JR Smith ratuje Knicks przed drugą z rzędu porażką
To nie były udane Święta dla Marcina Gortata, któremu prezent spod choinki w ostatniej chwili dosłownie zwinął J.R Smith, a Knicks pokonali w Arizonie Suns 99:97.
Na sekundę przed końcem spotkania przy stanie 97:97 błąd w ataku zrobił Sebastian Telfair, który wyszedł poza linię boczną. Piłka po wznowieniu trafiła w ręce JR Smitha, który w ekwilibrystyczny sposób trafieniem z półdytstansu dał zwycięstwo swojej ekipie.
W tym miejscu dodać należy, że gracz ten "załatwił" już w tym sezonie w bliźniaczy sposób Charlotte Bobcats.
Na nic więc zdały się popisy strzeleckie Jareda Dudleya, który zaliczył 36 punktów, czy szaleńcza pogoń Suns w trzeciej kwarcie, która pozwoliła zniwelować dziesięcio punktowy deficyt, jaki mieli po dwóch kwartach. Na nic zdała się również dobra postawa Marcina Gortata (13pkt/9zb/2blk/1as). Wszystko wzięło w łeb za sprawą Smitha.
Tego samego, o którego było wiele szumu gdy przychodził do Knicks. Pukano się wówczas w czoło i pytano po co kolejny jeździeć bez głowy z nastawieniem tylko i wyłącznie na atak. Ubiegłej nocy poznaliśmy odpowiedź na to pytanie, gdyż wspólnie z Jasonem Kiddem dali zwycięstwo swojej drużynie.
Smith zakończył zawody z dorobkiem 27pkt/6zb/5as/5prz a Kidd zaprezentował się jak za dawnych lat notując 23 "oczka", 6zb i 8as.
Teraz już wszyscy powinni się domyślić po co W nowym Jorku tak długa ławka rezerwowych. Chociażby po to, że jeśli nie gra Raymond Felton i Carmelo Anthony (a tak było w Phoenix), by miał kto ich zastąpić.