Karuzela nastrojów

Dodano: 19 grudnia 2012 13:44
Karuzela nastrojów
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

Jak inaczej nazwać to, co dzieje się w niektórych zespołach od początku sezonu? Spurs, którzy jeszcze tydzień temu byli na czele tabeli zachodu, wczoraj przegrali czwarte z pięciu ostatnich spotkań. Lakers pną się w górę, jednak do przetrwania Bobcats potrzeba im było dużo szczęscia.Gerald Henderson sprawił, że ławka Lakers przez chwilę poczuła się jak na konkursie wsadów. Mimo 18-punktowej przewagi w 3. kwarcie Bobcats przegrali po raz 12 z rzędu, a sytuacja co raz bardziej zaczyna przypominac tą sprzed roku.

Bobcats - Lakers 100:101Pau Gasol po powrocie z ośmiomeczowej przerwy rozpoczął mecz w pierwszym składzie, posyłając na ławkę Metta World Peace'a. Hiszpan zakończył spotkanie z 10 punktami i 9 zbiórkami w 29 minut i widać było, że wciąż brakuje mu pewności siebie jaką prezentował jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu. Miał problemy ze skutecznością, zaliczył jednak 5 asyst i czasami widać było świetne zgranie z Dwightem, różnicę jednak dla Lakers zrobiła w tym meczu ławka rezerwowych, która rzuciła w sumie 41 punktów. To właśnie Metta World Peace (17pkt/7zb/4stl) i Jodie Meeks (17pkt) byli drugimi strzelcami zespołu, prowadzonego oczywiście przez Bryanta (30pkt/7as), który w decydujących momentach robił co do niego należało i po raz 7. z rzędu zakończył spotkanie z +30pkt na koncie. Swój comeback gospodarze mogą jednak zawdzięczać defensywie, która zatrzymała Bobcats na 16 punktach w ostatniej odsłonie meczu. To, że w decydującej akcji piłka nie wpadła do kosza można nazwać jednak cudem, a Mike D'Antoni zawdzięcza jej pierwszą w tym sezonie 3-meczową serię zwycięstw. Prawdziwy test czeka ich jednak w sobotę, kiedy zmierzą się z rewelacyjnymi Golden State, a następnie w dzień Bożego Narodzenia podczas spotkania z Knicks. Powrót Gasola może mieć duże znaczenie w pojedynku przeciwko Davidowi Lee, a potem front-courtowi Knicks, jednak jego dyspozycja jest wielką niewiadomą. Przed Bobcats 3 mecze w 4 dni, a terminarz do końca roku nie napawa ich optymizmem. Kemba Walker rzucił dziś 28 punktów i jest najjaśniejszym punktem zespołu, który po rozpoczęciu rozgrywek od stanu 7-5 przegrał 12 kolejnych spotkań. Kobe Bryant został piątym graczem w historii, który ma nakoncie przynajmniej 400 spotkań z 30 punktami na koncie.

Spurs - Nuggets 106:112Wielki mecz ze strony Tima Duncana (31pkt/18zb/6as/5blk) nie wystarczył, Nuggets odnieśli wczoraj trzecie zwycięstwo z rzędu rzucając wicemistrzom konferencji zachodniej aż 35 punktów w 3. kwarcie. Danilo Gallinari zagrał najlepszy mecz w tym sezonie notując 28 punktów, ale najważniejszym czynnikiem dla gospodarzy była defensywa, dzięki której Nuggets zatrzymali San Antonio na 40% z gry i zebrali aż 45 piłek w obronie. Aż czterech graczy pierwszej piątki miało na koncie przynajmniej 9 zbiórek, a kolejne double-double zaliczył Kenneth Faried (19pkt/11zb), który po dwóch słabszych ofensywnie meczach wczoraj, mimo choroby, pokazał się z bardzo dobrej strony. Podpopieczni Gregga Popovicha mają ostatnio duże problemy na wyjeździe, a w tabeli zachodu spadli na czwartą pozycję. Nuggets są 7-1 w Pepsi Center i naprawdę robią wrażenie w kontrataku, będąc w tym aspekcie jedną z najlepszych drużyn w lidze. Wciąż muszą poprawić defensywę, gdyż pozwalają przeciwnikom na zbyt wiele łatwych punktów, George Karl ma za to wiele możliwości w ataku. Po raz kolejny świetne spotkanie zagrał Andre Iguodala (14pkt/9zb), niezawodny po obu stronach parkietu, który w Denver odnalazł się znakomicie. Spurs byli blisko odrobienia strat, ich nadzieję na zwycięstwo pogrzebał jednak Gallinari, który w decydujących momentach 2 razy celnie trafił z dystansu. Strata piłki na kilkadziesiąt sekund przed końcem dała szansę gościom na doprowadzenie do remisu, jednak Spurs spudłowali 3 trójki w ciągu ostatnich 24 sekund gry.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp