Bitwa o Los Angeles dla Clippers
Chris Paul pokazał wszystkim w LA, że jest bardzo dużego formatu graczem. Takim, którego z pewnością brakuje w Lakers akurat teraz, a który mógł przecież u nich grać.
To właśnie on był głównym sprawcą kolejnej porażki Lakers, tym razem 102:107 ze swoimi rywalami zza miedzy.
Clippers od początku meczu nadawali ton grze, prowadząc w pewnym momencie nawet różnicą nawet 19 punktów. Straty goście odrobili głównie za sprawą Kobe Bryanta, który robił co mógł, by dopaść przeciwnika. Nie mógł sprostać tylko jednemu - upilnować Chrisa Paula, który "kręcił" każdym obrońcą Lakers bez różnicy, który by stanął mu na drodze.
Silna broń, jaką miała być strefa podkoszowa Lakers także wzięła w tym meczu w łeb. Zbiórki nie były ich mocną stroną w tym spotkaniu - 36-47, a z "pomalowanego" także więcej uzyskali gospodarze -52:36.
Pomimo przerwanej niedawno passy 17 zwycięstw z rzędu Clippers nadal mają serię wygranych u siebie, którą powiększyli do 11.
On po prostu nie grał dzisiaj dobrze - Mike D'Antoni o Pau Gasolu (2pkt,4zb (1/6 z gry), który przesiedział całą czwartą kwartę na ławce.
Clippers - Lakers 107:102
- Paul 30pkt.13as,6zb
- Griffin 24pkt,5zb
- Bryant 38pkt,5prz
- Howard 21pkt, 15zb