Jazz przetrwali atak mistrzów
W 2006 roku Lebron James przyleciał do Salt Lake City i rzucił przeciwko Jazz 51 punktów. Wczoraj Eric Spoelstra najwyraźniej stwierdził, że James sam odrobi 19 punktów straty w 4. kwarcie, posyłając na ławkę Chrisa Bosha i Dwyane'a Wade'a. Był blisko.Heat udało się dojść na 2 punkty, a mimo to Jazz powrócili w wielkim stylu i z niewielką pomocą sędziów utrzymali prowadzenie do końca spotkania.
Heat - Jazz 97:10450 punktów potrzebował Lebron James (32pkt/6as), by już we wczorajszym meczu stać się najmłodszym w historii zawodnikiem z 20 000 punktów na koncie. Gdyby w ostatniej kwarcie zdecydował się nie podawać, a kończyć akcje samemu, całkiem możliwe, że do tej granicy by dotarł. Ale to nie w jego stylu. Nawet w decydujących akcjach meczu Lebron oddawał piłkę do lepiej ustawionych partnerów. Dla niektórych jest to brak cohones, by samemu wziąć na siebie ciężar gry, dla innych - boiskowe IQ. Przy całym zaangażowaniu Jamesa, który znów momentami grał jak nadczłowiek, w końcówce Miami nie ustrzegło się błędów. Ale wyrazy uznania należą się przede wszystkim gospodarzom tego meczu. Przez całe spotkanie Jazz utrzymywali prowadzenie, a w drugiej połowie kilkanaście punktów przewagi nie schodziło z tablicy wyników. Znakomitą robotę wykonywał Al Jefferson (23pkt/11as), który zmusił Erica Spoelstre do grania Joelem Anthonym przez ponad 20 minut. Prawdziwym bohaterem w EnergySolutions Arena był jednak Gordon Hayward, który wchodząc z ławki zanotował 22 punkty w 27 minut, w tym najważniejsze 10 w ostatnich pięciu minutach meczu, gdy wynik stał się sprawą otwartą. Kluczowe dla Jazz było wczoraj zmiażdżenie Heat na tabliach - 40:23. Oprócz Big Ala świetną robotę zwłaszcza na atakowanej tablicy wykonał Paul Millsap (17pkt/9zb), który zanotował pięć zbiórek ofensywnych. Choć Millsap zaliczył udane spotkanie, strzelecko nie może być z siebie zadowolony. W 4. kwarcie nie trafił żadnego rzutu z gry i zakończył wieczór ze skutecznością 4/14. Skupmy się jednak na ostatniej odsłonie meczu. Heat jeszcze na 10 minut przed końcem przegrywali 18 punktami, gdy Rashard Lewis (13pkt) rozpoczął run 20-5 od trafienia trzech rzutów osobistych. Lewis, podobnie jak Ray Allen (10pkt) spędził na parkiecie całą czwartą kwartę. Dwyane Wade (11pkt/5zb), który miał problemy ze wstrzeleniem się w to spotkanie w ostatniej części meczu na boisku się nie pojawił, Chris Bosh (16pkt) wszedł na ostatnie 40 sekund meczu i nie złapał podania od LeBrona Jamesa. Po 3 punktach Lewisa przyszedł czas na Allena, który trafił swoją pierwszą trójkę w tym meczu. Chwilę później na boisko wszedł Millsap i spudłował 3 rzuty z rzędu, a przewaga Jazz topniała po tym jak najpierw James spod kosza, a następnie Allen po raz drugi i ostatni w tym meczu dokładnie przymierzył zza linii. Na 4:50 przed koncem wydawało się, że kryzys jest zażegnany - Gordon Hayward trafił bardzo ważną trójkę na 93:85, jednak Heat wrócili w wielkim stylu rzucając 6 punktów z rzędu. Podczas całego zrywu obrońców tytułu, James wykonywał tytaniczną pracę po obu stronach boiska, dwojąc się i trojąc w obronie i kreując grę swoim partnerom w ataku. Praktycznie każda akcja wykreowana była przez trzykrotnego MVP ligi. Niestety dla Heat, w kolejnej akcji James wybił piłkę z kosza po rzucie Haywarda, a chwilę później sfaulował w ataku Ala Jeffersona. Przy stanie 91:98 James trafił jeszcze rzut i zmniejszył przewagę do 5 oczek, jednak Jazz odpowiedzieli 4 punktami Gordona Haywarda i comeback gości się nie powiódł.Odkąd w Miami powstała wielka trójka praktycznie każde spotkanie Heat z Jazz jest pełne niespodzianek. Wczorajsza decyzja Erica Spoelstry o pozostawieniu na ławce Bosha i Wade'a w końcówce meczu może zaskakiwać, ale trzeba przyznać, że było bardzo blisko abyśmy dziś wychwalali trenera Heat za ryzykowną, ale skuteczną decyzję. James i spółka lecą dalej na zachód by zmierzyć się z Golden State i LA Lakers. Mają już tylko ,,pół meczu" przewagi nad Knicks i jedno zwycięstwo Nowojorczyków dzieli ich od wskoczenia na fotel lidera. Jazz są na 9. miejscu w konferencji zachodniej i tu również różnica wynosi ,,pół meczu", z tym że na niekorzyść drużyny z Utah. Ósme miejsce w tabeli zajmują Portland Trail Blazers.
PS. Bardzo udaną pierwszą połowę zaliczył Demare Carroll. Zakończył on wieczór z 12 punktami i 4 zbiórkami w 15 minut.