Wielka trójka odpoczywa, Spurs wygrywają
Hej, Spurs znowu to robią! Przed przerwą na All-Star Weekend podopieczni Gregga Popovicha są druzyną z najlepszym bilansem w lidze i definicją drużynowej koszykówki. Wczoraj w United Center bez swoich najlepszych graczy Spurs pokonali Chicago Bulls i mają już 41 zwycięstw na koncie.Pojedynek dwóch wybitnych szkoleniwców zakończył się zwycięstwem Popovicha, który zrobił z młodych Spurs drużynę gotową na wszystko. Do wygranej poprowadził ich Kawhi Leonard, rzucając najwięcej punktów w karierze i będąc podporą drużyny po obu stronach parkietu.
Spurs - Bulls 103:89Role się zmieniły, tym razem to gwiazdy podziwiały z ławki popisy młodszych kolegów i mieli wiele okazji, by ich oklaskiwać.Tony Parker nabawił się kontuzji podczas znakomitego występu na Brooklynie w niedzielę. Tim Duncan opuścił czwarty mecz z rzędu przez kłopoty z lewym kolanem, a Manu nie grał po raz piąty - naderwane ścięgno udowe. Nieobecny był również Stephem Jackson. Nie było to jednak żadną przeszkodą dla teamu, który pomału przejmują młodzi gniewni - Kawhi Leonard rzucił 26 punktów grając naprawdę znakomitą koszykówkę zwłaszcza w czwartej kwarcie, kiedy to m.in. rzucił dla gości 6 punktów z rzędu. Aż pięciu zawodników Spurs rzuciło przynajmniej 10 oczek, po raz kolejny świetnie spisali się Danny Green (18pkt) i Gary Neal (16pkt). Brak Tima Duncana widoczny był natomiast na tablicach, gdzie podopieczni trenera Popovicha zostali wręcz zmiażdżeni. Bulls zebrali 49 piłek przy 26 graczy ze San Antonio, popełnili jednak aż 19 strat - każdy z pierwszej piątki oprócz Ripa Hamiltona miał ich 3. Choć przewaga Spurs w 3. kwarcie wynosiła kilkakrotnie 14 punktów, Nate Robinson (20pkt) był siłą napędową comebacku gospodarzy, którzy na minutę przed końcem trzeciej odsłony meczu zdołali zmniejszyć stratę do 4 oczek. Ostatnia odsłona meczu należała już jednak do San Antonio, choć na 10 minut przed końcem spotkania Taj Gibson trafił na 75:76. Spurs rozkręcili się jednak w ostatnich 7 minutach spotkania, gdy Tiago Splitter, Boris Diaw i Kawhi Leonard rzucili 7 punktów z rzędu, a Bulls pudłowali rzut za rzutem, nie zdobywając punktów przez 2,5 minuty.na 3 minuty przed końcem różnica wynosiła już 15 oczek i wiadomo było, że gospodarze tego spotkania nie wygrają. Bulls padli ofiarą własnej nieskuteczności i niezdecydowania w ataku. Choć Nate Robinson gra w tym sezonie prawdopobobnie najbardziej efektywne minuty w karierze, w Chicago brakuje czasami playmakera z prawdziwego zdarzenia. Mimo tego trzeba przyznać, że bez Derricka Rose'a spisują się w tych rozgrywkach znakomicie i całkiem prawdopodobne, że zakończą je w pierwszej piątce konferencji wschodniej. Spurs są niekwestionowanym liderem zachodu, choć OKC Thunder tylko czekają na ich potknięcie. Thunder mają tyle samo porażek co Spurs, rozegrali jednak do tej pory dwa spotkania mniej i tym samym mają 39 zwycięstw.
Wyglada więc na to, że już po raz trzeci z rzędu jesteśmy świadkami niepodzielnego rządzenia Spurs w sezonie regularnym. 13 zwycięstw w ostatnich 14 meczach, w tym dwa bardzo efektowne w Brooklynie i Chicago w ostatnich dniach, sprawiają, że Spurs są obecnie najgorętszą drużyną w NBA. Obecnie są w trakcie 9-meczowej serii wyjazdowej, która dla każdego zespołu byłaby bardzo męczącym przedsięwzięciem, jednak rozpoczęcie jej bilansem 3-1 wyklucza wszelkie obawy. Przed nimi jeszcze mecz w Cleveland, a następnie 6 dni odpoczynku i powrót na zachód, gdzie zmierzą się m.in. z Clippers i Warriors. Zadanie wydaje się więc trudne, ale kto, jak nie Spurs, da radę temu podołać.