Clippers ciągle wygrywają
Szesnaste z rzędu zwycięstwo odnieśli gracze Los Angeles Clippers, którzy udali się do Salt Lake City, by zmierzyć się z Utah Jazz.
Jazz byli blisko wygranej, bowiem przez trzy kwarty kontrolowali wydarzenia na parkiecie, a nawet na początku drugiej połowy prowadzili aż 72:55. Wtedy do szturmu ruszył motor napędowy gości - Chris Paul, który dał zwycięstwo swoim 116:114.
Takimi spotkaniami jak to w Energy Solutions Arena rozgrywający Clippers potwierdza, że może on się liczyć w ostatecznym wyściugu po MVP sezonu regularnego.
Paul zakończył mecz z dorobkiem 29 punktów i 6 asyst, jednak najważniejsze punkty zdobył na 3 sekundy przed końcem, gdy nie zadrżała mu ręka przy rzutach wolnych, a był wówczas remis.
Mieliśmy zbyt wiele przystanków w defensywie, przez co traciliśmy punkty. Potem odrabialismy serią zdobywanych punktów i znów trafiały się nam przystanki. Nie da się w każdym meczu grać równo przez cztery kwarty, dlatego musimy wykorzystywać każdy moment do odniesienia zwycięstwa - powiedział po meczu Blake Griffin (22pkt/13zb).
W tym meczu wykonywano aż 81 rzutów osobistych, popełnino 61 fauli, ale w tej serii jest normalką to, iż obie ekipy stawiają na walkę.
Randy Foye rzucił w tym meczu 28 punktów (5x3), a Jefferson dodał 22 punkty i 8 zbiórek. Hayward pomógł z ławki dodając 17 punktów.
Kluczowy moment - ostatnie cztery minuty gry, w których Utah trafiło tylko jednego kosza w wykonaniu Jeffersona. Ten sam zawodnik jednak strasznie zawalił w obroniena 3,7 sekundy przed końcem faulując zupełnie niepotrzebnie w bezpiecznej odległości od kosza Chrisa Paula. Temu nie pozostało zaś nic innego jak skorzystać z prezentu w postaci dwóch osobistych.