Streetball w Chicago...

Dodano: 20 stycznia 2013 10:09
Streetball w Chicago...
Hubert Krzywda, Informacja własna
Obraz własny

"Byki" miały okazję po raz drugi z rzędu sprawdzić się w nienormowanym czasie gry, gdy podobnie jak Bostn Celtics w piątek tak i Memphis Grizzlies wczoraj miało ochotę zagrać z nimi dogrywkę. Dla Bulls była to trzecia dogrywka z rzędu.

Nie było dla nich tym razem "happy endu" bowiem musieli uznać wyższość "Niedźwiaków" 82:85.

Grizzlies mogło dowieźć zwycięstwo wcześniej, jednak nie potrafiło utrzymać 17 punktowej przewagi, jaką mieli w trzeciej kwarcie. Do gry po odpoczynku w meczu z Kings powrócił Zach Randolph i przyznac należy, że był to powrót okazały. Wprawdzie słabo rzucał (6/20) ale zakończył mecz z dorobkiem 13 punktów i aż 19 zbiórek. Wspomagał po koszem Gasola, który miał z kolei 19pkt/8zb a Rudy Gay dodał 16pkt/8zb.

W ekipie gospodarzy największą zdobyczą punktową może się pochwalić dość niespodziewanie Jimmy Butler - 18pkt/8zb i 3 prz, zastępując godnie w pierwszej piątce Luola Denga. 17pkt/14zb było dziełem mocnego ostatnio Carlosa Boozera.

Spodziewaliśmy się zisiaj trudnego pojedynku, gdyż naprzeciwko nas stanęła jedna z najlepiej broniących drużyn w lidze - poiwedział po meczu Mike Conley.

Obie drużyny miały spore problemy z celnością w tym meczu. W drugiej i trzeciej kwarcie Bulls trafiali zaledwie z 24% skutecznością, zaś Memphis w drugiej połowie niecałe 33%.

Dogrywka była popisem błędów z obu stron i wymuszonych rzutów oraz głupich strat. Nate Robinson biegał w niej jak na meczu osiedlowym próbując samemu wygrać mecz. Chwała mu za doprowadzenie do dogrywki, jednak nic dobrego nie da się powiedzieć o jego postawie w ataku w ostatnich pięciu minutach. Próbę nerwów lepiej znieśli goście, którzy przy stanie 82:83 w bardzo łatwy sposób wyprowadzili piłkę do szybkiego ataku kończąc to zacięte spotkanie.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp