rozpętała się wokół Asseco Prokom Gdynia?
Tym co przez lata wyróżniało Prokom na tle innych rodzimych drużyn była nienaganna organizacja w każdym aspekcie funkcjonowania klubu koszykarskiego. Wieloletnie budowanie marki Asseco Prokom zostało dostrzeżone, także w Europie. Dwukrotnie klub z Gdyni został nagrodzony przez Eurolige za prace w dziedzinie marketingu i promocji klubu. Pomimo, iż od tego momentu minęło relatywnie niewiele czasu, to na przykładzie ostatnich wydarzeń należy stwierdzić, że włodarze Asseco znacznie obniżyli standardy w zakresie Public relations.Już na początku swojej edukacji studenci dziennikarstwa i nauk pokrewnych uczulani są na to, że media i organizacje pożytku publicznego( a za taką należy uznać klub sportowy) powinny działać w symbiozie. Jeśli klub odmawia komentarza zabiera sobie niejako możliwość wygłoszenia własnego stanowiska, co rodzi liczne spekulacje medialne.
Tak właśnie stało się w przypadku Asseco Prokom Gdynia, które w dobrze pojętym własnym interesie, powinno zwołać konferencje prasową najpóźniej dzień po ukazaniu się sensacyjnych informacji. Taki model postępowania byłby korzystny dla obu stron, dziennikarze (którzy są przedstawicielami kibiców) uzyskali by wszelkie potrzebne informacje, a władze klubu w sposób jasny zakończyłyby wszelkie spekulacje. Najwyraźniej włodarze mistrza Polski uznali, że kibicom nie należy się wyjaśnienie w związku z zaistniałą sytuacją!
Dopiero deklaracja zawodników o tym, że żaden z nich nie opuści drużyny do końca sezonu zakończyło sprawę Problemów Asseco Prokom Gdynia. Doceniając postawę zawodników, należy zadać pytanie, Czy to właśnie oni powinni wygłaszać deklaracje de facto odnośnie dalszego funkcjonowania klubu?
Ostatnie wydarzenia są smutnym dopełnieniem nieudolnych rządów Waltera Jeklina, który boleśnie przekonuje się jak trudna jest właściwa organizacja pracy profesjonalnego klubu sportowego.Szkoda, że eksperymenty dyrektora sportowego bardzo negatywnie odbiją się na działalności klubu.