Miami: Zaliczone
Draymond Green rzucił 5 punktów we wczorajszym występie, zanim do jego końca pozostała sekunda. Miał także 7 zbiórek. Chwilę później był na ustach całego Oakland. W decydującej akcji Shane Battier zagubił się w kryciu i pozostawił wybranego w drugiej rundzie draftu Greena bez opieki. Nawet Lebron James nie potrafił z pozostałych 0.9 sekundy zrobić nic, co uratowałoby dla Heat to spotkanie. Warriors wygrali wczoraj piąty mecz z rzędu, wszystkie podczas 7-meczowe serii wyjazdowej.
Obrona Miami Heat miała na celu skupić się przede wszystkim na Stephanie Currym (9pkt/7as) i ograniczyć jego poczynania. Niewątpliwie zadanie to wykonali znakomicie, nie przewidzieli jednak fantastycznej dyspozycji Jarretta Jacka (20pkt), który był wczoraj najlepszym rezerwowym na parkiecie, a także Klaya Thompsona (27pkt/7as), który z nawiązką zastąpił Currego w ataku.Spotkanie od początku do końca było zacięte i żadna z drużyn ani na moment nie odpuściła w obronie. Lebron James (31pkt) przekonał się czym jest twarda defensywa, kiedy przy próbie wejścia pod kosz został brutalnie powalony na ziemię przez Davida Lee (22pkt/13zb). Kolejną chwilę grozy kibice w American Airlines Arena przeżyli gdy Dwyane Wade (14pkt) najpierw został trafiony w oko przez Klaya Thompsona, a następnie staranowany przez kolegę z drużyny. Wade wstał o własnych siłach i udał się do szatni, na szczęście powrócił na drugą połowę, którą rozpoczął z resztą od świetnej akcji zakończonej wsadem, jak za starych dobrych czasów. Po trafionej trójce, która wyrównała stan spotkania, Lebron dał Heat pierwsze od kilkunastu minut prowadzeni na 6:39 przed końcem. Przez następne minuty oglądaliśmy wymianę ciosów, aż na 1:54 przed koncem David Lee, mający za sobą kolejny kapitalny występ, doprowadził do remisu z linii osobistych. Następne kilkadziesiąt sekund to niewykorzystane szanse z obu stron. Heat kilkukrotnie mogli objąć prowadzenie za sprawą Raya Allena (14pkt) i Shane'a Battiera, ci jednak nie wykorzystali swoich okazji. Wreszcie, na 12 sekund przed końcem, piłka trafiła do Jarreta Jacka, a ten miał rozegrać najważniejszą akcję tego wieczoru. ,,Jeśli chodzi o ostatnią akcję, trener Jackson nie wskazał konkretnie, kto ma oddać rzut. Mieliśmy po prostu znaleźć tego, kto miał najlepszą pozycję do rzutu. Oczywiście głównym założeniem było dostarczeni piłki do Klaya lub Stepha. Udało mi się zgubić krycie i Jarrett mnie znalazł" - podsumowuje bohater ostatnich sekund Draymond Green. Wychowanek Michigan State wie, jak wygrywać mecze. Podczas swojej kariery w NCAA był jednym z najbardziej wszechstronnych zawodników na uniwersyteckich parkietach i niejednokrotnie wygrywał mecze dla Spartans. Wczoraj przydarzyło mu się jego pierwsze ,,5 minut" w lidze i miejmy nadzieję, że na tym nie poprzestanie, jest to bowiem piekielnie utalentowany zawodnik. Wczoraj udało mu się zgubić po zasłonie Battiera i dzięki czujności Jacka dostał piłkę w idealnym momencie, by umieścić ją w koszu. Warriors są on fire, mają bilans 15-7 i obecnie nawet Heat mogą zazdrościć im dyspozycji. Była to druga porażka Miami u siebie w tym sezonie i trzecia w pięciu ostatnich meczach. Podopieczni Marka Jacksona jadą dalej, a przed nimi kolejny pojedynek na Florydzie - tym razem z Orlando i ostatni mecz wyjazdowej serii w Highlights Factory przeciwko Hawks.