Szczęście Thunder, koniec serii Lakers

Dodano: 14 stycznia 2013 12:49
Szczęście Thunder, koniec serii Lakers
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Nawet gdy wydaje się, że nic już nie może się zdarzyć, oglądając NBA zawsze warto poczekać do końca. To samo tyczy się zawodników, którzy nigdy nie powinni odpuszczać sobie spotkań, nawet tych zdawało by się wygranych. Wczoraj przekonać się mogli o tym gracze Thunder, którzy po 2 stratach w ostatnich sekundach meczu byli bardzo blisko porażki w Rose Garden.Kilkaset kilometrów na południe Los Angeles Lakers odnieśli pierwsze zwycięstwo w 2013 roku i wyglądali w nim dobrze od początku do końca. 

Thunder - Trail Blazers 87:83LaMarcus Aldridge (33pkt/11zb) rozegrał bardzo dobre spotkanie i chyba nawet on sam nie spodziewał się, że na 2 sekundy przed końcem będzie miał szansę wygrać dla Blazers ten mecz. Piłka po jego rzucie nie dotknęła jednak obręczy i cała ekipa Scotta Brooksa odetchnęła z ogromną ulgą. Zanim to się jednak stało, oglądaliśmy bardzo zorganizowaną defensywę Thunder, która w pierwszej i trzeciej kwarcie nie pozwoliła rywalom nawet na 20 punktów. Sami jednak też w ofensywie się szczególnie nie popisywali, rzucając najmniej punktów od otwarcia sezonu meczem przeciwko Spurs (84). Kevin Durant (33pkt) był oczywiście najjaśniej świeciącą gwiazdą w zespole, choć na spółkę z Russelem Westbrookiem (18pkt/9as/8zb) trafili zaledwie 3 z 14 prób z dystansu. Westbrook mimo statystyk zbliżonych do triple-double nie może być zadowolony ze swojego występu zwłaszcza pod względem skuteczości - 5/21 z gry. W piątek przeciwko Lakers miał dobre 10/21, wczoraj trafił tylko jeden rzut z gry w 4. kwarcie, choć trzeba przyznać, że rzut bardzo ważny. Na 3:34 przed końcem spotkania Westbrook wykorzystał podanie KD i trafił trójkę dającą Thunder 10-punktowe prowadzenie, najwyższe w 4. kwarcie. Co zdarzyło się później? 4 spudłowane rzuty i 2 straty, a Blazers w przeciągu kilku minut z piekła znaleźli się prawie w niebie. Run 9:0 rozpoczął Aldridge trafiając z półdystansu. Chwilę później faulowany przez DeAndre Ligginsa (o nim za chwilę) trafił oba osobiste, a następnie po swoim spudłowanym rzucie zebrał piłkę w ataku, dzięki czemu Nicolas Batum (21pkt/7zb) umieścił ją w koszu. 84:80, pudła Westbrooka i Duranta, ale z drugiej strony dwa nietrafione rzuty z dystansu Damiana Lillarda (9pkt/9as), który tym razem nie może zaliczyć swojego występu do udanych. Piłka w rękach KD, traci ją jednak na rzecz Wesa Matthewsa, a Batum z dystansu się nie myli i mamy jednopunktową stratę. Co następnie? Kolejna strata, tym razem Westbrooka, jednak jakimś cudem Batum nie trafia po wejściu pod kosz, Kendrick Perkins trafia tylko jeden osobisty dla Thunder, a chwilę później wykonuje kapitalną robotę w obronie nie pozwalając Aldridge'owi oddać łatwego rzutu i Blazers z prawie nieba, powrócili do koszykarskiego piekła. Na uwagę zasługuje brak Serge'a Ibaki i Thabo Sefoloshy. Scott Brooks nie zdecydował się jednak na wystawienie Kevina Martina w pierwszej piątce, lecz pozostawił go na ławce. Martin grał 33 minuty, miał 1/8 z gry. DeAndre Liggins w swoim pierwszym starcie w tym sezonie zagrał przez 40 minut. Zdobył 11 punktów i zebrał 9 piłek, a więc może swój występ jak najbardziej zaliczyć do udanych. Zwłaszcza dlatego, że trafił wszystkie 3 rzuty z dystansu. Thunder pozostają drużyną z najepszym bilansem w lidze. Seria 9 zwycięstw Blazers w Rose Garden z rzędu dobiegła końca. Cavaliers - Lakers 93:113Dwight Howard powrócił po 3 meczach nieobecności i był najlepszym zawodnikiem na parkiecie. Przyjechał do Staples Center spodziewając się kolejnego meczu spędzonego na ławce, zakończył dzień pomagając Lakers zakończyć najdłuższą serię porażek od prawie 6 lat. 22 punkty i 14 zbiórek to jeden z jego najlepszych występów w Staples i wszyscy w ekipie Lakers mówią jak to dobrze znów wygrać i mają nadzieję, że to spotkanie ich podbuduje. Musi, bowiem jesteśmy prawie na półmetku sezonu i jeśli nie teraz, to za kilka tygodni może być już za późno. Cała drużyna LA zagarła dobre spotkanie, nie zawiodła pierwsza piątka - Kobe zakończył mecz z 23 punktami w 28 minut, Steve Nash w tym samym czasie uzyskał 10 oczek i 9 asyst. Jedyne co może martwić to aż 22 straty - w tym siedem Howarda. Cieszyć może natomiast dyspozycja ławki rezerwowych, która rzuciła w tym meczu dla Jeziorowców 37 punktów. Cavaliers są 9-30 i mają drugi najgorszy bilans w NBA (Wizards 6-28). Wczoraj żaden z graczy z Ohio nie miał recepty na gospodarzy, Kyrie Irving i Dion Waiters rzucili po 15 punktów, Alonzo Gee dodał 14, w kolejnym meczu bez Andersona Varejao. Przerwa w grze Brazylijczyka potrwa jeszcze kilka tygodni i bez niego ciężko będzie poprawić Kawalerzystom bilans. Lakers grają jutro przeciwko Bucks, w czwartek - u siebie z Heat i będzie to niewątpliwie bardzo trudny sprawdzian, ale zarazem szansa na poprawienie morali zespołu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp