Chris Paul przywraca blask, Griffin na tym korzysta
To były bardzo smutne tygodnie dla LA Clippers bez Chrisa Paula. Jego powrót w nieudanym meczu w Miami również nie wyglądał dobrze, za to dwa ostatnie spotkania przypomniały nam dlaczego podopieczni Vinnego Del Negro są czołową drużyną dywizji pacyfiku.Wczorajsze spotkanie w Filadelfii, kończące 8-meczową serię wyjazdową zamieniło się w pokaz możliwości w powietrzu, a Clippers znów wyglądają jak pretendent do mistrzostwa.
Clippers - 76ers 107:90
21 punktów i 11 asyst, w 25 minut. Tego właśnie LAC potrzebują od Chrisa Paula by znów być postrachem ligi. Wsady i efektowne wejścia pod kosz nie biorą się z niczego - do tego potrzebny jest naprawdę porzadny rozgrywający i przede wszystkim ciągły ball-movement. Po niezbyt udanym początku serii wyjazdowej, Clippers wygrali w Nowym Jorku i Filadelfii i zakończyli podróż po Stanach Zjednoczonych z bilansem 4-4. Teraz wracają do siebie na mecz z Rockets, a już w czwartek zmierzą się z Los Angeles Lakers. Wczorajsze spotkanie od początku nalezało do gości - Chris Paul powrócił na dobre i królował na atakowanej stronie parkietu. Juz po pierwszej połowie podopieczni trenera Del Negro prowadzili 23 punktami i właściwie nic nie mogło zagrozić im w tym meczu. W 3 kwarcie spotkanie przerodziło się w konkurs wsadów zawodników z Los Angeles i widać było, że nic nie sprawia im takiej frajdy jak latanie nad obręczami. Dominowali oczywiście Blake Griffin (20pkt/9zb) i DeAndre Jordan (8pkt/10zb). Żaden z graczy Clippers nie spędził na parkiecie więcej niż 28 minut, choć wyglądało na to, że każdy ma ochotę grać pełne 48. CP3 i spółka zagrali prawie doskonale w ataku, oddając zaledwie 75 rzutów z gry na prawie 59% skuteczności. 20 punktów rzucił również Jamal Crawford, który w niedzielę w MSG postanowił na własną rękę ułatwić trenerom wybór najlepszego rezerwowego ligi. Po stronie Sixers dominowała nieskuteczność, Clippers wykonali znakomitą robotę powstrzymując Jrue Holidaya i właściwie jedynym, który pokazał się z dobrej strony był Nick Young (29pkt/5as). Lavoy Allen po najlepszej w swojej karierze dyspozycji w meczu przeciwko Bobcats (14pkt/22zb), tym razem zupełnie nie radził sobie z wysokimi LA i trafił tylko 2 rzuty z gry, a także zebrał dwie piłki. Sixers co raz bardziej oddalają się od miejsca w Play Offs, w środę czeka ich bardzo ważny pojedynek w Milwaukee. Na chwilę obecną tracą do nich 3 mecze, a wcześniej w tym sezonie przegrali z nimi dwukrotnie. Kolejna porażka może postawić ich w bardzo niewygodnym położeniu przed weekendem gwiazd.