Spurs wygrywają thriller w Houston

Dodano: 11 grudnia 2012 12:04
Spurs wygrywają thriller w Houston
Grzegorz Kordylas, Informacja własna
MediaWiki

Wczorajszy pojedynek w Toyota Center będzie twoim ulubionym, jeśli jesteś fanem zdecydowanej ofensywy. Dowód? 77 punktów w drugiej kwarcie w sumie z obu stron i 120:120 po regulaminowym czasie gry. Jeremy Lin, Gary Neal, Tony Parker, Omer Asik, wszyscy oni wczoraj zrobili coś wielkiego, co nie zdarzyło im się wcześniej w karierze.Po tym, jak w regulaminowych 48 minutach sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie, na dogrywkę doświadczeni Spurs wyszli z dużo większą pewnością siebie i nie dali szans młodym Rockets, wygrywając ostatecznie 134:126. 

Jeremy Lin (38pkt/7as, 11/21 z gry) najwidoczniej najlepiej czuje się, gdy prowadzi drużynę w pojedynkę. Wczoraj, pod nieobecność Jamesa Hardena, który pauzował przez problemy z kostką, Lin rozegrał najlepsze spotkanie odkąd przybył do Houston. Mało tego, rozegrał najlepsze spotkanie od 2. lutego, kiedy to jeszcze w barwach Knicks rzucił 38 punktów w meczu przeciwko Lakers. Trafił 4 trójki (carrer high), po dźwięku kończącym spotkanie, nie był jednak zadowolony z jego przebiegu. ,,Cieszę się, że odnalazłem się w tym spotkaniu, jest to jednak zdecydowanie sprawa drugorzędna. Przede wszystkim przegraliśmy kolejny zacięty mecz. Miałem piłkę w ostatniej akcji by go wygrać, a nie oddałem nawet rzutu." Lin miał piłkę w rękach w ostatniej akcji Rockets, świetna obrona Dannego Greena przyczyniła się jednak do najbardziej kosztownej straty Lina w tym meczu. Na jego szczęście rzut Tima Duncana (10pkt/13zb) został zablokowany przez Carlosa Delfino i mieliśmy, już nie tak szczęśliwą dla Houston, dogrywkę.Bohaterem meczu był Tony Parker (27pkt/12zb/12as), który to z kolei zaliczył pierwsze w karierze triple-double. Miał jednak podobne zdanie co Lin, twierdząc, że to wszystko byłoby bez znaczenie gdyby Spurs przegrali, ot i wrodzona skromność Francuza. Nie da się jednak ukryć, że Spurs mogli na nim polegać po obu stronach parkietu i to właśnie Parker w największym stopniu przyczynił się do tego zwycięstwa, utrzymując Spurs w grze, gdy byli kilka punktów za swoimi wczorajszymi rywalami. Mało carrer-nights? Factorem X we wczorajszym meczu był oczywiście Gary Neal. 7/10 z dystansu i 29 punktów to najlepsze wyniki w jego karierze. Jego trójka 2:21 przed końcem dogrywki dała Spurs bezpieczne prowadzenie 127:122. Mecz rozstrzygnął niezawodny Manu Ginobili (22pkt/5zb/6as) akcją 2+1. Najlepszy ofensywnie mecz w karierze zaliczył także Omer Asik (21pkt/10zb). Turek pokazał nam umiejętności, których nie znaliśmy z Chicago,a także, przede wszystkim znakomicie spisał się na linii osobistych trafiając 11 z 14 rzutów (51% w karierze). Na 5:30 przed końcem 4. kwarty przy stanie 107:107 mecz zamienił się na chwilę w pojedynek Neala z Chandlerem Parsonsem (20pkt). Neal rozpoczął go od trafienia z dystansu, na co Parsons odpowiedział dwoma celnymi trójkami z rzędu. Po dwóch nieudanych akcjach z obu stron to znow Neal trafił zza linii i gdy wydawało się, że to zakończy zapędy obu panów, Chandler trafił wyprowadzając Rockets na 3-punktowe prowadzenie. Strzelecki pojedynek zakończył Parker, a po trafieniu Dannego Greena to Spurs byli na czele. Po fade-awayu Jeremyego Lina wypadało powiedzieć tylko - Wow. Znakomicie kryty Lin obrócił się od kosza po czym trafił z odskoku, a piłka łukiem powędrowała wprost do siatki. Jeszcze bardziej zaskakujące było rozwiązanie po trafionej przez Manu trójce, kiedy to na 37 sekund przed końcem Lin oddał piłkę do Asika, który...trafił z półdystansu. Następne punkty zobaczyliśmy już w dogrywce, w której Rockets ani na moment nie stanowili zagrożenia dla gości, zwłaszcza po stracie Lina i celnej trójce Neala.Po przerwie spowodowanej tragiczną śmiercią córki, Kevin McHale przegrał ze swoimi podopiecznymi dwa kolejne spotkania, pozostaje jednak wyrozumiały i zdaje sobie sprawę z tego, że gracze Poppovicha byli w takiej sytuacji już setki razy w swoich bogatych karierach i mają dużo więcej zimnej krwi.Spurs są na szczycie ligi z 18 zwycięstwami na koncie, wygrali także 5 spotkań z rzędu i 9 z 10 ostatnich pojedynków. Przed nimi mecz z Jazz w Salt Lake City, trzeba przyznać, że nie ma drużyny, która lepiej radziłaby sobie na wyjazdach niż Tony Parker i spółka.  

Udostępnij: FacebookXInstagramMessengerWhatsApp