Byki ogrywają Mistrza
Miami Heat przegrali na własnym parkiecie z Chicago Bulls 89:96. W pewnym sensie może to być niespodzianka, jednak na wynik złożyło się kilka czynników.
Przede wszystkim goście dużo lepiej skakali do piłkek na obu tablicach, szczególnie atakowanej, z czym nie mogli poradzić sobie gospodarze. Tylko Gibson, Boozer i Noah mieli ich w sumie więcej niż cały zespół Heat.
Po drugie ni wiadomo było, czy w ekipie gospodarzy zagra LeBron James zmagający się z dolegliwościami kolana. Ostatecznie pozytywna decyzja dla niego została podjęta na 45 minut przed meczem i MVP poprzedniego sezonu i Finałów mógł stawić się do rywalizacji. I przyznać należy, że jak na kontuzję to wyszedł mu świetny mecz.
"Te King" robił co mógł, by gonić wynik, jednak w ostatniej kwarcie popis dali Nate Robinson i Carlos Boozer. Szczególnie warto zwrócić na dyspozycję w ostatnich dniach tego drugiego, który notuje cyferki jak za czasów jego gry w Utah Jazz.
Aby z nimi wygrać trzeba zrobić wiele hałasu i musi w tym uczestniczyć każdy zawodnik w drużynie, który musi dołożyć swoją cegiełkę. Myślę, że dobrze nam to wyszło - powiedział po meczu Tom Thibodeau.
Miami miało zaledwie 28 zbiórek, przy dwudziestu więcej wśród gości oraz aż 19 zebranych w ataku.
Nie mam wiele do powiedzenia, wy już macie swoją historię tego meczu. Kluczem do zwycięstwa była dzisiaj szatnia w obu drużynach. Oni nas po prostu wbili w parkiet - Eric Spoelstra.
Miami - Chicago 89:96
- James 30pkt, 6zb
- Wade 22pkt, 4as
- Boozer 27pkt/12zb
- Noah 13pkt/12zb
- Nate Robinson 13pkt
- Hinrich 10pkt/8as