Klątwy ciąg dalszy
Po raz pierwszy od 7. listopada na parkiecie w drużynie Warriors pojawił się Andrew Bogut. To, na co wszyscy kibice GSW czekali od dawna, mieliśmy okazję oglądać od pierwszych minut spotkania w Toronto i gdy wydawało się, że teraz Mark Jackson może spokojnie myśleć o meczach w kwietniu i maju, Stephen Curry w trzeciej kwarcie skręcił skostkę.Choć klub zapewnia, że kontuzja nie jest poważna, jest to PRAWA kostka Curry'ego, ta, która kosztowała go wiele spotkań w kilku ostatnich sezonach.
Warriors - Raptors 114:102Między powrotem Boguta, a zejściem do szatni Curry'ego bohaterem spotkania był nie kto inny jak David Lee (21pkt/12zb/7as). Gdy wydawało się, że Lee lepiej grać już nie może, wybór do drużyny gwiazd najwyraźniej dał mu jeszcze większego kopa. Po zwycięstwach nad Clippers i Thunder, Warriors doznali dwóch porażek back-to-back w Chicago i Milwaukee. Wczoraj Lee był bliski triple-double, a koniec końców w wyniku słabej dyspozycji strzeleckiej Zacha Randolpha w meczu Grizzlies-76ers, Lee z 28 double-doubles w tym sezonie wskoczył na pierwsze miejsce w tej kategorii, wyrównując rekord Z-Bo. Mark Jackson powiedział, że Bogut (12pkt/8zb) swoim powrotem sprawił, że zespół jest teraz kompletny. I rzeczywiście, numer 1 draftu 2005 robi ogromną różnicę po obu stronach parkietu. Ze swoimi umiejętnościami do zdobywania punktów, podawania jest bardzo cennym graczem w ataku. W defensywie Bogut to klasa sama w sobie i w pojedynkach z drużynami takimi jak Lakers, Grizzlies, czy Clippers, Australijczyk może być na wagę złota.Steph Curry rzucił 17 punktów i miał 5 asyst w 26 minut, zanim w 3. kwarcie pechowo nadepnął na stopę obrońcy przy wejściu pod kosz. Choć kostka jest ,,tylko" skręcona i jego status określany jest jako day-to-day, w następnych spotkaniach cały sztab Warriors ze strachem w oczach będzie patrzył na prawą nogę Stephena. Powrotu Boguta nie przestraszył się Aaron Gray (22pkt/10zb), który wraz z DeMarem DeRozanem (21pkt/9as) był najlepszym zawodnikiem gospodarzy. Ci jednak stracili szansę na zwycięstwo już na początku 4. kwarty, która rozpoczęła od 2-punktowej przewagi Warriors. W pierwszych minutach jednak Raptors spudłowali 10 z pierwszych 11 rzutów, a my byliśmy świadkami runu 12:3, po którym podopieczni Dwane'a Caseya już się nie podnieśli i wynik ani przez chwile nie był zagrożony. Klay Thompson miał 19 punktów, a Harrison Barnes po raz kolejny zaistniał w zestawie najładniejszych zagrań elektryzując widownię wsadem, po którym jednak znów przeżyliśmy chwilę niepokoju, bowiem wychowanek uczelni North Carolina leżąc na parkiecie złapał się za kolano. Na szczęście nie było mowy o urazie.
Warriors grają dziś back-to-back w Cleveland na zakończenie serii wyjazdowej. Andrew Bogut być może opuści to spotkanie i zbierze siły na czwartkowy pojedynek z Mavericks.