Heat zrobili co do nich należało
Przyjaźń Kevina Duranta i Lebrona Jamesa była wczoraj jedynym elementem świątecznej atmosfery na parkiecie. 5 fauli technicznych, Russel Westbrook uderzający w stolik sędziowski i Serge Ibaka prostujący poglądy Dwyane'owi Wade'owi, pierwszy od finałów 2012 pojedynek między Heat i Thunder spełnił oczekiwania.I choć KD dwoił się i troił, w końcówce podopiecznym Scotta Brooksa zabrakło dyscypliny i tak jak w serii finałowej, musieli przełkąć gorycz porażki.
Po 12 zwycięstwach z rzędu Thunder po raz pierwszy w tym sezonie przegrali dwa kolejne spotkania. Heat obnażyli wszystkie ich słabości już na samym początku, podczas runu 13-2 rozpoczynającego spotkanie. Mario Chalmers (20pkt) tak jak w serii finałowej był factorem x tego meczu rzucając 12 punktów już w pierwszej kwarcie. Chalmers był ważnym ogniwem gospodarzy w ataku trafiając 4 z 8 rzutów z dystansu. Swojej roli nie spełnił wczoraj Serge Ibaka (16pkt/6zb), który miał być tą ukrytą bronią Thunder podczas gdy Chris Bosh (16pkt/6zb) gra na centrze. Nie tylko Ibaka, ale cała drużyna Brooksa miała wczoraj problemy w pomalowanym, gdzie została zniszczona przez obrońców tytułu rzucając 28 punktów przy 40 Heat. Po fatalnym początku goście z Oklahomy wzięli się w garść i jeszcze do końca pierwszej kwarty zdołali zbliżyć się na 3 punkty. Mimo tylko 71 oddanych rzutów i 42% skuteczności Thunder udało się rzucić w tym meczu 97 punktów. Najlepiej rzucająca osobiste drużyna w NBA wczoraj pokazała na co ją stać i wszyscy oprócz Thabo Sefoloshy, którzy pokazali się wczoraj na parkiecie, choć raz stanęli na linii. 38 osobistych zamienionych zostało na 32 punkty, a najczęściel faulowani byli oczywiście Wesbtrook (21pkt/11zb) i Durant(33pkt/7zb). Russel nie może zaliczyć tego spotkania do udanych, nawet mimo porządnych statystyk. Rozgrywający UCLA, zwłaszcza w końcówce, forsował dużą ilość rzutów, a akcje bez pamięci ciągnął do przodu, zamiast poczekać na partnerów. To właśnie złe decyzje graczy Thunder przegrały im to spotkanie, które w ostatnich minutach mogło skończyć się na wiele sposobów. Gdy wreszcie Kevin Durant dostał piłkę w swoje ręce i po przechwycie Kendricka Perkinsa wsadem zbliżył się do Heat na punkt, gospodarze American Airlines Arena rozegrali kapitalną akcję, w której Perkins pogubił się wychodząc z pomocą do Lebrona (29pkt/9as/8zb), a ten znalazł pod koszem niepilnowanego Bosha. Plan Thunder był taki, by Durant jak najszybciej zapunktował zbliżając się na punkt, a następnie Heat spudłowali osobiste. KD jak zwykle w takich momentach był niezawodny i trafił z półdystansu nad Jamesem. Chwilę później faulowany został Ray Allen i trafił oba rzuty, a OKC mieli ostatnią szansę na doprowadzenie do remisu. Fenomenalna obrona na Durancie zmusiła go do oddania bardzo niewygodnego rzutu z lewego skrzydła, po którym piłka nie znalazła drogi do kosza, jednak Serge Ibaka skierował ją wprost w ręce Russela Westbrooka i skończyło się to najbardziej kontrowersyjną sytuacją tego wieczoru. Dwyane Wade bez wątpienia dotknął ręki Russela i w każdym innym momencie meczu sędziowie zapewne podyktowaliby 3 osobiste. Tym razem sytuacja była wyjątkowa i ważyły się losy meczu, a arbitrzy zdecydowali, że Westbrook uderzony został po rzucie, a za uderzenie w stolik sędziowski ukarali go przewinieniem technicznym. I choć końcówka meczu wzbudziła burzę dyskusji Heat wygrali to spotkanie absolutnie zasłużenie, prezentując po prostu lepszą koszykówkę. Kibice nie zawiedli się na pojedynku Jamesa z Durantem, jednak bohaterem 4. kwarty był D-Wade, który rzucił wtedy 11 punktów, a spotkanie zakończył z 21. Choć w ciągu ostatnich kilku tygodni Kevin Durant i spółka wyglądali jak murowany faworyt do mistrzostwa, wczoraj Heat sprowadzili ich na ziemię pokazując, że wciąż są w tej lidze i całkiem możliwe, że na wiosnę będą jeszcze lepsi niż rok wcześniej. Wczoraj mieliśmy jednak prawo poczuć się jak w czerwcu, Lebron znów był wielki, Durant robił co mógł by uratować swoją drużynę, a kibice w American Airlines Arena zgromadzili się w liczbie 20300. Najliczniej odkąd Heat przenieśli się do tej hali. James po raz 30 z rzędu w meczu sezonu regularnego uzbierał przynajmniej 20 punktów, wygrał także szóste z rzędu spotkanie w święta.