Chris Paul poprowadził Zachód do trzeciego zwycięstwa z rzędu
Mecze Gwiazd należą do tego typu spotkań, po których nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Czasami taka niewiedza trwa nawet do 4. kwarty. Wczoraj, obie drużyny postawiły na obronę nieco wcześniej niż zazwyczaj, a w samym pojedynku nie brakowało niczego - były efektowne zagrania, trochę napięcia w końcówce i pamiętne momenty. Show ukradł Kobe Bryant, który w ostatnich minutach utrudniał życie Lebronowi Jamesowi. Choć zdobył tylko 9 punktów, jego obrona na 3-krotnym MVP ligi była prawdopodobnie najbardziej spektakularnym momentem wczorajszego wieczoru.
Spotkanie przebiegało nieco inaczej niż w poprzednich latach, kiedy to Zachód od początku wysuwał się na prowadzenie, a w 4. kwarcie Lebron i spółka robili co mogli, by odrobić straty. Wczoraj widzieliśmy aż 22 zmiany prowadzenia i choć to zwycięzcy dwóch poprzednich pojedynków częściej byli z przodu, to po ostatnich minutach mogliśmy spodziewać się wszystkiego. Od początku była oczywiście zabawa - Blake Griffin (19pkt) punktował w swoim stylu latając nad obręczami i od początku widać było, że to jego CP3 (20pkt/15as) szuka najczęściej. Paul notując takie statystyki zaliczył trzeci taki występ w historii All-Star Game - wcześniej zrobili to Magic Johnson i Isiah Thomas. Lebron James przed meczem był typowany jako faworyt do nagrody MVP. W poprzdnich latach praktycznie w pojedynkę starał się odrabiać straty i notował kosmiczne statystyki - tym razem w 4. kwarcie rzucił tylko 1 punkt, a mecz zakończył z 19 oczkami na koncie. Przez ostatnie minuty Kobe Bryant nie odstępował go na krok i był to prawdopodobnie główny powód dla którego graczom konferencji wschodniej nie udało się odrobić strat. James próbował przedzierać się przez obronę i punktować, lecz kończyło się to stratą lub blokiem. Jak często widzimy by ktoś blokował MVP w ten sposób? Wczoraj Bryant najpierw znakomicie wybił mu piłkę z rąk przy jumpshocie, a chwilę później trzymał się go odkąd ten wyprowadził piłkę spod własnego kosza i zablokował go przy próbie layupu. Full court defense w jego wykonaniu było tym, czego James spodziewał się chyba najmniej. Steve Kerr powiedział, że następnym razem ta dwójka spotka się dopiero w przyszłym sezonie i Bryant ma kilka rzeczy do udowodnienia. Lakers na awans do finałów mają bardzo marne szanse i faktycznie coś w tym mogło być. Oliwy do ognia dodali dziennikarze, którzy w ostatnich dniach na każdym kroku przypominali o wypowiedzi Michela Jordana. Wcześniej LBJ rozkręcał show grając przez całe spotkanie naprawdę dobrze. Po raz pierwszy mogliśmy także zobaczyć go w akcji z Kyrie Irvingiem (15pkt), jego następcą w Cleveland. Irving to prawdopodobnie największy talent jaki dołączył do NBA od czasu Derricka Rose'a. Jeśli tylko Cavaliers staną się drużyną na Play Offs, Irvinga czeka bardzo świetlana przyszłość. Na starcie 4. kwarty rzucił dwie trójki w dwóch kolejnych akcjach zmniejszając stratę do jednego punktu. Równie udany debiut w Meczu Gwiazd zanotował Paul George (17pkt), który wśród dużo bardziej utytułowanych kolegów wcale jak debiutant nie wyglądał. Jeśli jego gra wniesie się na jescze wyższy poziom, w przyszłych latach będzie stałym bywalcem Weekendu Gwiazd. A skoro o debiutantach mowa, nie może zabraknąć tego najważniejszego wczorajszej nocy. James Harden (15pkt) jako nieoficjalny gospodarz tego meczu spędził na parkiecie 25 minut - najwięcej wśród rezerwowych. Trafił 6 z 13 rzutów i kilkakrotnie ożywił publiczność w Houston. Dobrze było znów widzieć go razem z Kevinem Durantem (30pkt) i Russelem Westbrookiem (14pkt). To tylko pokazuje jakim talentem dysponowała Oklahoma w poprzednim sezonie. Durant po raz trzeci z rzędu rzucił w All-Star Game przynajmniej 30 punktów i wśród graczy, którzy mają na swoim koncie 3 lub więcej występów w tym widowisku ma najwyższą średnią punktową. Wśród najlepszych z najlepszych wyróżniał się najbardziej i po raz kolejny udowodnił, że Mecz Gwiazd to idealne miejsce dla niego. Choć był najlepiej punktującym zawodnikiem, tytuł MVP zasłużenie otrzymał Chris Paul. Paul był prawdziwym dowódcą na boisku, a oprócz kreowania partnerów sam był również niesamowicie skuteczny (4/5 za 3). Ukarał również Joakima Noah trafiając przed nim trójkę, gdy ten postanowił sprawdzić umiejętności rozgrywającego Clippes. Niezbyt mądre posunięcie, Joakim. Spoelstra wystawił Noah nawet w końcówce spotkania, gdy wynik był sprawą otwartą, i tak jak inni debiutanci, Francuz ma powody, by być z siebie zadowolonym. Gregg Popovich oszczędził Tima Duncana (2pkt), natomiast Tony Parker (13pkt) był waznym ogniwem w ataku, trafiając ładne runnery. Decydującym momentem spotkania był blok Bryanta na Jamesie i wykończenie akcji przez KD w kontrze. Reprezentanci Zachodu wyszli na 10-punktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca, choć Paul George i Carmelo Anthony (26pkt/12zb) próbowali uratować mecz trafiając za 3. Melo był najlepiej punktującym graczem w drużynie Wschodu i widać, że koszykarscy bogowie sprzyjają mu w tym sezonie jak nigdy. Popisał się również ładną asystą do Jamesa na początku spotkania. Dwyane Wade (21pkt/7as) przez długi czas był najlepszym strzelcem Wschodu, w ciągu ostatnich 18 minut nie rzucił jednak punktu, zaliczył jedynie asystę przy trafieniu Irvinga na 122:127.Każdy z zawodników, którzy pojawili się na parkiecie miał swój wkład we wczorajsze widowisko. Również miasto Houston odwaliło kawał dobrej roboty w przygotowaniach. All-Star Weekend niestety dobiegł końca, a wraz z nim zabawa koszykówką. Teraz czas na ostatnie zmiany w składach i walkę o jak najlepsze miesjce w tabeli. Jeśli ominął was choć jeden dzień tego weekendu - musicie nadrobić zaległości. Dziś od NBA mamy odpoczynek, a już we wtorek w Denver, Nuggets podejmują Celtics, a dzień później czekają nas takie hity jak Knicks - Pacers, Thunder - Rockets i Celtics - Lakers. Będzie na co popatrzeć.