Pacers górą po raz drugi w starciu z Miami
Czy jest drużyna, która może zagrozić Miami Heat na Wschodzie? Jest nią z pewnością Indiana Pacers, która już po raz drugi w tym sezonie wykorzystała atut własnej hali pokonując Mistrzów, tym razem 102:89.
Mecze w koszykówce wygrywa się głównie dzięki obronie i znalazło to dziś potwierdzenie właśnie w tym spotkaniu, w którym mieliśmy do czynienia z najlepszym atakiem przeciwko najlepszej obronie w lidze.
Poprzednie playoffs, w którym los przydzielił obie ekipy w starciu na Wschodzie lepsi okazali się Heat, jednak musieli się naprawdę sporo namęczyć, by ostatecznie przejść do kolejnej rundy. Jeśli i tym razem obie ekipy spotkają się w grach posezonowych, czego należy życzyć głównie ze względu na zacięte widowisko - role spokojnie mogą się odwrócić.
Po pierwszej, dosyć wyrównanej połowie meczu, w której Pacers prowadzili różnicą 8 punktów - nadeszła trzecia kwarta, której bohaterem okazał się być David West. Silny skrzydłowy gospodarzy nie miał litości dla graczy Heat, zdobywając w tej części meczu 16 ze swoich 30 punktów w meczu. Nieważne, czy bonił przciwko niemu Bosh, czy też Haslem - obu ogrywał z dziecinną łatwością . Indiana wyszła wówczas na 19 punktową przewagę w meczu i nie pozwoliła wydrzeć sobie zwycięstwa w tym spotkaniu. West świetnie współpracował pod koszem z Hibbertem, z którym tworzyli zbyt silny duet dla przeciwników. Pacers trafiali w tym meczu z 55% skutecznością, co również miało spore znaczenie dla końcowego wyniku.
Są jedną z najlepszych drużyn w NBA, więc świetnie jest ich pokonać, ale nie możemy też przesadzać z tym. Znamy się z nimi bardzo dobrze z playoffs i następny mecz z nimi pokaże nam czy to był tylko jeden taki nasz mecz - powiedział West.
West jest spektakularny. Ma to coś w oczach, czym zaraża nas wszystkich - powiedział o swoim podopiecznym Frank Vogel.
David West uzyskał w tym meczu 30pkt/7zb/5as, po 15 "oczek" dołożyli Stephenson i George.
Po stronie gości najlepszy był LeBron James, który zapisał na swoje konto 28pkt/6zb.