Nerwy puszczały w MSG
Sporo roboty mieli ubiegłej nocy sędziowie spotkania pomiędzy Knicks a Bulls. W zakończonym zwycięstwem meczu 110:106 przez przyjezdnych z parkietu wyleciało trzech zawodników i trener Woodson.
O ile wylot do szatni dla Tysona Chandlera i Joakima Noaha był jak najbardziej słuszny, to usunięcie "Melo" i Woodsona może trochę napawać niepwenością.
To był ciężki mecz i ciężki dzień. Gra pomiędzy Knicks i Bulls zawsze jest fizyczna. Następnym razem - 11 stycznia, gdy ponownie się spotkamy, będziemy na nich gotowi - powiedział Carmelo Anthony, który za uwagi w stronę sędziego został ukarany drugim przewinieniem technicznym i musiał opuścić parkiet. Wcześniej rzucił dla Knicks 29 punktów.
Trener Mike Woodson, który miał także coś do powiedzenia arbitrowi po usunięciu jego lidera podzielił los "Melo". Po meczu powiedział:
Trzeba oddać Bulls to, co im się należy. Zagrali wielką koszykówkę. My musimy się przygotować do kolejnego spotkania w niedzielę.
Poza tymi ekscesami mecz nie miał zbyt wielkiej historii. Bulls bez swojego lidera, Derricka Rose'a stają się coraz bardziej mocni, o czym przekonali się dzisiaj Knicks. "Byki" konsekwentnie powiększały przewagę na parkiecie, która w pewnym momencie wynosiła już 25 punktów!
Najlepszy mecz w sezonie padł łupem Luola Denga (29pkt/13zb), świetnie sprawiał się też Noah - 15pkt/12zb/6as. Nieoceniony jest też występ Kirka Hinricha, który był blisko triple-double, notując 16pkt/9zb/8as. Bardzo ważne w jego wykonaniu były także trafienia z dystansu, odbierające moc NY. Marco Belinelli dołożył 22 punkty i 7 zbiórek.
Żal do swoich podopiecznych miał Tom Thibodeau:
Jestem rozczarowany naszym opanowaniem i dyscypliną w czwartej kwarcie, kiedy to straciliśmy 25 punktową przewagę.
Bulls w ten właśnie sposób sprawili, że Knicks ponieśli drugą w tym sezonie porażkę we własnej hali.
Wśród Knicks robił co mógł JR Smith, który uzyskał 26pkt/10zb trafiając 4/6 "trójek".