Anthony nie dał wygrać 'Leśnym Wilkom'
Gdyby nie przebudzenie Carmelo Anthony'ego w czwartej kwarcie, w której zdobył 19 ze swoich 33 punktów, to Minnesota wywiozłaby z Madison Square Garden zwycięstwo. Jednak na ich nieszczęście lider Knicks wziął się w końcówce do roboty i zapewnił swojej ekipie zwycięstwo 94:91.
Najbardziej "biała" drużyna w lidze NBA radziła sobie w tym meczu nadspodziewanie dobrze, pomimo braku Kevina Love i ograniczonego występu Rubio.
Z roli liderów świetnie wywiązywali się za to Alexy Shved, który takimi występami jak ten udowadnia, że NBA było swietnym pomysłem na dalszą część jego kariery. Rosjanin grał bez respektu dla rywali, świetnie wykorzystując swoje atuty zarówno w ataku jak i obronie. Obrońca T-Wolves zakończył mecz z dorobkiem 18pkt/5zb/4as, a popisową akcję dał w końcówce meczu, gdy wyrwał piłkę z rąk JR Smithowi pod atakowanym koszem i trafił ważną "trójkę".
Nieoceniony był także występ Nikoli Pekovica, który zadrwił sobie z najlepszego defensora ubiegłego sezonu (Tyson Chandler) ogrywając go co rusz pod koszem i zbierając mu piłki sprzed nosa - Czarnogórzec uzyskał w tym meczu 21 punktów oraz 17 zbiórek.
Nic to jednak nie dało przyjezdnym, którzy zostali postawieni przed mocną obroną w czwartej kwarcie i fenomenalną postawą w ataku "Melo". Ten nie robił sobie zupełnie nic z obrony Minnesoty bez różnicy ogrywając Kirilenkę czy innych stawianych przed nim graczy.
Nie chcemy patrzeć w dalszej części sezonu na to spotkanie, na takie jako które powinniśmy wygrać. Wygraliśmy go defensywnie w drugiej połowie i dzięki temu wyszliśmy zwycięsko z całego meczu - powiedział bohater spotkania, któremu skandowano głośno "MVP".
JR Smith dołożył 19pkt/7as/5zb, a Chandler 16pkt/9zb.
Ciągle nie wiadomo, kiedy do gry wróci Amare' Stoudemire, jednak nie zanosi się na to, że odbędzie się to jeszczew tym roku.