Dwyane Wade wciąż ma to coś
Dzień po rekordowej nocy w Houston, podopieczni Kevina McHale byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki na Florydzie. To, co było 17-punktowym prowadzeniem gospodarzy w 4. kwarcie przerodziło się w mecz jednego posiadania, jednak ani na chwilę Rockets nie udało się doprowadzić do wyrównania.James Harden był wielki w 4. kwarcie, lecz w decydujących akcjach większa była defensywa Heat. Mario Chalmers i Udonis Haslem wymusili faul w ataku w ostatniej minucie meczu, a bohater Miami, Dwyane Wade zablokował rzut Hardena i uratował zwycięstwo dla Heat.
Noc w której D-Wade wygląda jak za najlepszych czasów to zawsze dobra noc. Wczoraj był bohaterem spotkania, choć jego 31 punktów było dopiero 3. wynikiem w tym meczu. Flash dołożył do tego 8 asyst, 4 przechwyty i był perfekcyjny z linii osobistych we wszystkich 13 próbach. Oprócz tego naprawdę rozkręcał widowisko i wraz z LeBronem Jamesem (32pkt/5as/6zb) byli praktycznie nie do zatrzymania. A mimo to naprawdę mało brakowało, żeby James Harden (36pkt/12zb/7as) ukradł im widowisko. Po tym jak Heat wyszli na prowadzenie 100:88, a my przez prawie dwie następne minuty nie zobaczyliśmy punktów po ani jednej stronie ciszę przerwał Patrick Patterson (15pkt) trafiając jumpera. Chwilę później James Harden rozpoczał swoje show trafiając pierwszą trójkę w czwartej kwarcie. Jeremy Lin (13pkt) dorzucił dwa oczka z linii osobistych i Rockets tracili już tylko 5 punktów. American Airlines Arena znów wybuchła jednak radością, gdy Udonis Haslem (9pkt/13zb) popisał się akcją 2+1 po asyście Wade'a. James Harden nie miał jednak dość - na 3 minuty przed końcem trafił kolejną trójkę , a po timeoucie Kevina McHale został sfaulowany przy próbie rzutu i trafił trzy osobiste. 101:104.LeBron James był wielki przez cały wieczór, a mimo tego w czwartej kwarcie nie oddał żadnego rzutu z gry. W końcówce szukał przede wszystkim Wade'a i na 2 minuty przed końcem przyniosło to skutek - Wade znalazł niepilnowanego Shane'a Battier, a ten nie pomylił się zza łuku. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać - James Harden po zabójczym crossoverze trafił, tym razem za dwa punkty. Jak wielki tego wieczoru był Wade, mogliśmy przekonać się w kolejnej akcji - po spudłowanym rzucie Haslema, Wade wygrał walkę o zbiórkę z wysokimi Rockets i stanął na linii osobistych trafiając obie próby. 103:109.Odpowiedź Rockets? James Harden i jego broda nie czują zmęczenia meczami back-to-back - kolejna trójka. 16 punktów w czwartej kwarcie. Jeśli nikt w tym sezonie nie świeci w American Airlines Arena mocniej niż wielka trójka to James Harden był tego bardzo blisko. 50 sekund do końca, Battier tym razem pudłuje rzut przy 3-punktowej przewadze, a my zamiast wielkiego comebacku Rockets oglądamy popis defensywy Erica Spoelstry. Harden był on fire i nic dziwnego, że gdy znalazł się w pomalowanym większośc kibiców Heat pewnie już widziała piłkę w koszu. Mario Chalmers popisał się jednak intuicją i wymusił na byłym graczu OKC faul w ataku - tak jak robił to w finałach 2012. Heat z piekła do nieba i z powrotem - w kolejnej akcji James robi widoczne kroki, kolejna szansa dla Rockets i tym razem to James Anderson daje się złapać. Nic dziwnego Udonis Haslem jest w tym w Miami najlepszy. James staje na linii, trafia jeden rzut i przed Houston ostatnia szansa na dojście przynajmniej na jeden punkt i czekanie na spudłowane osobiste. James Harden rzuca z bardzo niewygodnej pozycji, Dwyane Wade mówi ,,Nie sądzę", wybija mu piłkę z rąk i kończy spotkanie trafiając osobiste. Choć można mu wiele zarzucić, D-Wade wciąż jest graczem formatu All-Star. Eric Spoelstra ma ten luksus, że nie musi martwić się o brak jednej ze swoich gwiazd w składzie. Heat grali bez Chrisa Bosha i wciąz wyglądali jak mistrzowie, choć w końcówce naprawdę gubili się w ataku i kto wie co by się wydarzyło, gdyby Harden trafił ten jeden rzut więcej. To, co jest największą siłą Heat to jednak defensywa i w ostatniej minucie wczorajszego pojedynku pokazali, że należy się jej obawiać jeszcze bardziej niż w poprzednim sezonie.