Lillard wygrywa pojedynek debiutantów

Dodano: 17 grudnia 2012 13:24
Lillard wygrywa pojedynek debiutantów
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
Obraz własny

W ostatniej sekundzie. Choć dla kibiców w Rose Garden ostatnie minuty tego meczu to prawdziwa męka, spowodowana najpierw zmarnowaniem 16-punktowej przewagi, a następnie kontuzją Lamarcusa Aldridge'a na 25 sekund przed końcem spotkania.W poprzednim sezonie pewnie zakończyłoby się to porażką Trail-Blazers, w tym, Damin Lillard miał inne plany i po raz pierwszy w swojej karierze wygrał spotkanie rzutem za 3.  

Na zegarze pozostało 0.3 sekundy, jednak Monty Williams nie zamierzał przeciwstawiać się zasadom (Wg NBA na oddanie rzutu z dystansu potrzeba przynajmniej 0.4 sekundy) i postanowił zakończyć spotkanie lobem i przegrać je zaledwie 1 punktem. Była to szósta z rzędu porażka Hornets, którzy są teraz 5-18 i wszystko wskazuje na to, że zakończą ten sezon na dnie tabeli konferencji zachodniej.Spotkanie zapowiadane było jako wielki pojedynek debiutantów. Z jednej strony, numer 1 draftu Anthony Davis i mający za sobą najlepsze spotkanie w tym sezonie (27pkt przeciwko Wolves) Austin Rivers, z drugiej, rewelacja rozgrywek i faworyt do nagrody ROTY - Damian Lillard. Kibice, którzy przyszli tu dla tego pojedynku mogli jednak czuć się jednak nieco zawiedzeni. Davis rozpoczął spotkanie z ławk i choć na boisku spędził 34 minuty, nie wykazał się niczym szczególnym kończąc mecz z 15 puntkami na koncie. Powrót po kontuzji póki co nie jest wymarzony, Davis notuje średnio 12.5 punkta i 6 zbiórek. Dobrą informacją jest jednak to, że po tym jak w 3 ostatnich meczach spędzał na boisku mniej niż 30 minut, wczoraj Monty Williams dał mu pograć więcej, co oznacza, że Davis powraca do pełni zdrowia. Austin Rivers kompletnie nie istniał w ataku zdobywając zaledwie 8 punktów. Wykazał się jednak świetnym opanowaniem kiedy na 50 sekund przed końcem trafił daleką trójkę, która wyrównała stan spotkania. Świetne spotkanie, mimo aż 6 strat rozegrał Greivis Vasquez (23pkt/11as/8zb). Vasquez po tym, jak zadziwiał w listopadzie, ostatni miesiąc roku ma wyraźnie słabszy notując w nim tylko nieco ponad 10 punktów. Mecze z Minnesotą i Portland przywróciły mu jednak pewność siebie, bowiem zanotował w nich w sumie 38 punktów i aż 28 asyst. Wczoraj był bliski triple-double, zmarnował jednak okazję, pudłując rzut w ostatnich sekundach i Hornets nie udało się wyjść na prowadzenie. Nie zawiódł Ryan Anderson (26pkt), który po raz 3 w 5 ostatnich meczach rzucił przynajmniej 20 oczek. Wczoraj trafił 7 z 10 prób za 3 umacniając swoją pozycję wśród strzelców z dystansu. Anderson trafił w obecnym sezonie 80 trójek (43% skuteczności) i jest pod tym względem najlepszy w lidze. Drugi, OJ Mayo ma ich 66, trafia jednak na dużo lepszej skuteczności (51%). Niewiele jednak daje to drużynie z Nowego Orleanu, która wyraźnie zmaga się z kryzysem. Trail Blazers zagrali świetną pierwszą połowę, a na przerwę schodzili z 11-punktowym prowadzeniem. Nie zawiedli wysocy - Lamarcus Aldridge (20pkt) i JJ Hickson (24pkt/16zb) świetnie wykonali swoją robotę, zwłaszcza Hickson był aktywny po obu stronach parkietu. Warto nadmienić, że tak znakomite statystyki udało mu się ugrać w zaledwie 31 minut. Wesley Matthews otworzył spotkanie rzutem za 3, wracając po dwóch meczach opuszczonych ze względu na kontuzję biodra. Wcześniej zagrał on w 250 meczach z rzędu, to drugi wynik w NBA wśród aktywnych graczy, zaraz po Russelu Westbrooku. Niestety na boisku spędził zaledwie nieco ponad 4 minuty, ponieważ, jak stwierdził sztab szkoleniowy Blazers - nie czuł się dobrze. Słabe spotkanie ze strony obwodowych Portland uratował nie kto inny jak Damian Lillard. Wychowanek Weber State przegrywał pojedynek punktowy z Davisem mając na koncie 13 oczek, zanim wznowił grę z linii bocznej na kilka sekund przed końcem. Szybko ją odzyskał i chwilę później prawie 19000 ludzi na trybunach wybuchnęło radością, po tym jak ich nowy ulubieniec trafił najważniejszy rzut wczorajszego wieczoru. Lillard zaskakuje nas w każdym meczu, po tym jak w czwartek rzucił 29 punktów Spurs, a wczoraj rozegrał bardzo przeciętne spotkanie, potrafił wziąć na siebie odpowiedzialność i oddać ostatni rzut, mimo, że wcześniej był 3/9 z dystansu. Blazers są 11-12 i wciąż grają o wysoką stawkę. Przed nimi mecze u siebie z Nuggets i Suns, a następnie 2 mecze przeciwko Sacramento Kings. O zwycięstwa nie będzie łatwo, ale mają znakomitą okazję, by wejść ponad granicę 0.500 i na dobre zagościć w czołowej ósemce zachodu.

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp