Czy Lakers 2013 są tacy sami jak w 2004?
Tytułowe skojarzenie nie jest przypadkowe. Jak pamiętamy, wówczas działacze z Los Angeles postanowili zatrudnić dwie powoli schodzące ze sceny wielkie gwiazdy - Gary Paytona i Karla Malone'a.
Przed obecnym sezonem działecze tego klubu zdecydowali się na dołączenie do składu jednego z najlepszych rozgrywających ostatniej dekady, ale już mocno wyeksploatowanego Steve'a Nasha oraz porównywanego do Shaqa, dominatora podkoszowego - Dwighta Howarda. Podobieństwa obu drużyn w tym miejscu jednak się kończą.
Wprawdzie można jeszcze porównać sfrustrowanego Kobe z tamtego okresu, który borykał się z problemami poza parkietem i zniżką formy Shaqa wtedy (znaczna nadwaga oraz konflikty z zarządem) i Pau Gasola z chwili obecnej.
Ale to chyba wszystko, co można porównać. Te dwie ekipy różnią się od siebie jak plus i minus.
Po pierwsze tamten zespół wygrywał, na starcie notując bilans aż 19:3, a sezon regularny zakończył z dorobkiem 56 zwycięstw i 26 porażek. Teraz Lakers mają 25 porażek na półmetku rozgrywek i ich awans do playoffs coraz bardziej się oddala. Nawet jeśli zdołają do niego jakimś cudem się dobić, to będą na nich czekać zapewne dużo silniejsze OKC lub Clippers. A z tymi drużynami im ostatnio nie idzie najlepiej....
Tamta ekipa doszła do finałów NBA, w których uległa rewelacyjnym wówczas i zaskakującym Detroit Pistons, którzy tworzyli swoją legendę ZESPOŁU.
Dostrzega to także uczestnik tamtych wydarzeń - wspomniany wyżej Gary Payton:
Ludzie nic nie rozumieją. Ja nie widzę żadnych podobieństw tamtej drużyny do obecnych Lakers. Kiedy był z nami Karl - graliśmy fantastycznie, gdy doznał kontuzji, szło nam już gorzej, ale i tak zakwalifikowaliśmy się do Finałów. Kiedy doznał ponownie kontuzji, tym razem ramienia, nie byliśmy w stanie nawiązać walki z Detroit, którzy byli wtedy głodni i nas pokonali.
"The Glove" widzi jeszcze inną, znaczącą różnicę:
My mieliśmy wspaniałego trenera, jakim jest Phil Jackson. On starał się nam wpajać zwycięstwa do głowy i sprawił, że walczyliśmy i doszliśmy aż do finałów.
Podkreśla także rolę Kobe Bryanta w zespole:
Gdybyśmy mieli wtedy takiego Kobe, jakim jest teraz koszykarzem, to byłoby zupełnie inaczej. On jednak borykał się wtedy ze swoimi problemami osobistymi. Mnie osobiście było też bardzo trudno przekształcić swoją grę pod filozofię "trójkątów". Grałem zupełnie inaczej do tego momentu i to było trudne.
Lakers są najpopularniejszym zespołem w lidze NBA. Świadczy o tym chociażby wybór dwóch graczy tegi zespołu do Meczu Gwiazd, podczas gdy np. Brooklyn Nets zajmujący trzecią pozycję na Wschodzie nie mają żadnego swojego przedstawiciela w tym wydarzeniu. Najwyższy czas, aby zarówno oni, jak i pozostała część drużyny zaczęła udowadniać swoją wartość dla Ligi NBA. Czy tak będzie? A może dojdzie do rewolucji kadrowej w połowie lutego? Wkrótce się o tym przekonamy.