James tworzy historię
6 spotkań, 185 punktów, 71% skuteczności. Po raz pierwszy w historii NBA jeden zawodnik w 6 meczach z rzędu rzucał ponad 30 punktów na skutecznosci lepszej niż 60 procent. Dużo liczb, ale czy jest ktoś, kto w statystykach może równać się z Lebronem? Wczoraj Trail-Blazers do końca walczyli o zwycięstwo w Miami, jednak Heat w ostatnich minutach spotkania weszli na poziom nieosiągalny i wygrali po raz szósty z rzędu.
Blazers - Heat 104:117
Było to tysięczne zwycięstwo w historii organizacji, jednak historia była łaskawa wczoraj głównie dla 3-krotnego MVP, choć on nie był łaskawy dla rywali. W dzisiejszej NBA jedno spotkanie na poziomie 30pkt/60% jest czymś niezwykłym, choć osiągalnym. 6 takich spotkań z rzędu nie osiągnęli nawet najlepsi centrzy w swoich prime-times. To, że James jest fenomenem wiemy nie od dziś, pytanie tylko czym jeszcze nas zaskoczy w swojej karierze? Gdy po poprzednim sezonie wydawało się, że lepszym w tej grze być po prostu nie można, Lebron po raz kolejny podniósł swoje statystyki notując progres w skuteczności i zbiórkach. Standardowo ma też najwyższy PER w lidze. Seria taka jak te mogą być kluczowe przy wyborze najlepszego zawodnika sezonu regularnego. Choć wszyscy chcielibyśmy niespodzianek w tym względzie, równej walki, pierwszych tytułów dla Kevina Duranta tak jak dwa sezony temu dla Derricka Rose'a, na chwilę obecną nie znajdziemy w lidze innego zawodnika, który mimo swoich wcześniejszych dokonań wciąż nas zadziwia. Dlatego też jeśli nic się nie zmieni, Miami Heat dotrwają do końca sezonu na pierwszym miejscu konferencji wschodniej, Kevin Durant na swój pierwszy tytuł MVP będzie musiał poczekać jeszcze przynajmniej rok. Wczorajszy mecz wieczoru w American Airlines Arena przyniósł nam wiele zwrotów akcji i mimo tego, że pierwsza połowa zakończyła się jednopunktowym prowadzeniem Blazers, nie miała nic wspólnego z meczem punkt za punkt. Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, trafiając 7 pierwszych rzutów. 22 z 29 punktów w pierwszej kwarcie rzuciła trójka James-wade-Bosh. Mimo tego to Blazers prowadzili po pierwszych 12 minutach, a twarzą runu w końcówce był Lamarcus Aldridge (29pkt), który rzucił 9 ostatnich punktów w 1. kwarcie. Drugą kwartę rozpoczął od 4 oczek z rzędu - run 13-0 przeciwko Heat w pojedynkę? Czemu nie. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać - Shane Battier i Ray Allen trafili zza łuku i Heat wrócili do gry. Allen zakończył spotkanie z 14 punktami na koncie. Dla gospodarzy były to jednak ciężkie minuty, ponieważ Blazers wyszli na 14-punktowe prowadzenie robiąc w ataku właściwie wszystko co chcieli. Fenomenalnie spisywał się Damian Lillard (33pkt), najlepszy strzelec tego wieczoru. Mam nadzieję, że nagrodę Rookie of the Year w tym roku NBA przyzna wcześniej. Odpowiedź obrońcow tytułu? 15-2 w ciągu ostatnich 4,5 minuty, 9 punktów Jamesa (30pkt/9as/6zb). Prowadzenie odzyskali już na początku 3. kwarty, a kilka minut później...prowadzili 14 oczkami. Dwyane Wade (24pkt/9zb/7as) i Chris Bosh (32pkt/11zb) robili swoje i na zmianę z Lebronem punktowali bez odpowiedzi gości. Damian Lillard zakończył kwartę rzucając dla swojej drużyny 7 punktów z rzędu, a Trail Blazers doszli na 4 punkty, przegrywająć na początku ostatniej odsłony meczu 82:86.Chwilę później odzyskali prowadzenie i utrzymywali je przez większą część czwartej kwarty. Punktował głównie Lillard z osobistych, ale swoje robili także Aldridge i Wes Matthews (20pkt). Na 4:37 przed końcem Matthews trafił trójkę i goście objęli ostatnie tego wieczoru prowadzenie. 102:101.W ciągu ostatnich 4 minut jedynym punktującym graczem gości był Joel Freeland, który zdobył w tym meczu 2 punkty. Blazers padli ofiarą nie tylko trójek Allena, Chalmersa i skuteczności wielkiej trójki, ale przede wszystkim defensywy, która na chwilę obecną gdy staje się agresywna, jest nie do powstrzymania dla żadnego zespołu NBA. Heat znakomicie odcinali gości od podań, zaliczając w końcówce dwa wazne przechwyty, a także zmuszali ich do oddawania rzutów z bardzo trudnych pozycji. Run 14-0 całkowicie zniszczył nadzieje podopiecznych Terry'ego Scottsa, trzeba przyznać, że Heat zrobili to dosyć brutalnie. Sam trener Scotts stwierdził, że to były dobre 44 minuty w wykonaniu jego drużyny.Spotkanie, w którym 6 graczy rzuca ponad 20 punktów musi być ciekawe, był to rownież wieczór, w którym zawodnicy sami wpisali się w historię, całkiem udany wieczór w American Airlines Arena. Dawno również nie oglądaliśmy Big 3 w tak dobrej formie, na chwilę obecną gdyby trener Eric Spoelstra dał odpocząć dwóm z nich, Heat pewnie swoje spotkanie i tak by wygrali. Na prawdziwy test poczekajmy jednak do czwartku, wtedy czeka nas powtórka z finałów i jedna z ostatnich okazji by pokazać kto jest górą w pojedynku Durant-James.