Ależ emocje w Brooklynie!
Dobry mecz zobaczyli i wiele emocji przeżyli fani zgromadzeni w hali Barclays Center, gdzie Nets podejmowali Detroit Pistons.
Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były aż dwie dogrywki, a obronną ręką wyszli gospodarze, którzy dzięki "buzzer-beatterowi" Joe Johnsona mogli cieszyć się ze zwycięstwa 107:105.
Zanim jednak bohater meczu wygrał go dla Nets ogrywając w sytuacji jeden na jednego niezłego defensora jakim jest Tayshaun Prince, to wcześniej wejściem na kosz doprowadził do drugiej dogrywki. Johnson ostatecznie zakończył mecz z dorobkiem 28pkt/5as/4zb.
Kiedy tylko rzuciłem piłkę w stronę kosza, to wiedziałem że będzie to piękny widok - powiedział po meczu Johnson. Przeczuwali to chyba także niektórzy kibice ustawieni za koszem, którzy w tym samym momencie kiedy Johnson wypuścił piłkę z rąk wstali z rękami w górze czekając aż ta wpadnie do kosza.
Aktywnie wspierał go Gerald Wallace, który miał udział w przedłużeniu meczu o pierwszą dogrywkę, kiedy w ładnym stylu dobił niecelny rzut partnera z drużyny. G-Force zakończył mecz uzyskując 25pkt/10zb znów starając się być wszędzie na boisku.
Do gry wrócił już Brooke Lopez, który miał 9 punktów i 4 zbiórki.
Można wskazać wiele czynników, które przyczyniły się do porażki, a to był na pewno jeden z nich - powiedział po spotkaniu Greg Monroe, mając na myśli niewykorzystane rzuty wolne w dogrywce.
Nieźle spisujący się ostatnio Pistons napędzani byli przez Brandona Knighta -22pkt/5zb/5as oraz Rodneya Stuckeya -19pkt/6as. Dla Knighta był to piąty mecz z rzędu,w którym uzyskał minimum 20 "oczek".