Każdy chce być All Starem - część pierwsza
All Star to pojęcie względne w każdym sporcie. W przypadku głosowania kibiców - do meczu gwiazd dostają się nie tylko najlepsi, ale przede wszystkim najbardziej popularni gracze w lidze.
Gdyby rzeczywiście to osiągnięcia w danym sezonie decydowały o pierwszych piątkach w meczu gwiazd, nie znaleźliby się tam ani Kevin Garnett, ani Dwyane Wade, ani Dwight Howard. Przynajmniej nie powinni się znaleźć, bowiem mimo tego, że każdy z nich ma za sobą kilka znakomitych występów, nie są najlepszymi na swojej pozycji w tych rozgrywkach. Wybierali ich jednak kibice, czyli my wszyscy i od początku wiadomo było, że nie każdemu się to spodoba. Tym samym Jeremy Lin był blisko stania się pierwszym rozgrywającym zachodu, a koniec końców nie znalazł się nawet wśród rezerwowych. Wczoraj ogłoszeni zostali rezerwowi obu konferencji i od razu wywołało to ogromną falę krytyki zarówno w mediach, jak i wśród fanów koszykówki.
Składy już znamy:Zachód: LaMarcus Aldridge, Tim Duncan, Tony Parker, Russell Westbrook , Zach Randolph, David Lee, James HardenWschód: Chris Bosh, Luol Deng, Joakim Noah, Tyson Chandler, Paul George, Jrue Holiday , Kyrie IrvingNa pierwszy plan wysuwają się debiutanci - aż sześciu graczy wystąpi w ASG po raz pierwszy, pięciu z nich jest reprezentantami wschodu. Jeśli myślicie, że trenerzy wybierają obiektywnie, jesteście w dużym błędzie. Skoro Tim Duncan, jeden z najlepszych skrzydłowych w historii ligi, w ostatnich latach dostał kilka nominacji bardziej za osiągnięcia w karierze aniżeli w danym sezonie, to dlaczego rzecz nie ma się podobnie z Deronem Williamsem, jednym z najlepszych rozgrywających XXI wieku? Otóż nie od dziś wiadomo, że trenerzy nie przepadają za zawodnikami, którzy w jakimś stopniu przyczynili się do zwolnienia swojego szkoleniowca. Miłośnicy teori spiskowych uważają, że D-Will zrobił to dwukrotnie, najpierw w Utah, a ostatnio na Brooklynie. Wybór Jrue Holidaya może być dla wielu zaskoczeniem. Dla mnie jest bardzo miłym zaskoczeniem, albowiem Holiday stara się jak może w Filadelfii, która od początku sezonu zmaga się z kryzysem. Sixers są poza czołową ósemką wschodu i całkiem możliwe, że nie uda im się awansować do Play Offs, po tym, jak w zeszłym roku odpadli dopiero po 7 meczach w półfinale konferencji, a wcześniej wyeliminowali #1 Chicago Bulls bez Derricka Rose'a. W tym sezonie Holiday jest najlepszym graczem w ekipie Douga Collinsa i choć jest pomijany przez wielu gdy przychodzi do wyboru najlepszych graczy tego sezonu, niewątpliwie na miejsce wśród najlepszych zasługuje. Osobiście mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat pojawi się tu także Kyle Lowry, jeden z najbardziej utalentowanych rozgrywających ligi, który w tym sezonie w Toronto gra w kratkę, głównie przez kontuzje. Kolejny słuszny wybór to Kyrie Irving, najlepszy zawodnik młodego pokolenia w NBA. Rookie Of The Year sezonu 2011/2012 w swoim drugim sezonie na zawodowych parkietach potwierdza swoją wartość i choć Cleveland Cavaliers są na szarym końcu tabeli wschodu, Irving wzbudza co raz więcej zachwytów. Przed paroma dniami rzucił 40 punktów przeciwko Rajonowi Rondo i poprowadził swój zespół do zwycięstwa nad Celtics. Kontrowersje zaczynają się gdy przychodzi do rozmowy o skrzydłowych - dlaczego po raz kolejny nie wybrano Josha Smitha? Wśród graczy pomijanych w ostatnich latach przy wyborze do tego zacnego grona Smith jest najlepszym z nich i to on w największym stopniu odpowiada za wyniki Atlanta Hawks. Jastrzębie po odejściu Joe Johnsona są drużyną J-Smootha, a ten daje kibicom w Phillips Arena wiele powodów do radości. Ostatnio nawet mimo kryzysu Hawks utrzymują się na 6. pozycji na wschodzie, a Smith zaliczając statystyki na poziomie 17pkt/8zb/2blk jest ich najlepszym zawodnikiem. Wiadomo, nie można wybrać wszystkich. Zamiast niego trenerzy postawili na Chrisa Bosha. Czy słusznie? Bosh od początku sezonu był drugim najlepszym zawodnikiem w zespole Miami Heat i niejednokrotnie wyręczał Dwyane'a Wade'a, który gra w kratkę. W porównaniu z poprzednim sezonem jego cyfry jednak spadły, a początek roku miał raczej średni. To wciąż zawodnik formatu All-Star, co potwierdził rzucając 40 punktów przeciwko Nuggets, czy grając znakomicie przeciwko Bucks (24/18). Grając pośrod Lebrona Jamesa i D-Wade'a kibice nie doceniają jego osiągnięć, dlatego też kolejne wybory do drużyny gwiazd wzbudzają nie małe kontrowersje. Według mnie na jego miejsce bardziej odpowiedni byłby Smith, któremu trenerzy w końcu mogliby wynagrodzić lata pomijania przy wyborze. Kolejnym błędem jest brak Brooka Lopeza. Joakim Noah jest jednym z najbardziej wszechstronnych środkowych NBA, notuje najlepszy sezon w karierze i jest na wagę złota dla Bulls, którzy grając bez Derricka Rose'a mają ogromne szanse na występ w Play Offs. Brooklyn Nets, będąc trzecią drużyną wschodu nie mają żadnego reprezentanta w meczu gwiazd - Bulls, mają ich dwóch. Porównując Noah z Lopezem górą jest ten drugi, który grając w tej samej drużynie co Deron Williams, Joe Johnson i Gerald Wallace, jest jej najlepszym zawodnikiem. Przy słabej dyspozycji Howarda, Brook jest najlepszym centrem tego sezonu i siłą nie do powstrzymania dla pozostałych wysokich tej ligi. Obecnie Nets pod wodzą nowego trenera wrócili na szczyt konferencji wschodniej i w dużej mierze jest to zasługa Lopeza, który w pięciu ostatnich meczach notuje średnio 20 punktów, 8,5 zbiórki i 2 bloki na mecz. Jego brak w składzie na All Star Game jest największym nieporozumieniem na wschodzie, porównywalnym do braku Stephena Curry'ego na zachodzie. Nie ma Derricka Rose'a, a mimo to Tom Thibodeau może cieszyć się z dwóch All-Starów w drużynie. Czy Luol Deng zasługuje na miejsce w tym gronie? Deng ze średnią 17 punktów na mecz jest liderem ofensywnym i zarazem najlepszym obrońcą w drużynie Bulls. Bez niego nie byłoby Chicago na 4. miejscu konferencji wschodniej, ale czy zasuguje na to miejsce bardziej niż Brandon Jennings czy Josh Smith? Konkurencja na wschodzie nie jest tak duża jak w konferencji zachodniej stąd wiadomo było, że znajdzie się kilku graczy, ktorzy odbiegają poziomem od Lebrona Jamesa czy Carmelo Anthonego. Deng jest zawodnikiem bardzo solidnym i każdy trener chciałby go mieć w swojej drużynie, jednak zdecydowanie bardziej trafnym wyborem byłby J-Smooth. Na pewno cieszy mnie wybór Paula George'a z Indiana Pacers. Pod nieobecność Dannyego Grangera, George jest najlepszym zawodnikiem drużyny z Indianapolis i prawdziwym objawieniem tego sezonu. Jego długie ręce i atletyczna budowa ciała spokojnie zapewniłyby mu karierę także w NFL. Ze średnimi 17pkt/8zb/1.7stl na mecz jest nie tylko najlepszym strzelcem drużyny, ale także liderem najlepszej defensywy w NBA. W tym sezonie miewał znakomite występy m.in. przyćmiewając Jamesa Hardena w meczu przeciwko Rockets (31pkt), pokonując obrońców tytułu z Miami (29pkt) czy trafiając 9 trójek w jednym meczu przeciwko Hornets (37pkt), co nie zdarzyło się nawet Reggiemu Millerowi. Wybór Paula George'a jest jak najbardziej uzasadniony i w tym przypadku nie można mieć trenerom nic do zarzucenia, podobnie rzecz ma się z najlepszym obrońcą ligi Tysonem Chandlerem. Ostatnim aspektem jest brak J.R. Smitha, najlepszego rezerwowego na wschodzie. Charles Barkley powiedział bardzo mądrą rzecz odnośnie tego, że może to być jedyny sezon w karierze Smitha (Podobnie rzecz ma się z Jamalem Crawfordem), w którym ma on okazję zagrać w ASG. Smith jest urodzonym showmanem, a jego występ w tak prestiżowym spotkaniu wyszedłby wszystkim na dobre. J.R. jest najlepszym strzelcem z ławki w NBA i jego pojedynek z Jamalem Crawfordem o tytuł 6th Mana roku będzie jedną z najlepszych historii tego sezonu. Jest drugą opcją w ataku Mike'a Woodsona i ma na koncie dwa game-winnery w ostatnich sekundach spotkań, tego nie udało się do tej pory osiągnąć nawet Anthonemu. Choć nie obyło się bez kontrowersji i pozostaje nam tylko wzdychać na myśl o braku Josha Smitha, Brooka Lopeza czy J.R. Smitha, każdy z zawodników, którzy znaleźli się w składzie na mecz gwiazd, na to miejsce po prostu zasłużył. Druga sprawa, że wyżej wymienona trójka być może zasłużyła na nie bardziej.