Amare znów pechowy dla Knicks
Zgadnijcie co? Carmelo Anthony i J.R. Smith zaliczyli wczoraj jeden z najbardziej udanych występów tego sezonu, a mimo to Knicks z Amare w składzie ponieśli porażkę. Stoudemire po raz pierwszy w tych rozgrywkach pojawił się na parkiecie, a kibice w MSG przywitali go owacją na stojąco.Później nie było już tak kolorowo i choć Knicks mieli szansę spotkanie wygrać, Blazers pokazali się ze znakomitej strony w końcowce i prowadzeni przez Damiana Lillarda pokonali Knicks odnosząc 16 zwycięstwo w tym sezonie.
Ostatnim razem gdy obie drużyny spotkały się w Nowym Jorku, Blazers wyjeżdżali z 42-punktową porażką po jednym z najgorszych występów w historii organizacji. Było to zaraz po zwolnieniu Mike'a D'Antoniego z funkcji trenera NYK. Dzień po tamtym spotkaniu posadę stracił także Nate McMillan.Wczorajszy pojedynek nie miał nic wspólnego z tym co wydarzyło się w marcu. Trail-Blazers od początku nadawali ton spotkaniu i po pierwszej połowie prowadzili 11 punktami. Amare Stoudemire (6pkt/2str) wszedł na parkiet z iskrą w oczach, jednak brak ogrania szybko sprowadził go na ziemię i pierwsza połowa była dla niego kompletnie nie udana. Dostał od swoich kolegów kilka dobrych pozycji do rzutu, jednak pudłował i ostatecznie trafił 3 z 8 prób z gry. Nie od dzis wiadomo, że Stat i Carmelo (45pkt, 14/24) nie bardzo pasują do siebie na boisku, jednak dajmy Mike'owi Woodsonowi trochę zaufania i być może rozwiąże tą sytuację z korzyścią dla zespołu. Widać było, że były skrzydłowy Phoenix Suns nie jest sprawny w 100% i z każdym meczem może być co raz lepiej. Knicks wciąż grają bez Raymonda Feltona i mieli problemy na atakowanej stronie parkietu, gdzie po raz kolejny istnieli tylko Melo i J.R. Smith (28pkt/11zb). Jason Kidd spędził na parkiecie 33 minuty i nie zdobył punktu, Pablo Prigioni, rezerwowy rozgrywający - 22 minuty, 2 oczka. Blazers po kapitalnej pierwszej połowie w drugiej nieco spuścili z tonu, a w 4. kwarcie byli blisko zmarnowania 15-punktowego prowadzenia. Luke Babbit na 4:33 przed końcem trafił trójkę na 96:81, a Knicks w ciągu następnych 3,5 minuty odpowiedzieli runem 13-2, podczas ktorego punktowali tylko Anthony i Smith. Blazers mogli liczyć jednak na dwójkę Aldridge-Lillard i na 70 sekund przed końcem LA (19pkt/14zb) trafił za dwa, kończąc problemy strzeleckie Portland. Chwilę później Melo jeszcze raz sprawił, że Madison Square Garden wybuchło trafiając za trzy, jednak Damian Lillard (21pkt/5as/6zb), któremu najchętniej już wręczyłbym statuetkę ROTY szybko uciszył cały Nowy Jork, również trafiając z dystansu. Anthony nie pozostał dłużny i zaliczył akcję 2+1, chwilę później spudłował jednak ostatnią próbę za 3 i Wes Matthews ustalił wynik spotkania na 105:100.Nicolas Batum (26pkt) trafił 7 rzutów z gry. 6 z nich było trójkami i był najskuteczniejszym zawodnikiem Blazers w tym meczu. JJ Hickson (18pkt/9zb) trafił 9 z 11 rzutów i cała pierwsza piątka drużyny gości spisała się wczoraj dobrze. Hickson znakomicie wykorzystywał brak ogrania Amare, gdy ten pojawił się na parkiecie.
Knicks przegrali po raz trzeci w tym sezonie u siebie i nie da się ukryć że nie są obecnie w szczytowej formie. Przegrali 5 z 8 ostatnich spotkań mimo fenomenalnej dyspozycji Carmelo, który po raz pierwszy w swojej karierze ma realne szanse na tytuł MVP.
Kobe i Lebron jednak nie śpią, a Kevin Durant się śmieje mając najlepszy bilans w lidze po dzisiejszej porażce LA Clippers. Również Bryant mimo 36 punktów schodził wczoraj z boiska przegrany, a Lakers zostali ośmieszeni w końcówce, gdy Jrue Holiday wypił na ich połowie kawę, pooglądał kalifornijskie plaże i zdążył jeszcze zadunkować nad całkowicie nierozgarniętą obroną gospodarzy.