Derby NY na remis
Brooklyn Nets na dobre powrócili do czołówki konferencji wschodniej. Wczorajsze zwycięstwo nad Knicks w MSG jest dla trenera Carlesimo prawdziwym powodem do dumy. Po raz kolejny różnicę zrobiła obrona i nie tylko Joe Johnson powinien być twarzą wczorajszej wygranej. J.R. Smith miał szansę doprowadzić do wyrównania, lecz jego rzut rozpaczy odbił się najpierw od tablicy, potem od obręczy i w Madison Square Garden zamiast okrzyku radości usłyszeć można było jęk zawodu.
Powracając po kilkudniowej przerwie bez jakiegokolwiek szczegółowego źródła informacji na temat NBA, dobrze jest obejrzeć derby Nowego Jorku. Atmosfera po raz kolejny przypominała tą z Play Offs, a Nets, którzy wygrali 9 z 10 ostatnich spotkań ani na chwilę nie dali odetchąć gospodarzom, nawet wtedy, gdy w 3. kwarcie po raz pierwszy od początku spotkania stracili prowadzenie. Carmelo Anthony (29pkt, 11/29 z gry) rzucił tylko 2 punkty w czwartej kwarcie, miał jednak najlepsze w sezonie 7 asyst i oglądając go w akcji nasunęło się pytanie - czy Melo może być groźniejszy gdy podaje? Wczoraj obrona Nets kilkakrotnie nabrała się na zryw w stronę kosza Anthonego, a następnie odprowadzała wzrokiem piłkę, która trafiała głównie do Amare Stoudemire'a (15pkt/6zb). Amare był jedynym podkoszowym na ławce Mike'a Woodsona i spisał się nieźle, kilkakrotnie rolując w stronę kosza jak za najlepszych czasów w Phoenix. Ze STATem na ławce, który gra choćby na 80%, Knicks mają bardzo znaczący atut w perspektywie posezonowej potyczki z Heat, Pacers, czy właśnie Nets. Knicks prowadzili trzema punktami, zanim CJ Watson i Joe Johnson (25pkt/5as) trafili z dystansu dając Nets prowadzenie 78:75. Po trafieniu J.R. Smitha (16pkt), który tradycyjnie już był drugą siłą w ataku Knicks, Johnson odpowiedział dwoma kolejnymi trafieniami i Nets prowadzili już 83:77 na 5:38 przed końcem. Trener PJ Carlesimo nie przypuszczał jednak, że kolejne pięć minut będą prawdziwym horrorem dla jego zawodników w ataku, podczas którego ani Johnson, ani Brook Lopez (14pkt/11zb/4blk), ani Keith Bogans nie potrafili umieścić piłki w koszu Knicks i nie mieli odpowiedzi na 7 punktów z rzędu podopiecznych Woodsona. Run 7-0 zakończył Carmelo, który na 40 sekund przed końcem meczu trafił oba osobiste i dał swojej drużynie prowadzenie 84:83. Po timeoucie piłkę otrzymał nie kto inny jak Joe Johnson, który jest niekwestionowanym go-to-guyem w drużynie, w której gra także Deron Williams (14pkt/12as). Iso Joe wykonał najwygodniejszy dla siebie ruch mijając Smitha prawą stroną i bez problemu trafił fade-awaya na 85:84. Wiadomo było, że piłka powędruje do Melo, ten jednak nie był tak kluczowy jak Joe dla Brooklynu. Anthony wszedł pod kosz z prawej strony i gdy wydawało się, że wypracował sobie idealną pozycję do rzutu...przerzucił kosz. Faulowany D-Will nie pomylił się z linii osobistych, a J.R. Smih nie miał czasu szukać Melo, tym razem jednak nie trafił równo z syreną, choć było naprawdę blisko.Brooklyn miał tego wieczoru dwóch bohaterów. Pierwszym, na atakowanej stronie boiska był oczywiście Johnson, drugim - Brook Lopez. Lopez w końcówce zablokował rzuty najpierw Amare, a chwilę później Carmelo, uniemożliwiając tym samym zdobycie im łatwych i być może w konsekwencji kluczowych dla meczu punktów. Na deskach pomógł mu świetny tego wieczoru Kris Humphries (11pkt/13zb), którego 5 z 13 zbiórek miało miejsce na atakowanej tablicy. Odkąd P.J. Carlesimo przejął stery na Brooklynie, Nets wygrali 11 z 13 spotkań, tylko czterokrotnie pozwalając rywalom na rzucenie 100 punktów. Obrona znów jest dumą tego zespołu, który do końca sezonu powalczy o czołowe miejsce w konferencji wschodniej. Przed Nets wyjazd na zachód i 3 ciężkie mecze w ciągu 4 dni, a na przełomie stycznia i lutego potyczki u siebie z Chicago, Miami i LA Lakers. Carmelo Anthony po raz 26. z rzędu rzucił przynajmniej 20 oczek wyrównując trzeci w historii organizacji wynik należący do Stoudemira.Seria Nets - Knicks w sezonie 2012/2013 zakończyła się wynikiem 2:2.